poniedziałek, 23 listopada 2015

Korres - kosmetyki, które przywiozłam z wakacji!

Cześć Dziewczyny!

Na początku października z moim mężem wybraliśmy się na długo wyczekiwane wakacje, a naszym kierunkiem okazała się KRETA. Jeszcze na wiosnę i podczas szukania ofert wakacyjnych planowaliśmy wyjazd do Egiptu, ale po zdarzeniach, jakie miały tam miejsce szybko z tego zrezygnowaliśmy i po długich przemyśleniach zarezerwowaliśmy w końcu wakacje, których nie mogłam się doczekać! Byłam już kilka razy za granicą, wiele pięknych miejsc widziałam i jeszcze pewnie wiele pięknych przede mną, ale Kretę z całego serducha Wam polecam! :) Już w planach mamy inną wyspę Grecką, ale to dopiero (mam nadzieję) za rok. Na moim Instargamie możecie zobaczyć trochę zdjęć z wakacji, więc serdecznie Was tam zapraszam! 
Na wyspie możemy kupić bardzo wiele tamtejszych kosmetyków o bardzo dobrym składzie zaś ja już przygotowana wybrałam się z listą, jakie kosmetyki chciałabym dla siebie kupić i przywieść ze sobą. Postawiłam na markę Korres, którą możemy dostać u nas w kraju w perfumerii Sephora. Produkty te różnią się u nas tym, że są dosyć drogie a tam kupiłam je ponad połowę taniej, co tym bardziej skusiło mnie do zakupu. Nie chciałam wracać z masą kosmetyków z tego względu, że są to kosmetyki naturalne i mają krótką datę ważności a po drugie nigdy nie testowałam ich produktów a nigdy nie wiadomo jak na nie zareaguje moja skóra. Ale teraz już wiem, że w przyszłości, kiedy będę miała kolejny raz okazję, aby kupić je w tak niskiej cenie skuszę się na coś więcej. Nie chce w tym momencie za dużo pisać o ich właściwościach z tego względu, że chcę je jeszcze potestować, ale na pewno za jakieś dwa miesiące pojawi się ich pełna recenzja! 
Na mojej liście znalazł się nawilżający krem do twarzy z wyciągiem z granatu dedykowany dla skóry tłustej, serum do twarzy z wyciągiem z dzikiem róży z tego, co pisze producent ma niwelować drobne zmarszczki i przebarwienia oraz produkt z tej samej serii rozjaśniająca maska na noc -  myślę, że są to dobre produkty jak na początek ;)

Jeżeli stosowałyście produkty Korres koniecznie piszcie, co polecacie a od czego trzymać się z daleka??? 

Pozdrawiam JusteMoiS





wtorek, 4 sierpnia 2015

Nowe torebki Michael Kors w mojej garderobie!

Cześć Dziewczyny!! 

Często zdarza się tak że zakup pewnej rzeczy chodzi nam po głowie przez kilka tygodni, miesięcy a czasem nawet lat! Tak bywało już kilka razy w moim przypadku na całe szczęście wcześniej czy później to co chciałam trafiało w moje łapki... 
Lepiej później niż wcale, prawda??? 
O torebkach Michael Kors-a dużo mówić nie trzeba, jedni je kochają drudzy uważają że się już przejadły i stały się przereklamowane mimo ich wysokich cen i jakości. Moim zdaniem są eleganckie, dobrze wykonane i mają w sobie to coś co mnie do nich ciągnie. Nie są to wszystkie zalety jakie w nich widzę ale na ich temat mogłabym się chyba rozpływać godzinami! Więc może Wam tego zaoszczędzę... ;) 

Pierwszą torebkę MK kupiłam kilka miesięcy temu w salonie Michael Kors w Warszawie w Złotych Tarasach. Kupił mi ją mój mąż od tak, wiedział że już od wielu miesięcy mi się podoba a że kiedyś mi obiecał że będę ją miała postanowił że nadszedł w końcu ten moment w którym przy kasie będzie prawie płakał <haha>. Całą drogę myślałam właśnie o modelu SELMA w rozmiarze Medium Saffiano Leather Messenger i kolorze LUGGAGE, zaś kiedy weszłam oszalałam i nie wiedziałam już sama czego chce! Zaś po długim zastanowieniu postanowiłam że wezmę tą którą już od dawna chciałam mieć. I nie żałuję ani złotówki, którą na nią wydałam! Kilka tygodni temu kiedy zbliżały się moje urodziny oraz nasza pierwsza rocznica ślubu chodziło mi po głowie kilka prezentów jakie chciałabym dostać od mojego kochanego. Na takie okazje nie robimy sobie prezentów niespodzianek tylko wolimy kupić sobie rzeczy o których już od dawna myśleliśmy. Niespodzianki zostawiamy sobie na mniejsze okazje, które wymagają mniejszych nakładów finansowych. W razie czego gdyby któreś nie trafiło jest to mniej szkodliwe dla naszego rachunku bankowego. Wiem że zawsze można dana rzecz zwrócić zaś bawić się w takie sytuacje nie mamy czasu ani chęci z tego względu że nie zawsze te zwroty są mile widziane przez sprzedających i w niektórych przypadkach kończy się to ostrą wymianą zdań. A więc po co nam to?? ;) Kontynuując dalej moja historię związana z prezentem, przypadkiem dowiedziałam się że na Zalando są dosyć duże przeceny więc natychmiast wpadłam i zaczęłam buszować po stronie. Moim oczom ukazały się torebki MK, które były przecenione od 20 do nawet 50 %. Od razu w moje oczy wpadły mi dwie, które teraz mam i patrzę się na nie z daleka, zaś w tamtym momencie widziałam tylko napis "brak w magazynie". Na całe szczęście drugiego dnia w nocy około godziny jedenastej kiedy weszłam na stronę internetową jedna z nich była już dostępna i to ostatnia a był to model HAMILTON TRAVELER w kolorze navy. Po kilku dniach ciągłego odświeżania strony znowu trafiłam na chwilę w której dodano jedną z moich dwóch upatrzonych wcześniej torebek i była to biała wersja małej torebki HAMILTON TRAVELER. Każdą z nich kupiłam ze zniżką -50% i dlatego miałam okazję kupić dwie a nie jedną! 




Tym sposobem przyszły do mnie prezenty urodzinowo-rocznicowe, na które czekałam kilka dni z wielką niecierpliwością. 
Jak Wam się podobają??


poniedziałek, 27 lipca 2015

Pielęgnacja ciała i włosów - projekt denko

Hej Dziewczyny!!

Wróciłam!!! Mam nadzieję, że już na dobre i w końcu wezmę się za siebie i zacznę dodawać posty regularnie. Powiem Wam, że trochę się za tym stęskniłam :))  Zdjęcia do tego postu przygotowałam już spory czas temu, opakowań także się wtedy pozbyłam ze względu na to, że zawalały mi całą szafkę a zaglądając do niej dzisiaj, aż trochę się przeraziłam, ponieważ znowu się tego nazbierało. No, ale cóż ja poradzę, smarować się trzeba <haha>. W tej części pokaże Wam szybko produkty do pielęgnacji ciała i włosów a w kolejnych całą resztę. Z tego względu, że mam tego sporo nie będę się rozwodzić a z drugiej strony minęło już tyle czasu od ich zużycia, więc już pewnie wiele z czasów ich używania nie pamiętam.

A więc na pierwszy odstrzał idzie serum łopianowe  z elfaPharm, jak dobrze wiecie śledząc mojego bloga wszystkie takie wcierki kupuję tylko z tego względu, aby ruszyły w końcu moje cebulki włosowe do działania i do szybszego wzrostu moich włosów, czasami działają czasami nie. W tym przypadku podziałała, ale nie był to, jakich spektakularny wynik. Serum przeznaczone jest głównie, jako produkt przeciw wypadaniu włosów i tutaj jak najbardziej spełnił swoje zadanie, zaś producent zapewniał także to, czego zawsze oczekuję i wypadł średnio, jeżeli nie będę miała na oku nic nowego do przetestowania to pewnie do niego kiedyś wrócę. Odżywka w sprayu Planeta Siberica, którą kupiłam tylko ze względu na jej skład, czyli że jest produktem organicznym i to jedynym w takiej postaci jaki widziałam. Uwielbiam odżywki w sprayu! Dotąd moją łazienkę nie opuszczały produkty z GlissKur, więc postanowiłam to na jakiś czas zmienić właśnie poprzez zakup i wypróbowanie tego oto produktu. Była dosyć przyjemna w użytkowaniu, miała ładny delikatny zapach oraz spełniała moje oczekiwania zaś jej cena nie jest zbyt niska, ponieważ kosztuje około 30 zł a już po kilku zastosowaniach zauważyłam, że opakowanie zaczęło się buntować i trochę przeciekało. Raczej do niej nie wrócę. Olejek do włosów IHTT9 recenzja tutaj. Kolejny zużyty olejek to Velona, mieszanka olejków, które kupiła mi mama w przeciwieństwie do poprzedniego miał ładny zapach i nadał się do nakładania na całą długość włosów. Po jego użyciu nie miałam problemu z rozczesywaniem włosów. W moim przypadku większość dobrych olejków działa tak samo, a więc nawilżają, wygładzają i nabłyszczają włosy. Produkty Balea nie zachwyciły mnie praktycznie żadne produkty, które kupiłam rok temu na wakacjach w drogerii DM, wszystkie są dosyć średnie. Odżywki nie rozczesują włosów w taki sposób, w jaki bym chciała, nie odżywiają za specjalnie i nie nawilżają a w  naszych drogeriach możemy kupić produkty o wiele lepszym działaniu. Love2mixOrganics szampon oraz maska do włosów z efektem laminowania, które uwielbiałam używać. Super nawilżały i wygładzały włosy. Szampon dobrze zmywał oleje oraz suchy szampon z włosów, na pewno do nich kiedyś wrócę.






Olejek do końcówek Schwarzkopf GLISS KUR jeden z lepszych olejków, który możemy dostać w drogeriach. Produkt jest bardzo wydajny, stosowany, co dziennie starczył mi prawie na rok, jego wydajność wynika także z tego, że stosowany w dużej ilości może pozostawić końcówki tłuste, po czym wyglądają tak strasznie, że  nadają się tylko do mycia. Kilka razy zdarzyło mi się z nim przesadzić, nie miałam już czasu na kolejne umycie włosów, więc musiałam to przecierpieć! Wygładza i nawilża włosy, doprowadza końcówki do porządku, ale tylko po zastosowaniu go w małej ilości. Olejek-serum do włosów Macadamia (recenzjatutaj). Regenerum serum do włosów - włosy dobrze się po nim rozczesują, ale nic więcej nie mogę o nim napisać. Bardzo średni produkt a mało nie kosztuje. Szampon do włosów Alterra, uwielbiam te szampony i zawsze będę je kupować. Dobrze się pienią, super rozczesują się po nich włosy i są tanie, szczególnie w promocji, kiedy kosztują około 6 zł i zawsze wtedy staram się je kupować. Suche szampony Batiste także produkty, które zawsze muszę mieć w zapasie. Nie bielą tak bardzo włosów jak inne suche szampony, włosy są trochę matowe, ale taki urok tych produktów. Antyperspirant Vichy - najlepszy, jaki używałam! Gdyby był tańczy na pewno używałabym tylko jego, natomiast drugi produkt, który zużyłam to antyperspirant z Nivea, który sprawdzał się u mnie kiedyś dosyć dobrze, zaś obecnie nie robi zupełnie nic. Balsamy do ciała Le Petit Marseilliais oraz Vasilenie, oba produkty bardzo polubiłam ze względu na ich delikatne zapachy, działanie oraz wydajność. Perfumy 2in1 Calvin Klein bardzo ładny zapach i przez wiele kobiet bardzo lubiany, w moim przypadku raz go uwielbiam  a raz mi przeszkadza i muszę od niego odpocząć. Długo utrzymuje się na ciele oraz na ubraniach a w ciągu dnia rozwija się i cały czas jest wyczuwalny dla innych osób. 

Mam nadzieję że pomogłam Wam chociaż trochę podjąć decyzję jeżeli zastanawiałyście się nad którymś z tych produktów. 
Kiedy widzę ile jeszcze mam tych pustych opakowań to aż mi słabo <hahaha> mam nadzieję że w najbliższych tygodniach obrobię je na blogu i będę mogła się ich pozbyć. 


Miłego dnia! Buziaki :) 




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Warszawski haul!




Cześć Dziewczyny!!

Jeżeli mieszkacie w małej miejscowości i do wielu produktów kosmetycznych jak i sklepów nie macie dostępu to pewnie wiece jakie to uczucie raz na jakiś czas odwiedzić Warszawę aby w wiele produktów się zaopatrzyć oraz odwiedzić kilka sklepów do których tylko w naszej stolicy mamy dostęp, a do tego jeszcze jeżeli wiele blogerek zachwyca się nad jakimś produktem a my niestety nie możemy go mieć! W ostatnim czasie zdarzyło się tak że mogłam gościć w Warszawie aż dwa razy, zrobił wielkie zakupy... Nie tylko kosmetyczne ale także ubraniowe. A do tego kupiłam coś o czym marzyłam już od kilku lat ale to pokażę Wam w następnym poście, zaś jeżeli jesteście bardzo ciekawe co to jest to zajrzyjcie na mojego Instagrama - tam jestem na bieżąco. Pierwszym sklepem który zawsze odwiedzam jest BathAndBodyWorks oraz Mac i tym razem było tak samo. A Bath kupiłam dwa balsamy do ciała oraz żel pod prysznic, tego typu produkty z tego sklepu mam pierwszy raz i byłam ciekawa ich jakości. Rok temu kiedy pierwszy raz odwiedziłam ten sklep kupiłam trzy mgiełki do ciała, którymi jestem zachwycona i jeszcze nie zdąrzyłam ich zużyć mimo częstego używania w letnie dni - takie produkty lubię używać tylko podczas wakacji więc na zbliżające się mam już mały zapas. Idąc dalej weszłam do Maca i tak zaopatrzymał sie w mój ulubiony podkład Mac Studio Fix w kolorze NC 15 teraz jest idealny zaś kiedy stopniowo będę przybierała trochę koloru zamierzam mieszać go z NC 25 której pozostało mi jeszcze trochę po zeszłorocznych wakacjach. W moje rączki wpadł także "kamuflaż" Studio Finish Concealer, powiem Wam że zaczynam go lubić tak samo jak podkład, niestety jedyną wpadką okazał się Paint Pot, którego wszyscy używają jako bazy pod cienie. Moja przyjaciółka kupiła go kilka miesięcy temu i także piała za nim z zachwytu zaś u mnie w ogóle się nie sprawdza, wiem, wiem że nie jest to typowa baza pod ciebie i nie mogę go za to obwiniać ale bardzo chciałam używać tego produktu w ten sam sposób jak inne kobietki, ale niestety. Na zbliżające upały - które mam nadzieję że niedługo zagoszczą zaopatrzymał się już w Lotnio Oil Control - krem pod makijaż przeznaczony dla cery tłustej. Na razie go używać nie będę z tego względu że mam jeszcze jeden produkt do wykorzystania. I w końcu postanowiłam zajrzeć po raz pierwszy do Victoria Secret's i na szczęście trafiłam na promocje  i dzięki temu kupiłam trzy produkty: dwie mgiełki, które zachwyciły mnie swoim zapachem oraz masło do ciała. Zapachy mają niesamowite, moim zdaniem bardziej zmysłowe i kobiece niż w BathAndBodyWorks ale i tak bardzo lubię jedne jak i drugie. Kolejnym tego typu sklepem który w ostanim czasie odwiedziłam jest The Body Shop w którym przedewszystkich kupiłam produkty do pielęgnacji twarzy a produkty do ciała dostałam po jednym groszu ze względy na uzyskanie pieczątek z programu lojalnościowego. W mojej pielęgnacji twarzy w najbliższym czasie zagoszczą takie produkty jak: miodowa maseczka do twarzy(nawilżająca, delikatnie złuszczająca oraz oczyszczająca), maseczka oczyszczająca, krem matujący oraz serum zwężające pory. Produkty jakie wybrałam sobie jako dodatkowe to żel do mycia ciała oraz balsam zapachy słodkie i typowo wakacyjne. Maziać i pryskać w najbliższych miesiącach mam się czym, wybierać i przebierać mogę jak tylko chcę do woli.








Zakupy ubraniowe także okazały się bardzo udane! Za kilka dni mam wesele więc wymyśliłam sobie że potrzebuję nowej sukienki.... Każda okazja jest dobra na zakup kolejnej <haha> Weszłam do New Look-a i tak ujżałam  zwykłą, delikatna i zwiewną sukienkę w pięknym kolorze zgniłej zieleni, od dawna chciałam kupić coś w takim kolorze i w końcu trafiłam. Zmierzyłam i wszyscy namawiali mnie abym ją brała, więc jak mogłam się oprzeć! Idąc do kasy skręciłam jeszcze na dział z biżuterią więc i tam skusiłam się na dwa dosyć pokaźne naszyjniki. Kiedy ja już kupiłam sukienkę dla siebie, musiałyśmy jeszcze znaleść coś moje mamie więc pomyślałam że zajrzymy jeszcze do Zary, a tam nie dość że mama kupiła sobie ładna sukienkę to jeszcze ja znalazłam drugą która bardzo mi przypadła do gustu i po zmierzeniu jej miałam mały dylemat czy przypadkiem nie oddać z powrotem tamtej, którą kupiłam kilka minut wcześniej. Po kilku minutach kręcenia się przy lusterku i wkurzania ludzi którzy czekali w długiej kolejce do przymierzalni (żeby nie było jak też wcześniej trochę w niej postałam więc należało mi się troche pomarudzić i spędzić czas na zastanawianiu się nad zakupem, a co!) mój kochany mąż stwierdził że obie są ładne i godne zakupu więc muszę kupić tą takża. A więc od tego momentu stałam się posiadaczką dwóch bardzo ładnych sukienek. Podczas drugiego wyjazdu postanowiłam zaopatrzyć się w dwie pary butów. W Stradivariusie kupiłam już od dawna przeze mnie wypatrzone pudrowo-różowe szpilki a w Wrangler znalazłam białe trampki, które ostatnio nakładam do prawie wszystkie i nie dość ze jest mi w nich mega wygodnie to jeszcze pasują mi do wszystkiego.





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...