czwartek, 31 października 2013

Seboradin Niger lotion Czarna rzodkiew - wcierka

Dzisiaj chciałabym opowiedzieć Wam o jednej z wcierek, którą ostatnio skończyłam stosować, czyli Seboradin Niger z czarną rzodkwią. Będąc w aptece postanowiłam kupić coś nowego a że poleciła mi to farmaceutka postanowiłam wziąć :) Odżywka/wcierka niestety jest droga, ponieważ kosztuje ok 26zł w niektórych aptekach nawet i więcej. 



Stosowanie: produkt wcieramy w skórę głowy przez 3 tygodnie zaś później robimy tydzień przerwy i znowu zaczynamy wcieranie przez trzy tygodnie. Produkt starczył mi na dwie kuracje, czyli na 6 tygodni stosowania. 


Zapach: z tym był największy problem, ponieważ produkt bardzo intensywnie "śmierdzi" dla mnie ciężko go znieść, zapach utrzymuje się kilka godzin na włosach, więc zazwyczaj pryskałam włosy na noc, aby do rana nie było już nic czuć.




Opakowanie:  wcierka zamknięta jest w plastikowej butelce z atomizerem, którym bardzo wygodnie się nią aplikuje. Płyn jest wodnisty i ma kolor czerwony. Aktualnie używam jej do aplikacji innej wcierki.




Działanie:  produkt nie zadziałał na przetłuszczanie i wydaje mi się, że po jego zastosowaniu włosy były na drugi dzień tłuste. Stymulacje wzrostu włosów zauważyłam dopiero podczas drugiej kuracji, kiedy wróciłam od fryzjera to już po tygodniu widziałam delikatny odrost co nigdy nie miało miejsca po takim czasie.
I dlatego kiedyś znowu wrócę do Seboradinu ;) 


Używałyście??? :)

poniedziałek, 28 października 2013

Essence, I LOVE EXTREME - recenzja + zdjęcia

Jakiś czas temu skusiłam się na polecany przez wiele dziewczyn tusz z Essence, u mnie niestety nie sprawdził się tak dobrze jak u reszty... 


Tusz I love Extreme, pogrubiający. Tusze Essence bardzo lubiane i tanie, ponieważ kosztują ok 10zł , ale niestety nie zawsze mogą się sprawdzić. Jak już wiecie mój wymarzony efekt to pogrubione i wydłużone a także podkręcone, zaś podkręcenie, które będzie się utrzymywało cały dzień mogę uzyskać jedynie tuszami wodoodpornymi. Jest to już trzeci tusz z Essence, który zagościł w mojej kosmetyczne. Wcześniej używałam, Get BIG! lashes tutaj) , z którego byłam przez jakiś czas zadowolona.
Ten niestety mnie w ogóle nie zachwycił!!! 


Opakowanie: duże jak na tusz, mocne, plastikowe



Szczoteczka: bardzo długa i gruba, jeszcze takiej nie miałam, ponieważ z jednej strony włoski ma rzadkie i długie - dobre do rozczesania rzęs na początku tuszowania, zaś z drugiej strony bardzo gęste i przystosowane do pogrubiania. Malowanie rzęs tym tuszem zajmuje dużo czasu, ponieważ zabawa i przekręcanie szczoteczki raz w jedną raz w drugą stronę trochę przeszkadza. 



Konsystencja: podczas pierwszych użyć bardzo rzadka i skleja rzęsy robiąc z nich efekt pajęczych nóżek. Po podeschnięciu konsystencja zmienia sie w bardzo gęstą i duża ilość osiada na szczoteczce i daje masakryczny efekt na rzęsach, kiedy nie usuniemy nadmiaru. 




Demakijaż: ciężki, ponieważ dosyć duża ilość produktu znajduje się na rzęsach


Końcowa opinia: tusz bardzo czarny, niestety może robić grudki, osypuje się od samego początku używania, trochę wydłuża, strasznie skleja rzęsy - lubię efekt mocno pogrubionych rzęs, ale ten je mocno skleja efekt ten tworzy się przez to, że na szczoteczce zostaje duża ilość produktów. 
Przez jego osypywanie i sklejanie więcej go nie kupię! 


piątek, 25 października 2013

L'oreal Professionnel ABSOLUT REPAIR cellural - czy warto?

Cześć Dziewczyny!!! 

O maskach i szamponach na blogu dosyć często jest wzmianka, ale dzisiaj coś trochę innego ;) Nic na temat produktów naturalnych czy rosyjskich produktach do włosów! Dzisiaj wspomnę o słynnych kosmetykach profesjonalnych do włosów L'oreal! Dosyć duże próbki produktów dostałam w prezencie w salonie fryzjerskim, do którego na szczęście trafiłam po nieudanym farbowaniu...  
Na serię, którą otrzymałam, czyli Absolut Repair cellulat miałam już dawno ochotę, ale na szczęście ich nie kupiłam, bo już po przetestowaniu tych próbek wiem, że nie są to produkty dla moich włosów.



Seria ta przeznaczona jest dla włosów bardzo zniszczonych (bardzo uwrażliwionych) i ma właściwości regenerujące. Produkty zawierają kwas mlekowy i bardzo długo skład zawierający sls, sylikony oraz parabeny. 


Od producenta: 
Szampon - Szampon Loreal Absolut Repair Cellular dzięki unikalnym składnikom regeneruje i chroni włosy uwrażliwione, suche i zniszczone. Zawiera kwas mlekowy (Lactid Acid), który rekonstruuje komórki włosów, odżywia i zabezpiecza przed zniszczeniem. W efekcie włosy stają się miękkie, wygładzone i błyszczące. Aktywny komponent Neofibrine, złożony z ceramidów, odpowiedzialny jest za regenerację i wzmocnienie włosów. Natomiast filtry UV zapewniają ochronę przed szkodliwymi warunkami środowiska. Innowacyjna technologia została stworzona po to, aby zabezpieczyć i wzmocnić włosy od wewnątrz i na zewnątrz, na całej ich długości - aż po same końce.

Maska - Maska silnie regenerująca włosy bardzo uwrażliwione. Przeznaczona jest do włosów matowych, zniszczonych, pozbawionych energii, o rozdwojonych końcówkach, trudnych do rozczesania i zniszczonych przez różne zabiegi chemiczne. Bogata w kwasy AHA, technologię Neofibryna oraz filtry UV głęboko regeneruje  uszkodzone strefy włosa, jednocześnie głęboko odżywiając uwrażliwioną powierzchnię włosa. Nadaje piękny połysk, miękkość, witalność. Włosy doskonale się rozczesują, są wyraźnie mocniejsze i całkowicie chronione.




Opakowanie - zawartość znajduje się w solidnych plastikowych opakowaniach, wygodnych. 



Zapach - szampon jak i maska pachną dosyć intensywnie ;) Zapach jak w salonie fryzjerskim. Na włosach utrzymuje się do następnego mycia. 

Konsystencja - oba produkty gęste. 


Działanie na moich włosach
Produkty, nie przypadły mi do gusty.  Szampon pieni się bardzo dobrze a to zasługa SLS w jego składzie, a maska dobrze rozprowadza się na włosach i co najważniejsze nie spływa podczas aplikacji jak i podczas trzymania na włosach. Produkty starczyły mi na 10 krotne użycie i uważam, że są dosyć wydajne, ponieważ wcale ich sobie nie żałowałam. Po wysuszeniu włosy są napuszone a wszystkie babyhair stoją w każdą możliwą stronę! Dobrze się rozczesują, ale to tylko tyle! Regeneracji także nie zauważyłam. Kolejną rzeczą, którą nie mogę znieść i która dyskwalifikuje ten produkt do kolejnego zakupu to to, że po zastosowaniu tych produktów na lini włosów oraz na czole pojawia mi się wysyp niedoskonałości! 

wtorek, 22 października 2013

Promenade d'automne - jesienny spacer


Koszula/Shirt - Cool Cat
Top - Bershka
Ramoneska/Jacket - Bershka
Spódnica/Skirt - River Island
Rajstopy/ Tights - H&M
Torebka/ Handbag - Primark
Botki/Shoes - Bata

sobota, 19 października 2013

Zakupy ubraniowe z ostatnich kilku miesięcy ;)

Dziś chcę Wam pokazać efekty moich małych galeryjnych polowań ;) Zakupy te były rozciągnięte w czasie w przestrzeni od sierpnia do końca października. Kilka rzeczy widziałyście już pewnie w stylizacjach, więc je podlinkuje ;)


Jeszcze wakacyjnie - Hiszpania!!
Zakupy w Hiszpanii były w ogóle nieplanowane - ubraniowe jak i kosmetyczne tutaj. A wróciłam z dużo pełniejszą walizką, nie dość, że ja dosłownie się zakupiłam to i mój fiance kupił sobie kilka rzeczy a później był problem z pakowaniem się ;) 
 
 
 Pierwszy zakup biała torebka VAGG - kosztowała 10 euro, przeceniona z 35 ;)  (stylizacja tutaj) 

Pierwszy raz odwiedziłam Primark - niestety odkryłam go już pod koniec naszego wyjazdu ;) Ale może to i lepiej ;) Bo na pewno wyszłabym z wielką siatką ;) 
Sukienka Primark ok 19 euro. 


 Koszula ok. 10 euro (stylizacja tutaj )

 Torebka ;) (stylizacja tutaj) 

 Kombinezon no name (stylizacja tutaj)


A teraz już zakupy po wakacyjne ;) 

W przeciągu tych trzech miesięcy kupiłam 4 pary spodni. Wszystkie kupione w sklepie Stradivarius.




Futrzana kamizelka -już rok temu miałam kupić podobną, ale nadchodziła wiosna i zrezygnowałam aż wreszcie teraz znalazłam idealną. Co rozumiem pod słowem idealna?? To taka, która będzie dopasowana, ponieważ takie oversize do mnie nie pasowały ;) Jestem trochę za szczupła, aby nakładać i poszerzać się u góry a zostawiać moje chude nóżki u dołu jak dwa patyczki...  (stylizacja tutaj)



Sukienka "ala' skórzana brązowa z Reserved - nie planowałam jej zakupy ;) Ale kiedy moja mamuśka zmierzyła taką samą czarną postanowiłam także to zrobić ;) Że czarną spódnicę już mam, postanowiłam wziąć brązową. 


Spódniczka H&M - w ostatnim czasie zakochałam się w spódniczkach w lini "A", a że miałam tylko jedną postanowiłam teraz trochę bardziej się za nimi pooglądać. Kupiłam ją z kartą zniżkową zawierającą 20zł i zapłaciłam ok 50zł. 



Żakiet River Island - widziałam go już kilka miesięcy temu! Jak nie ten to na pewno był bardzo podobny :)
Jego cena zaś zwaliła mnie z nóg i zrezygnowałam z jego zakupu... Kiedy w weekend weszłam do River Island ze zniżką i zobaczyłam go postanowiłam po półgodzinnej rozmowie i przymierzaniu udać się do kasy i zapłacić ;)

Buty CCC 



Czapka, komin - czas przygotowywać się do zimy ;) C&A 

wtorek, 15 października 2013

Pielęgnacja twarzy - aktualizacja październik

Moja cera nie lubi różnorodności i ostatnio stawiam na minimalizm w stosunku do ilości produktów nakładanych na nią. Oto kilka z nich, które używam już od jakiegoś dłuższego czasu. 
Podlinkuję Wam również post dotyczący Głównych zasad postępowania z cerą trądzikową :) Tutaj

Do demakijażu używam obecnie płynu micelarnego z L'oreal - zmywam nim makijaż oczu jak i twarzy.




Skórę twarzy myję dwukrotnie płynem oczyszczającym Normaderm Vichy.
Od kilku dni używam do mycia twarzy "czegoś”, ale o tym w następnym poście ;) Twarz tym produktem myję wieczorem oraz rano po przebudzeniu, aby zmyć maść, którą nakładam na noc.



Tonizacja - po oczyszczaniu spryskuję twarz niewielką ilością wody termalnej URIAGE używam jej od początku sierpnia i starczy mi z pewnością do końca października, więc to chyba dobry wynik ;) Twarz spryskuję nią po każdym umyciu twarzy. Czasami jest to dwa razy, zaś czasami nawet trzy.



Na noc smaruję twarz maścią antytrądzikową przepisaną przez Dermatologa. Jest to moje już drugie opakowanie. Wcześniej zużyłam małe 15g zaś teraz mam duże 30g.  Należy nakładać ją w bardzo małych ilościach i dlatego starczy mi na długie, długie miesiące!



Podczas całodniowego pobytu w domu w twarz wklepuję małą ilość olejku z Krokosza Barwierskiego - twarz w ostatnich tygodniach mi się poprawiła, ale że maści jak i olejku zaczęłam używać w tym samym czasie nie jestem na razie pewna, który w 100% to wywołał ;)



Pod makijaż nakładam serum z witaminą C - Auriga, Flavo C 8% oraz krem Nawilżający, Matujący z Ziai - jestem z niego mega zadowolona i mam nadzieję, że sprawdzi mi się zimą, jeżeli tak to nie zamienię go na żaden inny!



Kiedy wyskoczy jakiś podskórny bolący nieprzyjaciel smaruje go Patą Ichtiolową wykonaną w aptece




Raz w tygodniu wykonuję delikatnie peeling korundem a później nakładam glinkę Ghassoul z Organique i trzymam ją ok 30 minut na twarzy spryskując, co jakiś czas wodą, aby nie zaschła. 



I na tym sie kończy ;)

piątek, 11 października 2013

The balm Bahama Mama bronzer - moje małe cudeńko

Jeśli szukacie bronzera, dzisiejszy post bardzo Wam się przyda. Przedstawiam Wam moje ostatnie odkrycie makijażowe, czyli bronzer Bahama Mama z The Balm. 

Produkt kupiłam na wakacjach w Hiszpanii i był to w ogóle nieplanowany na tamta chwilę zakup. Słyszałam o nim już od dawna, ale do produktów The Balm nie miałam w tamtym czasie dostępu (jedynie przez Internet) a nie zawsze satysfakcjonują mnie zakupy w ten sposób tym bardziej w wybraniu idealnego bronzera. 



Dostępność
Jedyny minus, jaki widzę to właśnie dostępność! Produkty The Balm możemy zakupić oczywiście na stronach internetowych a także w drogerii Marionnaud.

Osobiście dopiero od jakiegoś czasu mam do niej dostęp.


Cena 
Cena bronzera kształtuje się w granicach 60zł, mój za granicą kosztował 10euro.


Opakowanie
Śliczne!!! W opakowaniach tej firmy zakochałam się! Są jeszcze lepiej wykonane niż produkty Benefit.
Opakowanie z twardego kartonu z lusterkiem, które bardzo się przydaje.


Czyli to, co najważniejsze - zero odcieni czerwonych czy pomarańczowych. I tym właśnie mnie zauroczył :))
Wykończenie matowe bez żadnych drobinek. Świetnie napigmentowany i dlatego trzeba z nim trochę uważać. :) W opakowaniu kolor wydaje się bardzo ciemny, ale to tylko w opakowaniu. Swoją trwałością także zachwyca - pozostaje na twarzy cały dzień, kiedy różu już dawno nie widać.
Puder jest delikatny i miękki, trochę się pyli - i boję się, że nie będzie wydajny. 

W bardzo łatwy sposób możemy stopniować efekt aa także w idealny sposób rozblendować. Latem był idealny zaś teraz, kiedy moja cera jest coraz jaśniejsza i muszę uważać, aby z nim nie przesadzić i nie narobić sobie plam :) 

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...