sobota, 31 maja 2014

Filtry do twarzy - Avene vs. Vichy


O tym, że filtry przy cerze trądzikowej to jeden z podstawowych kosmetyków do pielęgnacji powinnyśmy wiedzieć wszystkie, które zmagają się z tym denerwującym problemem. Przez maści, antytrądzikowe i przez działanie słońca podczas ich stosowania możemy nabawić się wielu plam potrądzikowych, dlatego stosowanie takiej pielęgnacji powinniśmy przenieść na zimowe miesiące, ale nawet wtedy stosowanie filtrów jest konieczne. W moim przypadku tego typu produkty muszę stosować przez cały rok, ale dzięki wysokim  filtrom nie boję się o przebarwienia. Wiosną oraz latem produktów antyrądzikowych nie stosuję codziennie, ale przynajmniej 2-3 razy w tygodniu, ponieważ boję się powrotu wyprysków, z którymi od kilku miesięcy mam spokój i pojawia mi się w ciągu miesiąca dosłownie dwa albo trzy i to tylko przed miesiączką. 



Po długim dosyć wstępie chciałabym oznajmić Wam, że jeden z produktów jest moim filtrem idealnym zaś drugi jest strasznym bublem!



Pierwszym produktem, od którego zacznę jest właśnie mój idealny produkt pod makijaż. Filtr Vichy Capital, Solei do cery mieszanej i tłustej, po prostu krem matujący, który rzeczywiście matuje, co jest, czym niezwykłym w produktach z filtrem, które zazwyczaj się świecą i przetłuszczają skórę. Firmy kosmetyczne w końcu wprowadziły coś idealnego dla osób, które bez potrzeby ochrony muszą zmagać się z tym problemem. Produkt kupiłam w aptece za 43 złote i jest to cena, wokół której kształtuje się w każdej aptece. Krem dostajemy w plastikowej tubce o pojemności 50 ml. Ochrona przeciwsłoneczna do spf 50 i mniejszej ochrony staram się nie stosować nawet zimą. 


Nakładam go na twarz rano po umyciu twarzy oraz zastosowaniu kremu nawilżającego, odczekuję kilka minut i smaruję niewielką ilością twarz filtrem, po czym znowu odczekuję kilka minut i dopiero nakładam makijaż. Produkt pod żadnym względem nie bieli twarzy oraz wykończenie ma satynowe, bardzo delikatne. Zachowuje się na twarzy jak baza, ponieważ bez problemu rozprowadza się na nim makijaż a powiedziałabym nawet, że wykończenie makijażu jest trochę łagodniejsze. Niestety do czasu, ponieważ przez krem niestety trochę waży się podkład, ale możemy zauważyć to dopiero przy bardzo bliskim spotkaniu z lusterkiem i to po kilku ładnych godzinach po aplikacji. Zważenie podkładu nie jest mocno widoczne dla drugiej osoby, chyba, że bez opamiętania będzie przyglądała się na naszą twarz. Uważam, że taki efekt po kilku godzinach nie jest powodem do tego, aby powiedzieć, że jest to jego minus, w końcu jest to filtr i do końca nie da się tego zniwelować a i tak jest to produkt fenomenalny! Twarz nie przetłuszcza się szybciej, kiedy mam go pod makijażem, ani się przez niego nie ściera. 



Avene niestety o tym produkcie nie napisze nic pozytywnego ze względu po prostu na to, to bądź, co bądź nic nie mogę znaleźć nawet szukając na siłę. Produkt także w plastikowej białej tubce o pojemności 50 ml. Ochrona przeciwsłoneczna spf 50. Produkt, kupiłam, ponieważ potrzebowałam większej ochrony przy stosowaniu kwasów z Ziaji (efekty możecie zobaczyć tutaj). Eksfoliator kupiłam zimą, więc z zakupem produktu z wysokim filtrem miałam duży problem ze względu na to, że wiele aptek w miesiącach zimowych nie posiada w swoim asortymencie produktów tego typu. W końcu w jednej było ich kilka, więc wzięłam ten, ponieważ farmaceutka zapewniała, że na pewno sprawdzi się do mojej skóry i że sama go stosuje i bardzo lubi. Dzisiaj wiem, że nie miała go nigdy na twarzy, bo wszystkie kwestie, o których mówiła sprawdzają się całkiem odwrotnie! Zapłaciłam za niego około 50 złotych i niestety tańszego produktu nie mogłam wtedy znaleźć a na portalu allegro nie było filtru, o którym wspomniałam wcześniej. 



Filtr niesamowicie bieli twarzy. Przy pierwszej aplikacji, kiedy nałożyłam na twarzy optymalną ilość, którą zawsze nakładałam przy innych produktach wyglądałam jak nienormalna, dosłownie biała twarz jakbym wysmarowała się mąką, byłam niesamowicie zła! Umyłam twarz i zabrałam się do aplikacji znowu tym razem nakładając połowę mniej produktu, ale efekt był tylko minimalnie mniejszy. Po kilku minutach produkt, trochę wchłonął się w twarzy i biel także była mniej intensywna, ale tłusty film pozostał na skórze. Produkt czy przy dużej ilości czy przy małej masakrycznie bieli twarz i jest to pierwszy krem z filtrem, jaki miałam, który w tak intensywny sposób pozostawia biały film. Nie wchłania się cały w skórę nawet przy minimalnej ilości, przy czym po dwóch godzinach podkład strasznie się waży, co bardzo nieestetycznie wygląda. Skóra zaczyna się błyszczeć po około godzinie od aplikacji, nawet przy dużej ilości pudru matującego, którego zazwyczaj wciskam gąbeczką. Podkład ściera się i nie wyobrażam sobie noszenia go na twarzy więcej niż max 4 godziny, ponieważ jestem pewna, że by dosłownie cały z niej spłynął. Jest to najgorszy produkt tego typu, jaki miałam a już kilka ich miało zaszczyć gościć w moje kosmetyczce. Zużyję go latem, kiedy wyjedziemy na wakacje, ale na pewno nie na twarz, ponieważ nie mam zamiaru straszyć białą twarzą na plaży! Uwierzcie mi to na prawdę wygląda strasznie! 



A Wy macie jakiegoś ulubieńca wśród filtrów do twarzy???

wtorek, 27 maja 2014

Dyskopatia u Psa - nasza historia

Post ten postanowiłam umieścić na moim blogu, aby pomóc wszystkim, którzy znajdą się w sytuacji, kiedy właściciel swojego pupila będzie potrzebował pomocy oraz informacji na temat tej choroby. Kiedy moja psinka zachorowała przebuszowałam cały Internet w poszukiwaniu, jakich kolwiek informacji na temat leczenia, operacji oraz dalszego życia psiaka niestety nic konkretnego nie znalazłam, co jeszcze dobiło mnie bardziej! Opiszę Wam całą drogę, jaką przebyłyśmy z Cleo:
  • 5 lutego po kilku godzinach nieobecności wróciłam do domu i od razu postanowiłam pójść do pokoju, w którym zawsze zostawiamy Cleo, kiedy wyjeżdżamy wszyscy z domu. Już od wejścia widziałam, że coś jest nie tak, ponieważ zawsze witała mnie z piskiem jak tylko słyszała, że wchodzę po schodach, po wejściu do pokoju postanowiłam wziąć ją na ręce, po czym zaczęła przeraźliwie piszczeć i stękać. Pomyślałam, że kiedy wypuściłam ją na, zewnątrz aby pobiegała po ogrodzie dorwała się do miski drugiego psa, który przebywa na dworze - ponieważ już raz się tak stało i takie same objawy zaobserwowaliśmy. Cleo natychmiast dostała zastrzyk rozkurczający, ale niestety jej nie pomogło. 
  • Na drugi dzień, czyli 6 lutego pojechałam z nią do weterynarza, który zawsze ją prowadzi i okazało się, że może to być właśnie dyskopatia.
  • Od 6 do 13 lutego dostawała codziennie po 3 zastrzyki, które trochę pomagały, ale i tak nie dała rady chodzić i cieszyć się jak zwykle.
  • Od 14 - 22 lutego nie jeździłyśmy już na zastrzyki tylko dostawała tabletki w domu. Niestety pierwsze dni z tabletkami nie przynosiły poprawy, ale też nie pogarszały jej stanu, zaś już 23 lutego zaczęło się coraz gorzej, ponieważ Cleo chowała się od nas i uciekała a leżąc strasznie popiskiwała. Automatycznie zawieźliśmy ją do Centrum Małych Zwierząt w Lublinie. Doktor, która nas przyjęła postawiła znowu na zastrzyki, które podawała jej 3 dni zaś po przejściu na tabletki znowu zaczęło się to samo!
  • 2 marca zawieźliśmy ją znowu do kliniki i przyjęła nas już inna Pani doktor, która stwierdziła, że z pieskiem jest bardzo nie dobrze! Czy nie wiedzieli o tym już wcześniej? Kiedy przy pierwszej wizycie oznajmiłam, że trwa to już od 5 lutego?? 

I co teraz??? Jak ratować psa??? Czy w ogóle się da???
Trzy wyjścia, które nam przedstawiono:
- podanie sterydów, które były ostatnim lekiem, który mógł pomóc
- operacja, bardzo kosztowna
- usypianie!

Kiedy to usłyszałam, nie mogłam powstrzymać się od płaczu - kiedy doktor zaczęła opisywać mi wszystkie etapy, na czym polegają i ile będą kosztować.

Pani Doktor postanowiła dać jej sterydy, i poczekać do rana "czy zaczną działać". Cleo została w szpitalu a my jeździliśmy po głównych aptekach w Lublinie w poszukiwaniu leku! Że był to weekend w żadnej go nie dostaliśmy! I znowu pod górkę! Wyobraźcie sobie jak się czułam! W centrum podali jej inny steryd, który obecnie mieli, ale oczywiście słabszy, ponieważ za tym najsilniejszym jeździliśmy i nic z tego nie wyszło. Działanie sterydu miało być dopiero widoczne rano. Całą noc nie spałam czekając na telefon od lekarzy. Przez noc także mieliśmy podjąć decyzję czy usypiamy ją czy poddajemy operacji w razie nie podziałania sterydów. Miałam już różne scenariusze w głowie, jak uspać swoją małą psinkę, która jest ze mną 24h, co sprzedać, aby mieć tylko tak duże pieniądze na operację oraz jej pobyt w szpitalu. Przepłakałam całą noc, ponieważ wiedziałam, że finansowo sama nie jestem w stanie sobie pomóc ani znaleźć rozwiązania.
Rano telefon i co usłyszałam??? Leki nie pomogły! Jak najszybciej muszą Państwo podjąć decyzję, ponieważ piesek bardzo cierpi... Cleo była już w takim stanie, że operacja mogła pomóc tylko, w 50% ponieważ nawet po niej mogła zostać, warzywkiem oraz musielibyśmy ją uspać!
Koszty operacji i tak musielibuśmy ponieść bez względu na rezultaty oraz powikłania po operacji.
Kolejną sprawą było to, że mogła być uczulona na leki, które podaje się podczas operacji i operacja nie doszłaby wtedy do skutku. Byłam wyczerpana, skołowana i w ogóle nie wiedziałam, co robić! Wybawicielem Cleo okazała się moja mama, która racjonalnie myśląc postanowiła sama podjąć decyzję i ratować psa. Po jej decyzji od razu przygotowywano ją do operacji, która miała trwać 4 godziny. Lekarz powiadomił nas, że jeżeli zadzwonią do nas w przeciągu najbliższych 2 godzin tzn., że piesek jest uczulony na leki i operacja nie może się odbyć. Te dwie godziny to była męczarnia, kiedy słyszałam telefon, który jak na złość cały czas dzwonił do mojego narzeczonego. Lekarze oczywiście kontaktowali się tylko z nim, ponieważ przez moje wybuchy płaczu i tak byśmy się nie dogadali. Na szczęście numeru ze szpitala nie widzieliśmy na wyświetlaczu telefonu, więc operacja doszła do skutku. Po południu zadzwonili do nas, że wszystko poszło sprawnie i bez komplikacji a piesek się wybudza. Nie wyobrazicie sobie mojej radości, kiedy w końcu zaczęło się układać wszystko po naszej myśli a nie na przekór! Przed samą operacją lekarzem prowadzącym został Doktor Łukasz Majcher, który codziennie dzwonił do nas zdając sprawozdanie z postępów, jakie robi Cleo w chodzeniu.


Cleo została w szpitalu jeszcze przez tydzień i odebraliśmy ja dopiero 9 marca około godziny 13. Przez ten czas, który spędziła w szpitalu mogłam ja odwiedzić, ale razem z lekarzem prowadzącym stwierdziliśmy ze lepiej sie jej nie pokazywać ze względu na silna więź, która nas łączy. Piesek mógłby zacząć sie wyrywać, skakać i to na pewno nie było by dobre w stanie, w którym była, a po za tym znowu czuła by sie zostawiona. 

Przy odbiorze, lekarz wytłumaczył nam wszystko - czyli jak mamy o nią dbać, na co pozwalać a na co nie. Musieliśmy kupić jej klatkę, aby siedziała w niej i jak najmniej chodziła, jedynie gdzie mogła chodzić o swoich siłach to był tylko jak najkrótszy spacer tylko po to, aby załatwiła swoje fizjologiczne potrzeby.  
Dostawała przez jakiś czas w domu tabletki oraz codziennie (trzy razy dziennie) musiałam masować jej łapkę, która jest do dzisiaj trochę bezwładna.
Na pieska do dzisiaj bardzo uważamy i nie pozwalamy jej ani skakać, ani biegać po schodach! Od tamtego czasu musiała sie także przyzwyczaić do tego ze nie można wskakiwać jej na krzesła, łóżka czy kanapy. Bardzo ciężko jej to przyszło, ponieważ całe swoje życie wskakiwała i robiła wszystko, co chciała a teraz wszystko jest dla niej niedozwolone. 
Przez mocne leki, które dostawała tyle czasu jest na diecie wątrobowej i dostaje karmę Royal Canin, Hepatic. 


Jeżeli, ktoś nie ma swojego zwierzęcia nigdy nie zrozumie, jak to jest, kiedy istnieje możliwość jego straty.
Kiedy taksówkarz zapytał sie mnie ile kosztuje taka operacja, stwierdził ze, po co mi to potrzebne, ze za takie pieniądze mogłabym kupić sobie drugiego psa i miałabym problem z glowy. Wyobraźcie sobie, jakim on musiał być człowiekiem, jeżeli tak bezprzedmiotowo traktuje zwierzęta! 

poniedziałek, 19 maja 2014

Rossmann i Natura, małe zakupy z promocji!

Hej !

Dzisiaj tak na szybko chciałabym pokazać Wam kilka produktów, które kupiłam na w drogeriach na ostatnich szalonych promocjach! Tym razem po przejrzeniu swoich kosmetyków zakazałam sobie wejścia do drogerii, ponieważ i tak jak na mnie trochę za dużo tego mam. Przez pierwsze dwa tygodnie przecen nie zajrzałam do drogerii, dopiero w ostatnim tygodniu podczas zniżki na szminki weszłam i kupiłam pomadkę nawilżającą Wibo, która kosztowała 4.43zł. Kolor 04. 
Ostatniego dnia zniżki w Naturze postanowiłam pójść i kupić podkład, który już wcześniej chciałam kupić, ale nigdy nie było odpowiedniego koloru. Tym razem także szłam z myślą, że go nie będzie a tutaj niespodzianka "jest ostatni"! A mowa o podkładzie Skin Balance kolor 20, przy kasie zapłaciłam za niego około 15 złotych. I ostatnim produktem był pigment, sypki cień do powiek - jak zwał tak zwał, z Kobo i za niego zapłaciłam około 6 złotych. Już dawno chciałam sprawdzić efekt, jaki dają takie produkty, więc przy okazji moich wielkich zakupów włożyłam go do koszyka. 
Jestem mega szczęśliwa, że nie skusiłam się na inne produkty na tej promocji i umiałam się powstrzymać! 
Post trochę nudny i nic ciekawego nie zobaczyłyście, ale pochwalcie się, co wy kupiłyście ;)
Może następnym razem się na to skuszę... 


czwartek, 15 maja 2014

Rosyjska Bania – Maska Regenerująca Receptury Babuszki Agafii !


Tak, tak dzisiaj znowu produkt do włosów! Od kiedy fryzjerka spaliła mi włosy staram się kupować dobre maski, oleje oraz szampony, aby je nawilżać jak najbardziej mogę i doprowadzić je w końcu do porządku.
Maska, którą Wam dzisiaj przedstawiam jest bardziej szybką odżywką niż maską. 
Kupiłam ją w Eco drogerii w Lublinie. Uwielbiam produkty z tego sklepu i nie tylko produkty do włosów!



Produkt zamknięty jest w plastikowym, zakręcanym "słoiczku" o pojemności 400ml. Koszt takiego opakowania to 15 zł. 

Od producenta: Do włosów zniszczonych, farbowanych, z rozdwojonymi końcówkami, plączących się. Maska na bazie Śmietany i Żółtek jajek. Śmietana odżywia, nawilża i zmiękcza włosy. Chroni włosy przed szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych. Żółtka jajek nadają włosom puszystość i objętość. Regenerują strukturę włosów



Maska jest bardzo rzadka i ciężko aplikuje się ją na włosy, ponieważ przelewa się pomiędzy palcami. Ma bardzo ładny delikatny zapach, który utrzymuje się kilka godzin na włosach, ale jest prawie nie wyczuwalny. Maskę nakładam tylko na kilka minut, ponieważ po dłuższym przetrzymaniu strasznie przetłuszcza i obciąża włosy. Nawet aplikując na kilka minut nie mogę nakładać jej na skalp, ponieważ także je obciąży i juz po wysuszeniu wyglądają jak po drugim dniu. Nie działa jakoś spektakularnie na włosy - są rzeczywiście zmiękczone i delikatne. Niestety ich nie wygładza a tego zazwyczaj oczekuje. Nie nadaje im objętości. Jak dla mnie jest to produkt, który możemy nałożyć, kiedy się spieszymy, aby lżej nam było rozczesać włosy.


Miałyście?? :)

poniedziałek, 12 maja 2014

Kwasy! Eksfoliator Ziaja AHA 25%

Dzisiaj post, na który wiele z Was czekało od dłuższego czasu, więc postanowiłam usiąść i podzielić się moimi wrażeniami i efektami, jakie uzyskałam po stosowaniu kwasów z Ziaji! 


Są to kwasy AHA o stężeniu 25% a w tym jest: 
  • Kwas mlekowy
  • Kwas cytrynowy
  • Kwas glikolowy
  • Kwas maleinowy
  • Kwas winowy

Ze stosowaniem tych produktów, należy bardzo uważać i dużo wiedzieć na ich temat, ponieważ możemy zrobić sobie na prawdę krzywdę, jeżeli nie umiejętnie będziemy je stosować! Nie dość, że możemy poparzyć sobie twarz to także możemy pogłębić nasze przebarwienia a nie się ich pozbyć! 


O poddaniu się zabiegowi z kwasami myślałam już dawno - dzwoniłam już do mojej kosmetyczki, ale nie mogłyśmy zgrać się wolnymi terminami i postanowiłam właśnie wtedy kupić eksfoliator z Ziaji.
W sklepie firmowym Ziaja kupiłam dwa produkty, czyli eksfoliator AHA 25% oraz maskę, którą doradziła mi pani tam pracująca i jest to maska uspokajająca, która jest przeznaczona do stosowania po tym zabiegu.
Są to produkty profesjonalne, więc kupno ich nie było takie proste! Na początku sprzedawczyni wypytała się mnie, co wiem o tym zabiegu? - Więc ja jej wszystko ładnie powiedziałam ;) Oczywiście dała mi kilka swoich rad. Na koniec musiałam jeszcze podpisać oświadczenie, że stosuje te produkty na własną odpowiedzialność. Mój narzeczony był przerażony tym, że produkt ten to kwasy i że chcę to nałożyć na twarz... Przy pierwszym zabiegu bał się jak małe dziecko i cały czas sprawdzał czy na twarzy nie robią mi się czerwone plamy ;) Mnie to nie ruszało, ponieważ wcześniej telefonicznie skonsultowałam to z moją kosmetyczką i te kwasy są słabe w porównaniu do tych, które ona stosuje w swoim salonie. 


Eksfoliator kosztował 100zł i w opakowaniu jest 270 ml - moją kurację już zakończyłam, ponieważ słonce już jest dosyć mocne i postanowiłam ją zakończyć. Przez ten czas zużyłam 1/4 opakowania. Data tego produktu jest długa, ponieważ aż do 2016 roku, więc wystarczy mi to jeszcze na kilka serii. Kolejną zaczynam jesienią! Produkt jest o konsystencji żelowej, bezbarwnej. 
Kwasy można stosować tylko wczesną wiosną oraz jesienią.
Przy używaniu kwasów konieczne jest aplikowanie filtru przeciwsłonecznego minimum, spf 30. 
Produkt znajduje się w plastikowej butelce z pompką. 


Jak stosować???
Przed aplikacja produktu na wrażliwe miejsca aplikuję wazelinę, czyli na skrzydełka nosa, wokół ust oraz na okolice wokół oczu, aby produkt tam nie zawędrował. Kwasy nakładam pędzelkiem i przy jednej aplikacji używam czterech pompek na całą twarz. Po jednej na policzki, na czoło, i jedną na noc i brodę. 
Czas trzymania produktu na skórze powinniśmy stopniować, aby cera zdążyła się przyzwyczaić do ich działania, bo w innym przypadku na prawdę możemy zrobić sobie nimi krzywdę! Przy pierwszej aplikacji produkt trzymałam 5 minut a przy następnych ten czas zwiększałam, co minutę albo dwie. Maksymalny czas to 10 minut i nie radzę, aby przetrzymywać go dłużej. Tylko po nałożeniu przez kilka minut masuję delikatnie twarz tym produkt zaś dwie minuty przed końcem zostawiam go bez masowania. W trakcie zabiegu może wystąpić lekkie pieczenie - u mnie przy każdym występowało, ale dało się to przeżyć. Na zmycie produktu musimy poświęcić dłuższą chwilę ponieważ że jest żelowy ciężko zmywa sie go z twarzy. Po zmyciu wodą skóra jest lekko czerwona i ciepła, ale po zastosowaniu maski wszystko pięknie znika. 
  Pierwsze dwa zabiegi wykonywałam w odstępach dwóch tygodni zaś kolejne w odstępie tygodnia. Wykonałam około 8 zabiegów. 

Maska uspokajająca kosztowała około 15 złotych. Opakowanie plastikowe o pojemności 250ml i też jest bardzo wydajna tak jak eksfoliator. Ma trochę krótszą datę, ale z przyjemnością kupię ją ponownie! Maska ładnie pachnie, jest gęsta i bardzo dobrze trzyma się na twarzy. Po zabiegu z kwasami nakładam ją na 30 minut na twarzy - czasami nawet dłużej. Po zmyciu twarz jest mięciutka, rzeczywiście uspokojona, wyciszona. Nie jest czerwona. Super nawilża twarz. Maseczka nie wchłania się tylko zastyga na twarzy. Trochę ciężko ją zmyć, ponieważ pozostawia na cerze delikatny film. 
Substancje aktywne, które znajdują się w masce:
  • alantoina
  • alga brunatna
  • olej bawełniany
  • substancja chłodząca
  • witamina E
  • prowitamina B5


Efekty
Czy dzięki temu produktowi pozbyłam się trądziku???
Nie wiem, ponieważ na wojnę z nieprzyjaciółmi złożyły się pewnie wszystkie produkty, które stosowałam i stosuję do twarzy. 
Przebarwienia zdecydowanie się rozjaśniły, niektóre nawet zniknęły!!! ;) Pozostała część twarzy jest bielsza, jaśniejsza bardziej promienna. Na nosie pozbyłam się około 80% zaskórników na brodzie trochę mniej, ale wiadomo, te na brodzie są głębiej w skórze. 
Myślę że produkt jest warty zakupu. Koszt jednorazowy duży ale u kosmetyczki za te pieniądze wykonałybyśmy zabieg kwasami raz albo góra dwa razy. A oba produkty starczą mi na około 4 serie. 
Na moje twarzy widzę duże efekty zrobiłam zdjęcia i mam nadzieje że wy też je zobaczycie. 




czwartek, 8 maja 2014

Paczka od Marion!



Cześć!

Kilka dni temu dostałam paczkę od firmy Marion! Marion jest firmą z bardzo przystępnymi cenami, możemy znaleźć produkty w szczególności do włosów, ale także do ciała, do twarzy. Wcześniej nie zwracałam uwagi na te kosmetyki, dopóki nie kupiłam po raz pierwszy spray termoochronny, w którym się zauroczyłam od pierwszego użycia i już kilka jego buteleczek przewinęło się przez moją łazienkę. 
Produkty leżały grzecznie kilka dni, ponieważ nie miałam czasu zrobić zdjęć i musiały poczekać, więc od dzisiaj zaczynam testowanie! Mam nadzieję, że wszystko się sprawdzi. 
Miałyście te produkty??? Sprawdziły się???
Napiszcie mi, jakie inne produkty z Marion polecacie, ponieważ z chęcią w coś jeszcze się zaopatrzę. 

wtorek, 6 maja 2014

Pielęgnacyjne uzupełnienia! Zakupy

Dzisiaj tak szybko chciałabym pokazać Wam pielęgnacyjne uzupełnienia moje kosmetyczki. Zazywaczaj bywa tak, że jak się kończy to wszystko na raz... I tym razem było tak samo! Do włosów kupiłam szampon z Alterry. Tego akurat jeszcze nie miałam, ale wszystkie inne bardzo dobrze się u mnie sprawdzały. Po zimie i przymusowym stosowaniu starej suszarki końcówki strasznie mi się przesuszyły, więc kupiłam olejek ze Schwarzkopf oraz w sklepie ECO w Lublinie olej z nasion bawełny - kosztował 13zł. Przy okazji wzięłam jeszcze maseczkę oczyszczającą za 6.50zł za 100ml. Jak na produkt naturalny uważam, że jest to bardzo dobra cena.  W Rossmannie kupiłam jeszcze moją ulubioną pastę do zębów, płyn do higieny intymnej sławny facelle oraz antyperpirat w kulce z Nivea. 


Następnym razem będąc w Rossmannie kupiłam także kilka produktów! Oczywiście nie obyłoby się bez odżywki bez spłukiwania ze Schwarzkopfa. Do włosów wzięłam jeszcze spray chronicy przed wysoką temperaturą także ze Schwarzkopf, zdradziłam mój ulubiony spray z Marion, ale chciałam wypróbować czegoś droższego. W koszyku znalazły się również dwa produkty do ciała, emulsja z Isany z 5,5% zawartością mocznika oraz mleczko nawilżające La Petit Marseiliais. I na koniec podreptałam także na stanowisko z produktami Babydream i kupiłam szampon dla dzieci, który stosuję dosłownie do wszystkie, od mycia pędzli do mycia Cleo! 
  



 W końcu kupiłam bieliznę ślubną w sklepie Esotiq i w gratisie dostałam żel do mycia ciała. 

czwartek, 1 maja 2014

L'oreal tusz do rzęs False Lash Wings - czy wart jest 60zł???

Na blogu pojawiło się ostatnio kilka recenzji tuszy do rzęs. Były to tusze z niższej półki, tym razem jest to tusz L'oreal czyli półka średnia w porównaniu do tuszy z Perfumerii Sephora czy Douglas. 
Tusz ten dostałam w zestawie z eyelinerem na Święta Bożego Narodzenia - poczekał trochę na swoją kolej 
ale tylko dlatego że musiałam  wykończyć te, które były otwarte. W ostatnim czasie szczęścia do tuszy to ja nie mam! Każdy okazuje się niewypałem. Czy ten także??? 


Opakowanie: opakowanie jak to L'oreal bardzo ekskluzywne. Oczywiśćie w porównaniu do drogeryjnych tuszy niższej półki. Ale niestety napisy szybko się wycierają - co widać już na zdjęciach! 

Szczoteczka: bardzo ciekawa, pierwszy raz się z taką spotkałam i rzeczywiście można nią wykonać efekt kociego oka. W zewnętrznym kąciku są bardziej wydłużone co jest delikatnie widoczne i bardzo ładnie wygląda.

Efekty: tusz rozdziela rzęsy ale bardzo delikatnie - w tym akurat nie jest jakiś fenomenalny. Pogrubia i wydłuża także delikatnie. Nie podkręca ich ani trochę. Strasznie się osypuje, nawet przy jednej warstwie produktu. Czarne drobinki mam już pod oczmi godzinę po nałożeniu mascary na rzęsy.
Więc go nie kupię ani nie spojrze nawet na niego w drogerii!
Za taką cenę uważam że tusz powinien być idealny! Może nie w efektach jakie robi na rzęsach ponieważ każdy ma inne rzęsy i inne oczekiwania ale za takie pieniądze na pewno nie powinien się osypywać!


Cena: około 60zł


Miałyście???
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...