środa, 30 lipca 2014

Aktualny codzienny zestaw makijażowy ;)


Dzisiaj miałam strasznie zwariowany dzień, wizyta u lekarza, latanie po urzędach oraz małe zakupy spożywcze, ale już na spokojnie postanowiłam Wam pokazać mój aktualny zestaw makijażowy. Do produktów makijażowych mam tak, że gdy się przeczepię do jednego to używam go dopóki się skończy! ;) Oczywiście jak się sprawdza i nie robi krzywdy mojemu makijażowi.


Baza stosuję na imprezy oraz w dni, kiedy wiem, że będę miała makijaż bardzo długo na twarzy (na szczęście zdarza się to rzadko), produkty, które używam na specjalne okazje, czyli kiedy chcę, aby mój makijaż trzymał się jak najdłużej pokaże Wam w oddzielnym poście. Wracając do mojego makijażu codziennego to staram się unikać produktów, które zawierają dużo silikonów, które mogą powodować wypryski na takiej cerze, jaką mam. Podkład aktualnie, który używam jest L'oreal True Match oraz Rimmel Wake me Up.


 Korektorem, który nakładam pod oczy jest rozświtlająco-kryjący korektor z Eveline. Wklepuję bardzo małą ilość zaś jakichś nieprzyjaciół bądź plamki, które mam traktuję kamuflażem, z Catrice.
Moją aktualną bazą pod cienie jest baza z Lumene - używam ją aby tylko zużyć i nie zmarnować (w końcu zapłaciłam za nią własnymi pieniędzmi). Dotychczas z żadnej z baz pod cienie nie byłam zadowolona więc już nie będę do nich wracać! Znalazłam inny produkt, który zachwycił mnie swoim działaniem i tylko dzięki niemu makijaż oczu utrzymuje mi się cały dzień. O moim małym fenomenie wspomnę za jakiś czas ;)  Niesforne brwi staram się ujarzmić żelem do brwi z Catrice - nie sprawdza się jakoś spektakularnie w tej kwestii, ponieważ bardzo mocno ich nie utrzymuje, ale na razie go zużywam.




 Podkład utrwalam pudrem sypkim Essence lub Paese bambusowy oba są pudrami transparentnymi i właśnie najczęściej puder, jaki możecie u mnie zobaczyć to puder w takim właśnie kolorze. Hm... Jak można nazwać to kolorem ;) Nie mam jakoś siły, ochoty i weny, aby dopasowywać sobie jeszcze kolor pudru. Twarz konturuję bronzerem Bahama Mama z The Balm, zimą był to Hoola z Benefit, ale latem nakładam ten, ponieważ jest trochę ciemniejszy.


Różem jest róż także z The Balm, Hot Mama - do różu tego także wracam tylko latem, ponieważ jest dosyć intensywny i ma piękny koralowy kolor ze złotą poświatą. Nie pasowałby mi w ogóle zimą! Kiedy używam ten róż, rezygnuję z rozświetla cza, ponieważ róż sam w sobie daje efekt mocnego rozświetlenia.



Cienie - do codziennego makijażu używam tylko cieni Inglot
Paletka Inglot - recenzja 

niedziela, 27 lipca 2014

Kosmetyki Marion - recenzja zbiorcza!

Hej! 

Tym razem recenzja zbiorcza kosmetyków, które otrzymałam w paczce od firmy Marion. Wcześniej z tą firmą nie miałam za dużo doczynienia, widziałam ich produkty, przede wszystkim w drogerii Natura oraz w drogeriach osiedlowych, ale nie przystawałam przy nich na dłużej. Kiedy w końcu szukałam produktu termoochronnego do włosów - natknęłam się właśnie na produkt tej firmy. Porównując ceny w drogerii od razu postanowiłam go wziąć, ponieważ w porównaniu do cen pozostałych to był w mega korzystnej cenie. Jego cena to około 5 złotych a nie tak jak pozostałych około 18 złotych. Od tego pierwszego opakowania w mojej kosmetyczce gości już czwarte. Marion posiada kosmetyki do włosów, ciała jak i twarzy, i na pewno na jakieś inne się skuszę.

Pierwszym produktem, jaki przetestowałam była maska proteinowa do włosów. Maska zamknięta jest w opakowaniu typowym dla maseczek do twarzy np. z Ziaji, jest tylko trochę większa i posiada zamknięcie. Bardzo fajny pomysł na zabranie tego typu produktów na wyjazdy, ponieważ zajmuje bardzo mało miejsca. Maskę użyłam dwa razy, ale bez problemu starczyłaby mi na trzy aplikacje, gdybym za pierwszym razem trochę mniej jej nałożyła. Maska nie jest fenomenalna i nie dała jakichś fajnych efektów na moich włosach, mimo że jest do włosów suchych i zniszczonych. Włosy są jedynie milsze w dotyku i tylko tyle zauważyłam po jej zastosowaniu. Nie sprawia ze włosy lepiej sie rozczesują, ani ich nie wygładza.
Sama jej nie kupię. Konsystencja dosyć gęsta i produkt trochę klejący, ale dzięki temu dobrze rozprowadza się po włosach i na nich pozostaje. Ładny, delikatny zapach waniliowego budyniu utrzymuje się kilka godzin po aplikacji.


Płyn micelarny akurat dostałam go w dobrym momencie, ponieważ mój mi się kończył i od razu miałam produkt na jego zastępstwo. Produkt jest w małym poręcznym opakowaniu, idealnym do zabrania na wakacje. Zmywa cały makijaż oczy jak i twarzy bez jakiegokolwiek problemu oraz mocnego pocierania. Nie piecze w oczy ani w skórę twarzy, (co zdarzyło mi się przy jednym z płynów micelarnych). Czy nawilża skórę przez dodatek kwasu hialuronowego to wydaje mi się, że nie, ponieważ jest tylko chwilę na twarzy, po czym zaraz idę myję twarz wodą oraz żelem. Może osoby, które stosują tylko płyny micelarne do demakijażu zauważyłyby taki efekt, ale ja nie miałam okazji. Zamknięty w plastikowym, różowym opakowaniu o pojemności 120 ml.


Pasy antycelulitowe - produkt bardzo ciekawy, z którym nigdy nie miałam doczynienia i raczej na półce w sklepie także nie zwróciłabym na niego uwagi. Problem z celulitem mam, (na szczęście nie duży) z resztą jak każda kobieta, ale nie jest to moim zdaniem problem, nad, którym na razie musiałabym szaleć i na siłę się go pozbywać. Jakoś na razie mi to nie przeszkadza ;) Produkt z ciekawością przetestowałam i byłam ciekawa efektów. Pasy zawinęłam wokół ud, po kąpieli na czystą osuszoną skórę. Przez pierwsze 5 minut nie odczuwałam nic oprócz zimna, które było wywołane zimnymi i mokrymi pasami nasiąkniętymi produktem. Po kilku minutach zaczęłam odczuwać lekkie pieczenie, mrowienie oraz napływ gorąca w miejscach gdzie owinęłam się pasami. Chodziłam tak z nimi przez około 23 minuty, od czasu do czasu gorąco przemijało a czasami wracało z powrotem. Kiedy je zdjęłam skóra była troszeczkę zaczerwieniona, ale na pierwszy rzut oka nie było tego widać. Uczucie gorąca minęło zaś powróciło, kiedy położyłam się pod kołdrę, była mi tak gorąco, że przez kilka minut musiałam leżeć odkryta ;) Po zdjęciu z ud, pasy były jeszcze mocno nawilżone, więc postanowiłam użyć jeszcze raz, ale na inne partie ciała. Jeden pas zawinęłam wokół pupy zaś drugi wokół brzucha. Trzymałam je także ponad 20 minut, ale odczucie, jakie było wcześniej nie było już tak mocno odczuwalne. Producent zapewnia nas, że optymalne rezultaty możemy uzyskać po stosowaniu produktu 2 razy w tygodniu przez minimum 8 tygodni. Oprócz delikatnego ujędrnienia skóry nie zauważyłam nic więcej. Pasy nie zdziałają na pewno cudów, ponieważ oprócz produktów powinniśmy ćwiczyć, ale może to być dodatek, który na pewno sprawdziłby się dobrze w pielęgnacji skóry. Gdybym chciała pozbyć się celulitu - razem z intensywnymi ćwiczeniami, dodałabym jakiś produkt do pielęgnacji i może postawiłabym właśnie na te pasy.


Laminowanie włosów od Marion jest dosyć znanym produktem w sieci i super, że mogłam sprawdzić go sama na swoich włosach, które są bardzo wymagające pod względem nawilżenia i  wygładzenia i właśnie tego po opiniach innych blogerek oczekiwałam od tego produktu. Produkt starczył mi na dwa użycia, czyli jedną saszetkę nakładałam na całą długość włosów i trzymałam tyle czasu ile sugerował producent. Produkt gęsty i nie ma problemu z rozprowadzeniem go po włosach. Po zmyciu z włosów, włosy dobrze się rozczesują, są wygładzone i proste, co utrzymuje się przez kolejne dwa mycia. Moich włosów dzięki takim produktom nie da się fenomenalnie wyprostować, ale i tak efekt był dla mnie zadowalający. Uważam, że każda powinna go wypróbować i sprawdzić jego działanie. Kiedyś z pewnością go kupię.



Ciąg dalszy nastąpi....

piątek, 25 lipca 2014

Spontaniczny wyjazd do Warszaway! - Zakupy



Dzisiaj przychodzę do Was bardzo podekscytowana, a powodem jest wyjazd do Warszawy, który był kompletnie nieplanowany ;) W niedzielę rano leżąc jeszcze w łóżku z moim kochanym wpadliśmy na pomysł "może przejechalibyśmy się do WARSZAWY???" Nie pamiętam już, które z nas wyskoczyło z tym pytaniem, ale jedno głośnie decyzja zapadła a ja ucieszona poleciałam się szykować i planować, co mam kupić. 
Podróż zajęła nam ponad 2 godziny, więc z czasem poszaleć nie mogliśmy i pierwszym przystankiem była Ikea zaś później pojechaliśmy do Złotych Tarasów gdzie odwiedziłam tylko sklepy, do których nie mam dostępu w Białymstoku oraz Lublinie. Parcia na zakupy ubraniowe nie miałam w ogóle, więc po za Ikeą zakupy zrobiłam tylko w sklepie Bath and Body Works oraz MAC! 

W Ikea, kupiłam już dawno upragnioną toaletkę! Marzyłam już kilka dobrych lat o takim ślicznym, uporządkowanym  i czystym miejscu tylko dla siebie i w końcu nadszedł ten czas! Toaletka jest piękna i cieszy za każdym razem moje oko, kiedy wchodzę do pokoju. Oczywiście jak przystało na Youtub-o i Blogo-maniaczke, do koszyka w sklepie włożyłam kilka dupereli, bez, których toaletka się nie obędzie! Biała latarenka, dwie osłonki na doniczki, ( kto ich nie ma i nie zna ;) ) ramkę na zdjęcie, trzy pudełka z pokrywką do przechowywania różnych dupereli oraz dwie świeczki. Podobało mi się dużo więcej rzeczy, które chciałabym mieć oraz które są mi potrzebne, ale zakupy te przełożyłam na następny raz, ponieważ musiałam oszczędzać pieniążki na inne moje zachcianki.
Mam nadzieję, że ten następny raz nastąpi dosyć szybko...


Przechodząc teraz do Centrum Handlowego to jak możecie się domyślić pierwszym sklepem był sklep Bath and Body Works, w którym byłam pierwszy raz i o którym słyszałam bardzo wiele pozytywnych rzeczy i w końcu sama mogłam się o tym przekonać i ocenić. Pachnąco, kolorowo i posiadający swój indywidualny styl - tak właśnie pomyślałam przekraczając próg. Akurat trafiłam na promocję, w której biorąc dwa produkty, trzeci najtańszy był za jeden grosz, że mgiełek i świeczek nie można było łączyć wzięłam trzy mgiełki oraz jedną małą świeczkę na wypróbowanie a do tego dołożyłam jeszcze mały żel antybakteryjny. Na ich kultowe mydełka szkoda mi było pieniędzy, ponieważ dla mnie to tylko mydła i nie mam parcia na ich kupno, następnym razem skuszę się może na balsam do ciała. 


Głodni i zmęczeni poszliśmy zjeść a ja w tym czasie myślałam o sklepie MAC, w którym także byłam po raz pierwszy, gdyż wcześniejsze produkty tej firmy zamawiałam na stronie internetowej Douglas, gdybym planowała ten wyjazd nie zamówiłabym produktów, które wybrałam w trochę za jasnych kolorach ( post tutaj) tylko czekałabym i kupiłabym je osobiście, ale trudno ich czas na pewno nadejdzie ;) W sklepie wydałam wszystkie moje urodzinowe pieniądze i kupiłam podkład Studio Fix i produkt, o którym nawet nie marzyłam, ale kiedy poprosiłam o nałożenie jej na usta zamarłam! A więc kolejnym przypadkowym produktem, który trafił w moje ręce jest pomadka ANGEL!!! Ze sklepu wyszłam jak mała dziewczynka z reklamóweczką cukierków. Tyle radości w jeden dzień! 


Z zakupem tej pomadki postanowiłam w końcu, że w makijażu zwrócę uwagę na moje usta, które zwykle nie są niczym pokryte a na prawdę pomalowane usta wnoszą dużo do makijażu. Więc na koniec poszłam do drogerii i na dobry początek kupiłam: 
  • Pomadkę Rimmel, Lasting finish by Kate - Rouge a levres 101
  • Pomadkę Maybelline, COLORsensational SHOCKING CORAL 910
  • Konturówkę Essence 07 CUTE PINK
  • Konturówkę Catrice 060 The Perfect Pinkini
  • Konturówkę Bell 60
  • i przy okazji lakier do paznokci z Essie - Watermelon 

wtorek, 22 lipca 2014

Apteczka Agafii, aktywne ziołowe serum na porost - moje wrażenia


Cześć!

Jutro lecę do fryzjera na malowanie, więc dzisiaj postanowiłam zmierzyć mój odrost i  podzielić się z wami wrażeniami po używaniu wcierki na porost włosów z Apteczki Agafii. Jak wiecie czytając mojego bloga wszystkie naturalne kosmetyki do włosów jak i twarzy kupuję w Lublinie w sklepie Ukryte w Słowach. Więc wszystkie Lublinianki lećcie i róbcie zakupy. Dzięki tym produktom moje włosy odżyły i nie wstydzę się tego, co mam na głowie! Niestety na kilka miesięcy wyjechałam z Lublina, ale pewnie w ciągu wakacji raz lub dwa razy tam zajrzę, ale i tak na wszelki wypadek zrobiłam tam zakupy. Więc w przeciągu kilku miesięcy nie ma mowy o zwykłych drogeryjnych produktach do włosów! Czekajcie na pojawiające się recenzje...


Przechodząc do sklepu to, kiedy moja przyjaciółka zobaczyła produkty, które kupiłam zapytała gdzie ja tak "tanio" je dostałam??? I oczywiście dumnie jej odpowiedziałam, że w sklepie, który mam na wyciągnięcie ręki (mieszkając w Lublinie). I przy następnej wizycie mam ją koniecznie tam zaprowadzić! ;)

A więc przechodząc do tematu to przedstawiam Wam wcierkę, która także działa super na moje oporne cebulki. Serum to ma swoje plusy jak i minusy i postaram się to wszystko Wam przekazać.


Produkt zamknięty jest w plastikowym 150 ml opakowaniu ze sprayem. Dzięki dozownikowi bardzo wygodnie się go aplikuje na skórę głowy. Rozpyla delikatnie produkt w sposób równomierny a nie tylko w jedno miejsce. Mimo że jestem już przy końcu opakowania nie mam z nią jakichkolwiek problemów i opakowanie na pewno posłuży mi przy stosowaniu następnych wcierek - a jestem od nich uzależniona i chciałabym jak najwięcej ich przetestować. Wcierka pachnie ziołowo-rumiankowo trochę cytrusowo. Na początku zapach jest intensywny, ale niedrażniący, po około 20 minutach staje się niewyczuwalny. 


Jest to wcierka z najlepszym składem, jaką miałam. Zobaczcie same. 
Skład (INCI): Althaea Officinalis Extract, Shizandra Chinensis Officinalis Oil, Panax Ginseng Extract, Mellissa Officinalis Leaf Oil, Arctium Lappa Root Extract, Urtica Dioica Extract, Betula Alba Extract, Yeast Extract, Capsicum Anuum Fruit Extract, Climbazole, Allantoin, Pantothenic Acid, Neolone

Prawoślaz (Althaea Officinalis Extract) - bogaty w substancje o charakterze nawilżającym działa osłaniająco, zmiękczająco, pozwala utrzymać prawidłowe nawilżenie

Cytryniec chiński (Shizandra Chinensis Officinalis Oil) - ma działanie tonizujące i wzmacniające

Żeń-szeń (Panax Ginseng Extract) - zapobiega łysieniu i wypadaniu włosów, posiada działanie regenerujące

Melisa (Mellissa Officinalis Leaf Oil) – intensywnie odżywia i tonizuje skórę, nadając jej zdrowy wygląd

Łopian (Arctium Lappa roqt Extract) - przeciwdziała wypadaniu włosów, łupieżowi, ma działanie antyseptyczne, oczyszczające, ograniczające łojotok, kojące. Działa tonizująco na skórę głowy

Pokrzywa (Urtica Dioica Extract) – wzmacnia włosy, przeciwdziała ich przetłuszczaniu i wypadaniu, zapobiega łupieżowi

Ekstrakt z kotków brzozowych (Betula Alba Extract) - nadaje włosom blask, zapobiega wypadaniu, poprawia ukrwienie skóry głowy, co skutkuje dotlenieniem i odżywieniem cebulek włosowych

Drożdże piwne (Yeast Extract) - poprawiają strukturę włosa, wzmacniają, przyśpieszają wzrost. Kompleks drożdży piwnych zawiera proteiny (źródło energii), witaminy grupy B, wszystkie podstawowe aminokwasy. Zapewnia kompleksowe działanie odżywcze

Papryka ostra (Capsicum Annuum Fruit Extract) - jest dobrym środkiem na porost włosów, powoduje łagodne podrażnienie, zaczerwienienie skóry i uczucie ciepła. Jest to naturalny środek który ma zdolność do rozszerzania naczyń krwionośnych, w wyniku czego stymuluje uwalnianie histaminy która stymuluje podział komórek i wzrost nowych. Wysoka zawartość witaminy A, witaminy C i innych składników odżywczych, zawartych w papryce pomaga odżywiać i chronić komórki u nasady włosów, aktywizuje mikrokrążenie, co poprawia transport odżywczych substancji bezpośrednio do korzeni włosów

Climbazol ® hamuje rozwój Pityrosporum ovale - grzybków powodujących wykształcenie łupieżu, zapobiega ich powstawaniu

Prowitamina B5 - stymuluje przemianę materii, aktywizuje regenerację komórek skóry


Produkt stosuję w zależności od tego ile razy w tygodniu myję swoje włosy. Czasami bywało tak, że aplikowałam ją codziennie a czasami, co dwa, trzy dni. Producent zaleca nam stosowanie 2-3 razy w tygodniu, ale ja nawet przy codziennym stosowaniu nie zauważyłam, aby podrażniła moją skórę głowy, co zdarzyło się przy jednej z wcierek. Serum mogę stosować tylko na wieczór, ponieważ strasznie przetłuszcza skórę głowy i na drugi dzień konieczne jest ich umycie. Włosy wyglądają jak mokre i trochę się lepią i zbijają w strąki. Wygląda to nieestetycznie, ale na szczęście wszystko bez problemu da sie rozczesać. I to jest jeden z minusów tej wcierki. Dlatego nie mogłam jej regularnie używać. 
Wcieram ją od miesiąca i została mi jeszcze 1/4 opakowania a wcale jej nie żałowałam i spryskiwałam dosyć obficie. Przy pierwszych kilku użyciach zauważyłam lekkie mrowienie na skórze, ale widocznie później skóra się przyzwyczaiła i przestało ją to ruszać. Efekt, który pojawiał się przy każdej aplikacji to efekt ciepła i delikatnego rozgrzania skóry, który ustawał po 4-5 minutach od aplikacji. W żadnym wypadku nie jest to efekt, którego możemy się bać, nie piecze nie boli i w żadnym wypadku nie musimy biec do łazienki myć głowy.  Włosy stały się jakby grubsze i nawet mama układając mi je zauważyła, że są grubsze. Wyskoczyło mi sporo babyhair, które na razie są jak małe igiełki ;)
Porost w ciągu całego miesiąca wyniósł: 2,2 cm - pobiła wszystkie wcześniej stosowane wcierki!
Do wcierki na pewno wrócę i bardzo ciekawa jestem jaki efekt osiągnęłabym przy jej codziennym stosowaniu. 


Cena: około 19 zł


sobota, 19 lipca 2014

Prezent urodzinowy - produkty z Mac!


I jak tutaj się nie pochwalić! Kilka dni temu były moje urodziny, więc w tym roku od mojego męża - tak, tak już męża! :)  Zażyczyłam sobie produkty, które już od dwóch lat chodzą mi po głowie a zawsze rezygnowałam z ich zakupu ze względu na wysoką cenę. Tym razem postanowiłam zrezygnować z innych rzeczy i postawić na kosmetyki  Mac! Że róż, który zamówiłam sprawdza się fenomenalnie, zaryzykowałam i z wielką nadzieją, że się super sprawdzą złożyłam zamówienie. Dostęp do produktów tej firmy mam tylko przez strony internetowe, czyli przez stronę Mac oraz przed stronę Douglas. 
Po obejrzeniu zdjęć z  kolorami produktów wybrałam jedne z jaśniejszych i niestety okazały się trochę za jasne na lato, ponieważ jestem już trochę opalona... Trudno będę używać ich jesienią ;)



Lubicie produkty z Mac-a???  
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...