wtorek, 30 września 2014

Mac Studio Fix - podkład i puder w kompakcie - znalazłam podkład idealny!!!!


Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj recenzja podkładu i pudru w kompakcie Mac, które podbiły moje serce i są jednymi z lepszych produktów, które używałam! Niestety podkład ma kilka minusów, ale kiedy zadbamy dobrze o swoją cerę uzyskujemy efekty na prawdę idealny. Brzmi to trochę głupio... Ale cóż takie są fakty ;)

Podkład Studio Fix kupiłam osobiście w stacjonarnym sklepie Mac w Warszawie zaś puder zamówiłam ze strony internetowej Douglas. Oba produkty są dosyć popularne i często wychwalane w sieci, dlatego się na nie zdecydowałam i poprosiłam w Mac-u o nałożenie produktu na twarz, który po tym trafił do mojej toaletki. 
Oba produkty znajdują są w bardzo estetycznych i niczym nieurozmaiconych opakowaniach, wygląda to bardzo schludnie i można powiedzieć, że profesjonalnie. Podkład zamknięty jest w 30 ml, szklanym opakowaniu, zaś puder w solidnym plastikowym kompakcie z lusterkiem i miejscem na gąbeczkę/puszek. Jednym z minusów opakowania podkładu jest to, że za cenę 125 złotych otrzymujemy produkt bez pompki, którą jeżeli chcemy możemy dokupić. Moim zdaniem w podkładzie za taką cenę pompka powinna być dołączona bez żadnej łaski, skoro producent podkładów np. z Essence, które kosztują 15 złotych, bez problemu dodaje pompkę, to tym bardziej  Mac powinien się za to zabrać! W moim przypadku, pompkę dokupiłam i kosztowała jak się nie mylę 24 złotych i automatycznie zwiększa to cenę podkładu. Mam podkład bez pompki (Revlon ColorStay) i nie lubię takiego wydobywania go z opakowania, z tego względu, że jeżeli się śpieszymy na pewno wyleci nam tego podkładu o wiele za dużo a nie wyobrażam sobie abym płaciła za podkład wysoką cenę i sama go marnowała! Mój drugi podkład z Mac, kosztował 138 złotych i jest wyposażony w pompkę, jest droższy owszem, ale dodając do Studio Fix cenę pompki i tak wychodzi kilka złotych więcej. 


Kontynuując temat podkładu, zacznę właśnie od niego. A więc zapach jego jest bardzo intensywny i podchodzi pod zapach właśnie Revlonu ColorStay, dla mnie przypomina zapach ciężkich i długotrwałych podkładów. Podkład podczas noszenia jest dla mnie czasami wyczuwalny, i w trakcie dnia, powiewu wiatru czy szybkiego obrócenia wyczuwam go. Dla niektórych może to być wielki minus, nie powiem dla mnie na początku także był zaś po jakimś czasie ciągłego używania, da się do tego bez problemu przyzwyczaić. Swoją konsystencją trochę mnie zadziwił, dlatego że jest dużo rzadszy niż ColorStay bądź Estee Lauder Double Wear, jest nadal dosyć zbity i gęsty, ale na pewno trochę rzadszy niż te przeze mnie wspomniane. Podkład najlepiej aplikować zwilżoną gąbeczką, u mnie najlepiej sprawdza się gąbka z Real Techniques, z resztą ostatnimi czasy nie wyobrażam sobie aplikacji jakiegokolwiek podkładu czymś innym. Aplikacja gąbeczką RT w przypadku tego podkładu sprawdza się o wiele lepiej niż gąbką Beauty Blender a z tego względu że kiedy mam suche skórki, gabką RT uzyskujemy efekt wygładzenia i lepszego krycia. Dzięki niej podkład jest dla mnie wtedy idealny i myślę że w tym momencie mogę stwierdzić że chyba znalazłam podkład idealny. Ale oczywiście kiedy zastosuję ten duet razem! Jak już wspomniałam podkład ma kilka minusów zaś i tak jestem nim zachwycona! Produkt wygląda najlepiej, jeżeli  mamy dobrze wypielęgnowaną twarz, czyli kiedy jest wcześniej poddana peelingowi, jest dobrze nawilżona i bez jakichkolwiek suchych skórek. I w tym właśnie momencie możemy stwierdzić, dla jakiej skóry jest stworzony. Nie jest to absolutnie moim zdaniem podkład dla cery suchej! Idealnie sprawdzi się przy cerach tłustych i mieszanych, ale nie przy takich cerach, na których trwa ekstremalna kuracja przeciwtrądzikowa, kiedy mimo przetłuszczania ona jest sucha i odwodniona. Osobiście jestem cały czas na kuracji antytrądzikowej zaś moja pielęgnacja cery jest bardzo wyrówna pomiędzy jej nawilżaniem i stosowaniem aptecznych wysuszających maści. Na cerze suchej podkład podkreśli niestety wszystkie suche skórki i osiądzie na nich w taki sposób, że powstaną placki nieroztartego podkładu i jakby było tego jeszcze mało będą to pomarańczowe placki, na których przede wszystkim osiądzie pigment. Aplikować podkład możemy pod warunkiem dobrego nawilżenia cery. W tym przypadku wygląda na twarzy fenomenalnie, i w tym właśnie momencie tego postu zacznę sie nad nim rozpływać ;) Studio Fix jest moim zdaniem podkładem bardzo dobrze kryjącym i w czasie jego stosowania nie potrzebuję maskować dodatkowo niedoskonałości oraz przebarwień. Nie wchodzi w pory ani ich nie podkreśla a wręcz przeciwnie wchodzi w nie w taki sposób, że pozostawia twarz wygładzoną efekt ten jeszcze bardziej potęguje później nałożony puder, o którym wspomnę niżej. Nie zapycha, na całe szczęście gdyż moja skóra jest na to bardzo podatna i tego właśnie boję się w podkładach. Co do efektu, jaki daje na cerze, to nie jest to typowy mat, jest to wykończenie matowo-satynowe, bardzo delikatnie wygląda na twarzy. Trudno uzyskać nim efekt maski, wtapia się w skórę i tworzy drugie lepsze płótno. Jest widoczny na twarzy, z resztą jak każdy podkład, nie zdarzyło mi się jeszcze posiadać podkładu, który nie jest widoczny, efekt wizualny nie jest nachalny i przytłaczający. Mimo to, że jest podkładem dobrze kryjącym nie uzyskamy nim efektu "sztucznej lalki", u mnie wystarczającą ilością, jaką nakładam na twarz są dwie pompki a i tak pompka nie wydobywa dużej ilości podkładu, dodam jeszcze, że rozcieram także podkład na szyi właśnie z tą ilością. Podkład stosowałam podczas lata, więc zaczynał błyszczeć się jak wszystkie podkłady, czyli na ratunek w bibułkami matującymi przychodziłam około 3 godziny od aplikacji. Teraz kiedy zaczeły się już chłodne dni bibułki wkraczają po około 6 godzinach.  Podkład nie ściera się, ani nie spływa z twarzy, jest dosyć lepki i właśnie dzięki temu dobrze się jej trzyma.  
Mój kolor to NC25



Przechodząc już do następnego produktu powiem, że jest także bardzo dobrym produktem i jestem z niego mega zadowolona. Puder idealnie stapia się z każdym podkładem i na każdym wygląda bardzo dobrze a mogę nawet stwierdzić, że poprawia wygląd niektórych podkładów, które u mnie średnio się sprawdzają. Puder nadaje delikatny kolor, tym samym wygładza, ujednolica i delikatnie zakrywa niedoskonałości, czyli wspomaga krycie podkładu. Uwielbiam efekt, jaki daje na moim nosie, z tego względu, że zakrywa moje wągry i widoczne są one dopiero z bardzo bliska, a aż tak blisko nikt się do mnie nie zbliża ;) Najlepiej aplikuje mi się go pędzlem do pudru zaś przy tym zajmuje mi to trochę czasu, z tego względu, że muszę obchodzić się z nim bardzo delikatnie, aby za mocno nie przycisnąć pędzla do pudru, ponieważ będzie się pylił i delikatnie skruszał a aplikacja dołączoną gąbeczką daje efekt na prawdę kryjący i ciężki, dlatego wydaje mi się, że będzie ona idealna pod warunkiem aplikowania jedynie pudru, czyli jego drugiego zastosowania, w jakim stworzył go producent - podkład w kompakcie. 
Mój kolor to, NC15


Czy u Was także sprawdzają się tak fenomenalnie jak u mnie???

środa, 24 września 2014

Pielęgnacja cery skłonnej do trądziku - aktualizacja


 Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj nadszedł czas na post dotyczący mojej pielęgnacji twarzy, a dokładniej mówiąc pokaże wam produkty, które aktualnie stosuję i z każdego jestem bardzo zadowolona. Aktualnie ze stanu mojej cery jestem bardzo zadowolona i tylko proszę Boga, aby nie wróciła do stanu z przed trzech lat. Do dzisiaj nie mam pojęcia dokładnie, czym spowodowany był wysyp i pojawienie się ostrego trądziku. W pielęgnacji dalej goszczą u mnie maści przeciwtrądzikowe przepisane przez dermatologa, kiedy mi się skończą na pewno ponownie się do niego udam...Lepiej zapobiegać niż leczyć ;)

Najważniejsze kroki w mojej pielęgnacji:
  • złuszczanie
  • nawilżanie
  • oczyszczanie 

Jeżeli chcecie wiedzieć jak wyglądała moja pielęgnacji wcześniej zapraszam do linków poniżej:

I najważniejszy post:

Pierwszym krokiem w oczyszczeniu mojej skóry z makijażu jest demakijaż za pomocą płynu micelarnego, tym razem w mojej łazience znalazł się micel z Garniera, który jest jednym z lepszych płynów micelarnych, ale i tak nie pozostaje wierna jednemu tylko non stop zmieniam na inne i testuję. Micela używam do demakijażu oczu jak i całej twarzy. Po dokładnym oczyszczeniu wacikami i płynem myję twarz dwa razy żelem nawilżającym z BeBeauty - przy pierwszym podejściu myję twarz żelem i dłońmi, zmywam, po czym nakładam, że jeszcze raz na twarz i oczyszczam szczoteczką Clarisonic Mia 2. 



Osuszam twarz i spryskuje wodą szungitową, która delikatnie nawilża skórę. Kiedy zostaję w domu, na twarz nakładam żel aloesowy, zaś, kiedy wykonuję makijaż twarz smaruję moim ulubionym kremem z Ziaji,   nawilżająco-matującym, a po jego wchłonięciu aplikuję filtr Capital Solei spf 50 z Vichy. 



Aktualnie testuję krem nawilżający pod oczy z Oeparol więc rano i wieczorem staram się nakładać go pod oczy oraz delikatnie na powieki. 

Kuracja antytrądzikowa cały czas trwa i obecnie używam żelu Epiduo oraz Acne-derm. Epiduo z tego, co mi się wydaje jest przepisywana tylko na receptę zaś Acne-derm możemy kupić bez recepty i nie kosztuję dużo. Maści te staram się stosować na zmianę, ale gdy jestem przed miesiączką i pojawia mi się kilka wyprysków stosuję kilka dni po kolei maść Epiduo. 



Raz na jakiś czas wykonuję peeling korundem, zmieszanym z żelem aloesowym. Dwa razy w tygodniu staram się nakładać na twarz maseczki oczyszczające. Poniżej przedstawiam Wam moje ostatnie odkrycia maseczkowe, które mogę Wam na własną odpowiedzialność polecić. Za jakiś czas na pewno przygotuję oddzielny post z ich udziałem ;) 



sobota, 20 września 2014

Beauty Blender vs. Real Techniques

Dzisiaj porównanie dwóch sławnych gąbeczek do makijażu, czyli BeautyBlender vs. Real Techniques. Przez dłuższy czas używania tych gąbeczek nie byłam do końca pewna, co o nich myślę, ponieważ każda z nich ma swoje plusy jak i minusy. Różowe cudo gości w mojej toaletce już rok zaś pomarańczowe dopiero od kilku miesięcy i jak możecie zobaczyć BeautyBlender jest dużo bardziej zniszczona. Po długim testowaniu - uważam, że gąbeczki robią inny efekt na twarzy, więc zapraszam serdecznie do czytania ;) 




Beauty Blender kupiłam rok temu podczas wakacji w Hiszpanii i kosztowała po przeliczeniu poniżej 60 złotych. Jak na gąbeczkę do makijażu jest to i tak bardzo dużo i dlatego powstrzymywałam się od jej zakupy wcześniej na polskiej stronie, ponieważ cena wynosiła 80 złotych, zaś, kiedy zobaczyłam ją w hiszpańskiej drogerii nie mogłam się powstrzymać! Na szczęście siostry Pixie wyszły z pomysłem stworzenia swojej gąbeczki, która jest o wiele tańsza i bez mrugnięcia okiem jestem w stanie raz na jakiś czas wydać na nią 30 złotych, które kosztuję! Jak wspomniałam gąbki robią zupełnie inny efekt na cerze i uważam, że cena różowej jest za bardzo wygórowana, dlatego zostanę już "raczej na zawsze" przy pomarańczowej. Od kiedy mam RT cały czas jest w użyciu i dłonie oraz pędzle poszły w odstawkę. 


Wielkość, struktura, trwałość, mycie: BB i RT po zmoczeniu wodą jak i przed są tej samej wielkości. Jak możecie zobaczyć na zdjęciach BB ma wiele większe pory i zdecydowanie jest bardziej porowata niż RT, BB dużo łatwiej się moczy w wodzie i szybciej nabiera i zwiększa swoją objętość. BB jest także o wiele miększa zaś tylko wtedy, kiedy jest mokra, kiedy jest sucha RT jest dużo bardziej przyjemniejsza w dotyku i po ściśnięciu odczuwalnie dużo miększa. RT aby uzyskała swoją objętość musimy dużo dłużej trzymać pod strumieniem wody, także dłużej schnie. Co do trwałości gąbeczek to BB już po miesiącu używania była w kilku miejscach uszkodzona i zadarta, a obchodziłam się z nią bardzo delikatnie. RT jest dużo trwalsza - używam jej już kilka miesięcy i nie widać żadnego śladu używania i wygląda dosłownie jak nowa. Gąbeczki myje szamponem dla dzieci z BabyDream, zaś, kiedy się spieszę zwykłym mydłem, który leży na umywalce w łazience, ani przy jednym ani przy drugim produkcie nie ma problemu z dokładnym wyczyszczeniem z podkładu. Obie gąbki przy każdym myciu dobrze się piorą i nie ma na nich śladów z podkładu. Nawet podczas stosowania Revlon Colorstay wszystko dokładnie z nich schodziło.

EFEKT 
Gąbeczka Beauty Bledener daje bardzo naturalny wygląd, podkład wchodzi aż w skórę (przynajmniej taki wizualny efekt otrzymujemy) wtapia się z nią bardzo dobrze i dzięki temu nie pozostawia smug, zacieków i efektu maski. Przy jej stosowaniu podkład daje delikatniejsze wykończenie a także mniej kryje i jest to zauważalne, ponieważ testowałam je na kilku podkładach i nakładając produkt w takiej samej ilości. Uważam, że jest do gąbeczka do bardzo gęstych i mocno kryjących podkładów, i szkoda mi jej używać na inne o lżejszej konsystencji.
Gąbeczka Real Techniques także sprawia, że podkład wygląda bardzo naturalnie i stapia się z cerą zaś nie w tak spektakularny sposób jak po stemplowaniu Beauty Blenderem. Dzięki RT podkład jest bardziej widoczny, ale za to makijaż ładniej wygląda ze względu na to, że jest bardziej kryjący i otrzymujemy super efekt wygładzenia cery. Przy gąbeczce BB niestety przy jednym z podkładów zauważyłam, że podkreślił suche skórki zaś przy nałożeniu, RT nic takiego nie miało miejsca. Rezultat jaki uzyskuje gąbką Real Techniques podoba mi się o wiele bardzej i często dostaję komplementy dotyczące mojego makijażu twarzy po użyciu właśnie jej. Zgrywa się ona idealnie z moim nowym podkładem i ich połączenie na mojej twarzy daje niesamowity efekt końcowy. 



Podsumowując obie gąbki wnoszą do makijażu, co innego i każda jest dobra na swój sposób i efekt, jaki daje. BeautyBlender nie pojawi się już w mojej kosmetyczce ze względu na swoją wysoką cenę, ale i tak uważam, że każdą z nich fajnie mieć i dobierać sobie efekt makijażu, jaki chcemy danego dnia uzyskać. 

środa, 17 września 2014

Party like a Lord – Somersby 27 września !



Cześć!! Już za półtora tygodnia, czyli 26 września w Warszawie odbędzie się wielka impreza Somersby - PARTY LIKE A LORD! Gwiazdą wieczoru będzie Ella Eyre.
Jak mogłyście zobaczyć na moim Instagramie (tutaj) dostałam zaproszenie dla dwóch osób i cały czas się zastanawiam nad tym czy się tam pojawimy... ;) Chciałabym bardzo, ale niestety siły wyższe krążą nade mną :P Na imprezę może dostać się "prawie" każdy a na myśli mam to, że zjawić się mogą tylko osoby pełnoletnie. Jeżeli masz już przekroczony ten przedział wiekowy wystarczy, że wejdziesz na stronę www.somersby.pl, gdzie znajdują się wszystkie informacje. Bilety można wygrać w konkursie. Wystarczy kupić Somersby, wpisać kod spod kapsla/kluczyka na stronie Somersby i rozwiązać zadanie konkursowe. Co tydzień wybierane są najlepsze zgłoszenia, które nagradzane są biletami na Party Like a Lord. 


Instytutu Wysokich Napięć
ul. Mory 8
Warszawa
27 września. Start o 20:30


wtorek, 16 września 2014

Pielęgnacja włosów - suche, farbowane

Cześć Dziewczyny!

O polepszenie stanu moich włosów walczę już dosyć długo i wiele recenzji produktów do włosów mogłyście u mnie zobaczyć i przeczytać właśnie z tego względu. Dzisiaj zaś przychodzę do Was aby Wam pokazać produkty, które aktualnie używam do włosów. W większości są to produkty naturalne, ponieważ one najlepiej wpływają na moje włosy - wspominam o tym praktycznie w każdym poście, dotyczącym pielęgnacji włosów więc te które czytają reglarnie mojego bloga dobrze już o tym wiedzą. ;)

Przed każdym myciem włosów, na noc bądz na kilka godzin przed staram się nakładać na włosy oleje. Rozprowadzam je na całej długości włosów i aktualnie jest to olej z korzenia łopianu z ziołami oraz olej IHT9. Włosy myję na zmianę - raz jedynm zestawem czyli Love 2 Mix Organic, Regenerująca maska i szampon z efektem laminowania a drugi raz jest to zestaw z IHT9 odżywka i szampon przeciw wypadaniu włosów. 


Wilgotne włosy spryskuję odżywką bez spłukiwania w sprayu. Zdradziłam moje ulubione odżywki w spray z Schwarzkopf i zakochałam się w moim nowym nabytku z Natura Siberica Professional - Seria Rokitnikowa, Odżywczy Spray Kondycjoner do Włosów. Na końcówki nakładam losowo produkty, które możecie zobaczyć poniżej. Codziennie wcieram w skórę głowy wcierkę i aktualnie jest to wywar z kozieradki.


Od czasu do czasu prostuję włosy i wykonuję wtedy zabieg prostowania z użyciem produktów z L'oreala i ta ten temat pojawi się oddzielny post - wyczekujcie ;)


I to wszysko! Uważam że nie ma tego dużo kiedyś było zdecydowanie więcej produktów w moje łazience. Obecnie wszystkie zapasy, które mam trzymam zamknięte w komodzie i w użyciu jak widać mam po dwa szampony, maski, olejki itd. 

sobota, 13 września 2014

Krem tonujący Quiz Cosmetics i krem koloryzujący Collistar - dwa zbędne produkty na które trafiłam!

Dzisiaj wspomnę o dwóch produktach, które nie są warte polecenia. Na szczęście produkty te zostały mi przesłane za darmo i nie musiałam wydać swoich pieniędzy na kosmetyki, których bym nie używała i wyrzuciła. Mowa o kremie tonującym z Quiz Cosmetics nazwanym kremem BB i kremie koloryzującym do ciała Collistar nazwanym, Magica BB. Oba produkty przetestowałam tylko kilka razy ze względu na to, że albo robią krzywdę albo nie robią nic i używanie ich jest zbędne. 


Zacznę od produktu marki Quiz Cosmetics, który dostałam właśnie od tej firmy do testów razem z innymi dwoma kosmetykami, o których pewnie kiedyś wspomnę. A więc producent nazwał ten kosmetyk kremem BB, a na odwrocie na etykiecie jest on już nazwanym kremem tonującym, uważam, że nie jest ani jednym ani drugim. Posiada filtr spf, 15 więc to już jest jeden z jego plusów. Przysłano mi go w kolorze jasnym i jak na jasny produkt jest rzeczywiście jasny w porównaniu do innych tego typu produktów. Kolor ten zaś jest widoczny tylko po wyciśnięciu go z tubki, a po rozsmarowaniu go na twarzy nie daje żadnego koloru. Nie ujednolica kolorytu ani nic nie zakrywa, a wręcz przeciwnie mam wrażenie, że jeszcze bardziej uwidacznia moje plamy potrądzikowe i jest to spowodowane pewnie tym, że po rozsmarowaniu go na skórze pozostawia mokry, świecący efekt. Skóra jest rozjaśniona i wydaje się na mokrą. Nie jest to produkt z matowym wykończeniem. Jest gęstym produktem, który na początku trochę się lepi. Na całe szczęście ładnie, delikatnie pachnie w porównaniu do drugiego produktu, o którym zaraz będziecie mogły przeczytać.
Krem zapakowany jest w plastikowym 30 ml opakowaniu. Jest produktem zbędnym, ponieważ nie robi nic na skórze, a wręcz na mojej robi jej krzywdę, ponieważ sprawia, że wygląda po jego nałożeniu gorzej niż przed. 


Drugi produkt, czyli krem koloryzujący marki Collistar dostałam, jako gratis przy zamówieniu, które robiłam na stronie Douglas. Kiedy otworzyłam przesyłkę byłam pewna, że jest to produkt do twarzy i tam właśnie nałożyłam go po raz pierwszy, po czym efekt przy przerażający. Na umytą twarz rozsmarowałam małą ilość tego "magicznego" produktu zaś nie zauważyłam dosłownie nic - jakbym nie miała nic na twarzy. Postanowiłam nałożyć jeszcze jedną warstwę zaś wtedy już nałożyłam trochę więcej produktu i go rozsmarowałam i zaczęła się katastrofa. Kolor, jaki daje produkt, czyli pomarańczowy powchodził mi we wszystkie rozszerzone pory, podkreślił wszystkie kropki, które zapchane były rudym produktem. Kolor osiadł także na włosach wokół czoła, co wyglądała także bardzo nieestetycznie. Zmyłam całą twarz bardzo dokładnie i dopiero po tym przeczytałam, że produkt jest do ciała! BLONDYNKA ;) Więc nakładamy jeszcze raz... Produkt rozsmarowałam na całej ręce i wyszła delikatnie pomarańczowa, na pierwszy rzut oka nie było tego widać, ale ja widziałam różnicę między jedną a drugą. Nic po za delikatnym kolorem nie zauważyłam. Żadnego ujednolicenia ani nic. Produkt po wyciśnięciu z tubki jest białej konsystencji zaś podczas rozsmarowywania wydobywa się delikatny pomarańczowy pigment. Coś, czego nie mogę znieść to jest bardzo intensywny, drażniący zapach produktu, który dla mnie dosłownie śmierdzi i wywołuje ból głowy! Nie wyobrażam sobie abym mogła rozsmarować go na większej części ciała. Najśmieszniejsze jest to, że produkt kosztuje 150zł za 150 ml. Ja dostałam próbkę o pojemności 30 ml zapakowaną w plastikowe miękkie opakowanie z zakrętką. Producent nazwał ten kosmetyk MAGICA BB - nie mam pojęcia, co chciał dzięki temu przekazać....

czwartek, 11 września 2014

Zakupy z Bułgarii! Oszalałam w DM ;)


Witam Was bardzo serdecznie, mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku tak samo jak u mnie. Kilka dni temu wróciłam z tygodniowego wyjazdu do Bułgarii, mega wypoczęta, trochę opalona i uradowana zakupami. Przychodzę dzisiaj, aby je wam pokazać i napisać kilka słów o Złotych Piaskach. A więc Bułgaria, Złote Piaski ( i miejscowości w promieniu 100 km) możemy podzielić na dwa różne światy! Tam gdzie znajdują się turyści, czyli hotele, plaże, wszelkie kluby i restauracje to raj na ziemi - jest dosłownie pięknie! Zaś wioski i bloki (miasto np. Varna) w których mieszkają mieszkańcy tamtych okolic wyglądają na zaniedbane, opuszczone i w ogóle nie chlujnie... Część gdzie zamieszkują ludzie żyjący zwykłym codziennym życiem jak dla mnie jest w opłakanym stanie... Wsie nie wyglądają jak polskie wsie, zero wielkich gospodarstw, ogródków i zwierząt - ich wieś to małe białe chatki, wokół których nie ma roślin, kwiatów i krzewów tak jak u Nas. Zwiedzać także nie ma, czego, więc Bułgarii (tej części, w której byłam) nie polecam dla osób, które uwielbiają latać po pięknych zabytkowych budowlach czy muzeach. Moim zdaniem Złote Piaski i Słoneczny Brzeg to idealne miejsce, aby cały tydzień spędzić na drinkowaniu, klubach i oczywiście na odpoczynku i opalaniu na plaży. Idealnie jest udać się tam z grupą przyjaciół albo we dwójkę tak jak my to zrobiliśmy. Jest to idealnie miejsce dla młodych osób. Wraz z moim mężem cieszymy się bardzo z wyjazdu i aż szkoda było wracać do domu. Bawiliśmy się świetnie i nie jedną noc spędziliśmy wyginając się w jakimś klubie. Co do plaży najlepsze jest to, że woda w morzu była cieplejsza niż w basenie należącym do hotelu, w którym mieszkaliśmy. Niebo! Mogłabym mieć pod nosem codziennie morze i plażę :) 

Ok, więc już koniec tych moich wywodów i przechodzę do pokazania Wam moich zakupów. Kiedy weszłam do drogerii mój K. ulotnił się od razu wiedząc, że spędzę tam dłuższy czas, więc korzystając z okazji poleciał do innego sklepu, typowo stworzonego dla niego, aby nie zamulać i nie chodzić za mną pomiędzy półkami ;) Kupiłam bardzo dużo, kiedy przyjechałam do domu i wypakowałam to wszystko w szufladę, w której mam zapasy byłam w szoku ile tego mam i będę to wszystko zużywać chyba przez rok! Jak nie rosyjskie produkty to teraz kilka buteleczek przybyło z Balea i Alverde ;) No, ale trudno, nie zapłaciłam dużo, ponieważ kosmetyki te są bardzo tanie a kolejnej okazji do odwiedzenia tej drogerii w przeciągu następnych kilku lat mieć nie będę. Czyli jestem rozgrzeszona! ;)

  • Alverde, Maska oraz szampon z aloesem i hibiskusem
  • Balea, Odżywka i szampon z mango i aloesem
  • Balea, Odżywka bez spłukiwania z mango i aloesem 
  • Alverde, Odżywka do włosów z migdałem i arganem
  • Alverde, Maska do włosów z awocado i masłem shea
  • Alverde-Serum/ fluid na zniszczone końce włosów- z olejem z pestek awokado i shea
  • Alverde, Olejek migdałowo-arganowy do włosów
  • Alverde, Masło do włosów z awokado i masłem shea
  • Balea, Szampon dodający objętości


W aptece kupiłam maskę do włosów oraz olejek na końcówki Makadamia, produkt kiedyś bardzo wychwalany przez zagraniczne blogerki. Nie spodziewałam się, że natknę się na ten produkt, więc mój mąż kazał mi go kupić żebym później nie marudziła, że miałam okazję go wypróbować. Ciekawość zżera mnie straszna, ale na razie czeka w kolejce na swój debiut ;) 


W Bułgarii produkty, które możemy spotkać na każdej ulicy to są to produkty z róży, rodzinie przywiozłam kremy do rąk i balsamy zaś sobie kupiłam wodę różaną oraz balsam do ust. 


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...