Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maybelline. Pokaż wszystkie posty

piątek, 3 października 2014

Mój wybawiciel! Cień w kremie, który pobił wszystkie bazy! Maybelline Color Tatoo...


Baz pod cienie w mojej karierze kolorówkowej miałam już kilka i żadna się nie sprawdziła! Może nie dosłownie, ponieważ niektóre sprawdzały się trochę lepiej a prawdę mówiąc inne w ogóle nie podołały wymaganiom, jakie im stawiałam zaś ten produkt, czyli cień w kremie z Maybelline pobił wszystkie, ponieważ żaden inny produkt nie przedłużał trwałości cieni na aż tak długo. Cień Color Tatoo kupiłam, ponieważ podobało mi się jego wykończenie i chciałam go używać, jako cień bazowy podczas wykonywania ciemniejszych makijaży. Taki makeup gości u mnie tylko od czasu do czasu, więc ten cień także i dużo czasu zeszło mi na tym, aby w końcu zorientować się, że to on utrzymuje moje cienie na miejscu przez całą noc podczas imprezy. Zazwyczaj po imprezie, od razu zmywałam makijaż nie oglądając w lusterku jak trzyma się podkład czy tym bardziej cienie, więc jego magiczne działania zauważyłam dopiero, kiedy zaczęłam używać jego mikroskopijne ilości do makijażu dziennego.


Tutaj już dawno zamieszczona recenzja tego produktu.  Ale koniecznie chciałam Wam o nim wspomnieć jeszcze raz! 


czwartek, 21 sierpnia 2014

Ulubione pomadki na lato!



Przedstawiam Wam moje ulubione letnie pomadki! Z pomadkami moja historia nie jest zbyt długa, ponieważ wcześniej stawiałam bardziej na błyszczyki i to częściej chodziłam po prostu bez niczego na ustach. Miałam kilka w mojej kolekcji, ale leżały i tylko się kurzyły, błyszczyki jak i pomadki. Zakochałam się w szminkach od kilku tygodni a spowodowała to jedna z nich znajdująca się na zdjęciu... mowa o pomadce MAC Angel! Kiedy byłam w Mac-u poprosiłam, aby nałożono mi ją na usta i nie mogłam się na patrzeć ;) Postanowiłam bez wahania ją kupić i od razu po tym poleciałam do drogerii po inne egzemplarze pomadek. Od tamtego dnia, kiedy tylko wychodzę z domu muszę mieć pomalowane usta :) Mam nadzieję, że będzie tak dalej, ponieważ w końcu zrozumiałam, że podkreślone usta na prawdę wnoszą bardzo wiele do makijażu. 

  1. Catrice Pure Shine Colour 030 Don't thing just pink - jest to pomadka i błyszczyk w jednym a dodałabym, że i masełko do ust. Zostawia piękny delikatny kolor, nawilża usta oraz ładnie odbija światło. Używałam jej praktycznie cały maj i czerwiec. 
  2. MAC Angel - bardzo delikatny codzienny delikatny róż, odbija światło i ma delikatne mokre wykończenie. Moim zdaniem ideał, który będzie pasował dla każdej kobiety. 
  3. Rimmel by Kate Moss 101 - delikatny róż, jest trochę bardziej napigmentowana niż Angel, ale to tylko dlatego że ma satynowe wykończenie. 
  4. Maybelline Color sensational Shocking Coral 910 - już bardziej odważniejszy kolor, i bardziej rzucający się w oczy. Wykończenie satynowe z dodatkiem delikatnie nawilżającego, które ładnie odbija światło. 
  5. Golden Rose Velvet Matte 08 - moim zdaniem jest to fuksja, o wykończeniu matowym.



sobota, 15 lutego 2014

Ulubieniec podwodnych wakacji - tusz Maybellne Rocket volum express wodoodporny

Dzisiaj w końcu przyszedł czas na recenzję produktu, który królował na moich rzęsach w wakacje! Tak w wakacje ;) Długo musiał czekać na swoją recenzję tylko nie wiem, dlaczego ponieważ robił mega efekt na moich rzęsach. Przygoda z tym tuszem jest całkiem inna niż z innymi, ponieważ pozostałe, aby nadawały się do użytku - przynajmniej przeze mnie muszą trochę podeschnąć a ten tusz dawał najlepszy efekt, kiedy był jeszcze rzadki, nowy tylko po otwarciu. 
A mowa o tuszu wodoodpornym ROCKET volum express z Maybelline


Najbardziej odporny i oporny na wszystko tusz, jaki miałam! Woda w morzu jak i w basenie, deszcz, śnieg oraz łzy go nie ruszą. Mają z nim nawet problem niektóre płyny, które są przeznaczone do tuszy wodoodpornych. Dla jednych jest to minus zaś dla drugich to jest plus. Moim zdaniem trochę upierdliwe :D
Demakijaż płynem przeznaczonym do takich produktów zajmuje nam dłuższą chwilę, zaś żaden płyn micelarny, jaki stosowałam go nie ruszył. Kiedy zobaczyłam, że skończył mi się płyn do demakijażu wodoodpornego jedynym rozwiązaniem było potraktowanie go oliwką z babydrem, którą stosowałam wtedy do włosów i nawet ona miała z nim problem, ponieważ z wacikami na oczach musiałam spędzić około 10 minut. Więc jak chcecie kupić ten produkt zaopatrzcie się od razu w dobry płyn do demakijażu. 
Demakijaż to istna katorga a z drugiej strony pływając w basenie czy w morzu mamy pewność, że nic go nie ruszy! I przez całe wakacje królował na moich rzęsach podczas takich wypadów. 
No cóż - coś za coś ;)

Co do efektów, jakie daje na rzęsach to moim zdaniem jest to efekt mega sztucznych rzęs i właśnie jak już trochę czytacie mojego bloga to wiecie że efekt ten uwielbiam! 
Rzęsy są mega wydłużone.
Czy skleja?? To tak, ale zawsze, kiedy chcemy uzyskać efekt sztucznych rzęs będą one trochę sklejone. Nie mówię oczywiście o efekcie trzech rzęs na skrzyż! ;)
Rzęsy mam proste a tusz ten po użyciu zalotki utrzymuje podkręcenie przez cały dzień - ale taki efekt uzyskamy raczej po każdym tuszu wodoodpornym.
Super efekt uzyskamy już po kilku przeciągnięciach nie musimy nakładać kilku warstw ;)
I co najważniejsze nie ma mowy o osypywaniu się.

Jest strasznie wydajny, jeżeli tak można powiedzieć o tuszu, ponieważ używałam go przez całe wakacje oraz trochę po i dalej jeszcze jest go dużo w opakowaniu. Czas go już wyrzucić, ponieważ trochę zasechł i nie daje takiego fajnego efektu a po za tym każdy tusz staram się używać przez pełne trzy, cztery miesiące i wyrzucać. 



Niestety nie zrobiłam zdjęć z tym tuszem na rzęsach a w tej chwili nie daje efektu takiego jak na początku, ponieważ jest już otwarty od wakacji a w wakacje był używany przez cały czas ;) Znalazłam kilka zdjęć więc może, chociaż trochę odzwierciedlą jego prawdziwe oblicze! ;) 

A jak u Was się sprawdzał??? ;) 

wtorek, 23 lipca 2013

Tusz Maybelline One by One - recenzja



Cześć Dziewczyny!!! ;)

Od prawie 3 miesięcy używam tuszu Maybelline ONE by ONE i do napisania kilku słów na jego temat zabierałam się już dłuższy czas :) wreszcie się za to wzięłam ;)




Jest to "chyba" mój pierwszy tusz o sylikonowej szczoteczce, broniłam się przed nimi, ponieważ bardzo dobrze sprawdzały się u mnie szczoteczki tradycyjne. Mam, co  do niego mieszane uczucia...


Szczoteczkę ma sylikonową dosyć dużo, nabiera wystarczającą ilość tuszu. Owalna, łatwo dotrzeć do wszystkich nawet najdrobniejszych rzęs przy kąciku oka.






Kiedy użyłam go pierwszy raz efekt, jaki dał na rzęsach był okropny! Skleił je strasznie i ze wszystkich moich rzęs zrobiło się ich dosłownie 4... Zaczęłam używać go zimą, ale po kilku zastosowaniach i po efekcie, jakim dawał zamknęłam go i zostawiłam, aby trochę podsechł. Na zimowe dni się nie nadaje, ponieważ kiedy wracałam do domu i padał śnieg wróciłam do domu z całą twarzą czarną... Na szczęście śnieg zaczął padać jak już wracałam z uczelni do domu! Zamieniłam go wtedy na tusz z Essence, który nie jest także wodoodporny a nie rozpuszczał się pod wpływem kilku kropel wody.

Nie ogarniam tego tuszu w ogóle! Zimą, kiedy dostało się do niego kilka kropel wody - miałam całe oczy czarne i rozmazane, zaś, kiedy chcę zmyć go płynem micelarnym schodzi dość ciężko i trzeba potrzymać wacik z płynem dość długo na oczach. Bioderma także nie dawała sobie z nim rady i przy każdym micelu trzeba męczyć się tak samo.




    • Kolor ma bardzo czarny i intensywny. 
    • Skleja rzęsy, ale ja lubię taki efekt
    • Trzeba nauczyć się go używać, bo inaczej możemy zrobić sobię masakrę na oczach - chodzi mi o ich sklejenie
    • Rozdziela fajnie, ale tylko przy jednej warstwie tuszu a mi taki efekt nie wystarczy
    • Trochę podkręca, ale moje rzęsy są bardzo proste dosyć ciężko to osiągnąć
    • Wydłużenia spektakularnego nie zauważyłam
    • Osypuje się





A jak u Was się sprawdził?? :) Ja już do niego nie wrócę ;)

czwartek, 4 lipca 2013

Maybelline DREAM SATIN liquid - recenzja + wyniki rozdania :)



Cześć!!

Disiaj recenzja produktu, który uratował mój makijaż, kiedy moja cera była strasznie wysuszona i wszystkie podkłady podkreślały mi suche skórki i suchość całej twarzy.


Opakowanie: szklana buteleczka z pompką

Konsystencja: nie jest gesty, zachowuje się jak mus

Pojemność: 30ml

Cena: ok 30zł




Moja opinia: Podkład jest bardzo lekki i trwały, czego się nie spodziewałam, ponieważ nawilża i to dość dobrze - nie podkreśla suchych skórek i przesuszonej cery. Rozświetla skórę a zarazem delikatnie naturalnie matuje. Efekt ten utrzymuje się kilka godzin, zaś po kilku godzinach zaczynam świecić się jak latarnia i potrzebuję przypudrowania. Nie przeszkadza mi to ;) wolę raz na jakiś czas przypudrować twarz niż chodzić przez cały dzień z suchą twarzą - co naprawdę wygląda okropnie! Super ją wygładza.
Nie podkreśla rozszerzonych porów. Nie zapycha.

Aplikując go musimy się trochę pobawić z jego rozprowadzaniem. Długo się wchłania, przy czym tylko po nałożeniu trochę się klei.

Daje lekkie do średniego krycia - raczej nie da się uzyskać nim efektu maski ;)


Uważam, że jest idealny na zimę, niestety latem się nie sprawdzi w powodu wysokich temperatur będziemy dość szybko się błyszczeć.


Mój kolor to 010 IVORY


Czy kupię ponownie??? Zapewne tak  ;)




Wyniki rozdania!!!
Zwycięzca:

Camille

 Gratuluję wygranej!! I czekam na e-mail z adresem do wysyłki ;)
sywiablog@vp.pl
 A Wam, dziewczyny dziękuję za udział w zabawie ;) 

sobota, 11 maja 2013

Maybelline Color Tattoo 35 On and on Bronze - cień w kremie

Cień w kremie, nad którym się zastanawiałam dość długo ze względu na jego cenę ;) aż wreszcie się zdecydowałam na kolor 35 - On and on Bronze - neutralny, brązowy cień, który wpada w złoto oraz w srebro - wszystko zależy od światła.


Cień jest idealny, jako baza a także możemy stosować go samodzielnie, jako cień i makijaż oczu mamy gotowy.
Cienie z tej kolekcji są dość trudno dostępne, ponieważ kiedy ich szukałam nie były dostępne w każdej szafie Maybelline - cienie znalazłam dopiero w Super-pharm.


Opakowanie:  cień zamknięty jest w szklanym solidnym słoiczku z czarną plastikową nakrętką. Plusem jest to, że przez szkło widać dokładny kolor produktu.

Wydajność:  produkt
jest niesamowicie wydajny - przez jakieś 2 miesiące był on podstawą mojego codziennego makijażu i do dzisiaj nie widać praktycznie zużycia. Dzięki temu mam ochotę na jeszcze jeden kolor :D


Konsystencja:  cień jest dość twardy, ale po dotknięciu go palcem od razu jakby się rozpuszcza i możemy go bez problemu zaaplikować na powiekę. Ja aplikuję go właśnie palcem. Super się rozprowadza i blenduje z innym kolorem.



Kolor:    neutralny, brązowy cień, który wpada w złoto oraz w srebro - wszystko zależy od światła. Możemy go budować od prawie niewidocznego do pełnego i głębokiego ciemnego koloru.

Trwałość:  jest bardzo trwały - lepszy, niż jakie kolwiek bazy, z którymi miałam do czynienia - moje powieki "pocą się" :D szybko cienie się zbierają (bez bazy) - po jego użyciu cienie nałożone na niego trzymają się cały dzień.


Zastosowanie: często stosowałam go, jako bazę - utrzymuje inne cienie bez naruszenia ich przez cały dzień oraz daje piękny kolor, zaś, kiedy się spieszyłam nakładałam go na całą powiekę i pięknie wyglądał, jako cień nawet sam robi śliczny makijaż.

sobota, 20 kwietnia 2013

Maybelline Afinitone - kocham i nienawidzę - recenzja


Dokładnie kocham go i nienawidzę - kocham, bo czasami daje piękny efekt na twarzy a czasami mam chęć wyrzucić go za okno za masakrę, jaką robi.


Podkład można kupić w drogerii na promocji za ok 20zł



W zależności od stanu a dokładnie stopnia nawilżenia mojej cery daje różne efekty na twarzy. .
Kiedy jest w dobrym stanie - nawilżona, bez skórek to podkład wygląda ślicznie na twarzy. Rzeczywiście dopasowuje się do koloru cery, matuje na długie godziny, nie podkreśla porów, długo się utrzymuje i nie widać go na twarzy - wygląda naturalnie, kiedy go bardzo mało nałożymy, bo możemy z n im przesadzić i uzyskać efekt maski, ale to szybciej nam się zdarzy, kiedy nasza skóra jest wysuszona.

Nakładanie go jest dość pracochłonne, ponieważ długo musimy go wmasowywać - rozprowadzać po twarzy, aby nie zostały żadne smugi.

Krycie ma średnie - mi wystarczy

Zaś, kiedy jest wysuszona robi na niej masakrę! Producent zapewnia nam nawilżenie na twarzy. Ja nic takiego nie zauważyłam, matuje skórę na wiele godzin i ma matowe wykończenie, szybko wysycha po nałożeniu i się nie klei. Strasznie podkreśla pory i wszystkie suche skórki.


Nie zapycha - co u mnie jest bardzo ważne



Konsystencja: strasznie lejący, przy wydobywaniu go trzeba uważać, aby nie wyleciało za dużo produktu z tubki, co często mi się zdarza

Opakowanie:  zwykła plastikowa tubka


Ja mam odcień najjaśniejszy, jaki możemy dostać w polskich drogeriach, czyli 03 Light Sand Beige




A jak u Was się sprawdził???

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Tusz do rzęs Maybelline, Colossal Volum` Express Smoky Eyes - recenzja


Hej Dziewczyny :))

Dzisiaj pierwsza recenzja tuszu do rzęs ze zdjęciami i efektami, jakie daje na zdjęciach :))
Mam nadzieje, że się Wam spodoba :))

Maybelline Colossal Volum Express Smoky Eyes jest to kolejna wersja kultowego tuszu do rzęs Maybelline Colossal Volum Express, którego kiedyś kupowałam non stop :) recenzja tutaj



W tuszowaniu rzęs oczekuję efektu sztucznych rzęs - lubię, kiedy są grube, długie i podkręcone, niestety z tym ostatnim mam problem, ponieważ moje rzęsy są dość trudno do ujarzmienia.
Uwielbiam efekt sztucznych rzęs i zawsze tego oczekuję od tuszu. Moje rzęsy nie są długie ani grube i gęste, ale jak najbardziej staram się uzyskać to właśnie za pomocą tuszy :))




Kiedy kupiłam ten tusz musiałam go otworzyć i poużywać kilka razy a następnie odłożyć go, ponieważ był tak rzadki, że nie dało się z nim pracować. Rzęsy były posklejane i w ogóle niewydłużone. Ale byłam na to przygotowana, ponieważ mam tak praktycznie ze wszystkimi maskarami z Maybelline.
Na szczęście później jest już wszystko dobrze, produkt trochę gęstnieje i spisuje się świetnie :)


Co do efektów, jakie daje to rzęsy są mega pogrubione, nie dość, że pogrubia każdą pojedynczo to jeszcze zdarza się, że je trochę skleja.
Wydłuża na pewno, ale niestety nie podkręca jak jest to widoczne na ostatnim zdjęciu. Jak już wspominałam moje rzęsy są proste, tusz podkręca je na jakąś godzinę czy dwie a później rzęsy stają się proste.




Szczoteczka jest strasznie gruba i wielka. Na początku myślałam, że będzie mi to strasznie przeszkadzać, ale jakoś się przyzwyczaiłam.
Jedyną wadą malowania tak dużą szczoteczką jest to, że zawsze pobrudzę sobie dolną lub górną powiekę i muszę wycierać to patyczkiem. Na szczęście tusz, kiedy jeszcze jest mokry schodzi nawet suchym patyczkiem. Nie musimy bawić się wodą ani płynem micelarnym.




Co do zmywania to także nie ma z nim problemu, schodzi od razu po zastosowaniu nawet byle, jakiego płynu do demakijażu. Bez problemu można go zmyć czystą wodą z kranu.




Jedyną wadą, jaką zauważyłam w tuszu to jest to, że pod koniec dnia zaczyna się już delikatnie osypywać.


Tusz jest bardzo napigmentowany i ma piękny, mocny czarny kolor.

Cena to ok. 30zł


Zdjęcia są robione z dwiema warstwami tuszu do rzęs



A jak u Was się spisywał??? :) Jakie polecacie tusze z Maybelline??? :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...