Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Paese. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 8 stycznia 2015

Pudry Paese - bambusowy i ryżowy, porównanie


Dawno mnie nie było ale święta, sylwester i małe problemy rodzinne pochłonęły całkowicie mój wolny czas, nie zdążyłam do końca przygotować wszystkiego co bym chciała więc dzisiaj mam dla Was porównanie dwóch dosyć popularnych sypkich pudrów do twarzy z firmy Paese! Za jakiś czas możecie spodziewać się ulubieńców roku 2014 i tam moje totalne perełki. Przechodząc do głównego temu postu do pudry Paese nie są jedynymi, które aktualnie mam w swojej toaletce, ale już na początku tego postu mogę Wam szczerze powiedzieć, że są na prawdę godne przetestowania a może i nawet powrotu do nich i zakupienie kolejnych opakowań. Pierwszym z nich, o którym usłyszałam był puder ryżowy, pytałam i specjalnie chodziłam do jednej z osiedlowych drogerii z tego względu, że tylko tam w mojej okolicy mogłam znaleźć produkty Paese, niestety przy każdym moim przelotnym wejściu nie było ani jednego ani drugiego. Pewnego razu zaś, kiedy już na siłę potrzebowałam pudru i wzięłabym jakikolwiek tylko bym tam znalazła, trochę mi się poszczęściło i akurat trafiłam na ostatnią sztukę bambusowego, więc nie było innego wyjścia tylko szybko go kupić i używać. Dopiero po kilku miesiącach od zakupu tego pierwszego udałam się do tej drogerii i o dziwo zobaczyłam na półce, że jest dostępny ryżowy, więc mimo tego, że miałam jeszcze produktów tego typu pod dostatkiem postanowiłam go kupić, ponieważ drugiej takiej okazji mogłam już nie mieć przez następne kilka tygodni ;) Obecnie pudru bambusowego mam już nie wiele i pozostało mi go dosłownie na kilka aplikacji zaś ryżowego zostało mi 3/4 opakowania. Więc dopóki mam je jeszcze oba na stanie szybko zabrałam się za to, aby trochę o nich Wam wspomnieć. 


W takim razie przejdę może na początku do spraw związanych z opakowaniem, które w obu produktach już się różnią z tego względu, że na przełomie tych kilku miesięcy, w których już go nie poszukiwałam tak szaleńczo i intensywnie używałam jego brata zostało zmienione opakowanie, na szczęście na dużo lepsze. Wizualnie stare opakowanie jest całościowo bardziej okrągłe i jest wykonane z dużo cieńszego i gorszego jakościowo plastiku zaś aktualne jest trwalsze, grubsze i tylko po trzymaniu go w dłoniach czuć, że nie jest to byle, jaki produkt, który po upadku może się połamać i cała jego zawartość skończy na podłodze a później w odkurzaczu ;) Różnicę wizualną możecie zobaczyć na zdjęciu poniżej. Puszek zaś, który dodają do swoich pudrów nie zmienił się, a szkoda, ponieważ nie lubię go używać i nie jest on godny uwagi. Najlepsze puszki, które do tej pory miałam to te, które możemy dostać w Inglocie oraz perfumerii Sephora. Puszek Paese jest cienki i zbity a aplikując nim puder bardzo łatwo można uzyskać przesadzony efekt, czyli mega pudrowość aż do efektu cake, który jest mega obleśny! A po za tym, jeżeli by jakimś dziwnym trafem mi się sprawdził, przeżyłby tylko do pierwszego mycia z tego względu, że pewnie by się porwał. Więc jeden i drugi poszedł od razu w odstawkę. Zapomniałam wspomnieć o bardzo ważnej kwestii dotyczącej opakowania a dokładnie chodzi o jego użyteczność podczas podróży i porządku, jaki za tym idzie. Stare opakowanie posiada w środku tylko dosyć duże dziurki, które podczas noszenia opakowania  np. w torebce, sprawia, że cała zawartość wysypuje się do wieczka, po czym kiedy otwieramy duża ilość produktu wysypuje się i lata w powietrzu. Nie dość, że marnujemy produkt to jeszcze brudzimy sobie nie raz ubranie, ponieważ cały pył osiada na naszych spodniach bluzce bądź meblach. Nowe opakowanie zostało unowocześnione, i dodali do niego plastikową ochronę, która po przekręceniu zamyka bądź otwiera dziurki, przez, które wydobywamy produkt. Jest to mega pomysł ze strony firmy i kiedy otworzyłam po raz pierwszy nowe opakowanie byłam mile zaskoczona, już teraz nie ma mowy o jakiejkolwiek chmurze wywołanej po otwarciu pudru. Ze starym opakowaniem poradziłam sobie i tak, ponieważ nie nawidziłam takich niespodzianek po otwarciu, więc cały czas w środku opakowania znajdował się puszek z Sephora, który jest dosyć szeroki i po zamknięciu opakowania nie przesuwał się z tych małych otworków, co nie powodowało wydobywania się produktu do wieczka. Od razu wspomnę, że nie był to puszek, którego używałam, był cały czas czysty i świerzy puszek, którego wyjmowałam z pudełka jedynie podczas pobierania z niego pudru. Oba pudry są miałkie i mega zmielone i coś mi sie wydaje, że są to najbardziej zmielone pudry, jakie do tej pory miałam. Ale pod palcami i tak wydaje mi się, że puder ryżowy jest trochę delikatniejszy i podobny jest to pudru z Makeup Forever HD, nie miałam go jeszcze, ale bardzo chciałabym kiedyś go kupić, więc nie raz w perfumerii Sephora podchodziłam do niego macałam i dotykałam ;) 
Po kilkunastu dniach używania przy różnych podkładach i kremach wiem, już, czym różnią się oba te produkty. A więc zacznę od mojego już zdenkowanego, czyli pudru bambusowego. Jest on jak już wyżej wspomniałam mniej zmielony, nakładając go na twarz mamy efekt matowy, ale po kilku minutach staje sie on satynowy i wtapia się idealnie w skórę nie widać efektu pudrowości jedynie przez pierwszych kilka minut. Puder ryżowy zaś jest mega miałki i delikatny, dużo mniej go trzeba, aby uzyskać mat na twarzy, więc tym bardziej trzeba z nim uważać, ponieważ łatwo możemy tą twarz zamienić w sztuczną matową maskę i nie wygląda to moim zdaniem ładnie, wolę naturalniejszy efekt, dlatego będzie on jeszcze bardziej wydajny niż bambusowy, bo jego trzeba dosłownie połowę tego, co wcześniejszego. Mimo tego, że nakładam go mniej, mat jest dużo bardziej widoczny i dłużej się utrzymuje na twarzy, więc naturalny delikatny efekt matowy uzyskujemy po około godzinie od aplikacji, tak samo ładnie się wtapia i wygląda wtedy super! Podsumowując uważam, że puder ryżowy ze względu na jego dużo lepsze właściwości "matowe" będzie idealnym pudrem letnim, zaś bambusowy na zimę. Moja skóra podczas letnich miesięcy strasznie się błyszczy, zresztą jak u wszystkich a bambusowy nie dawał do końca sobie z nią rady na dystansie kilku godzin, zaś, kiedy kupiłam i użyłam kilkakrotnie ryżowego już pod koniec tych upałów sebum nie wychodziłam tak mocno na wierzch przez kilka godzin, a poprawki także musiałam robić rzadziej niż przy bambusowym. W moje toaletce mam jeszcze trzy opakowania innych pudrów i już wiem, że będą słabsze i bardziej satynowe, więc idealnie mi się sprawdzą na zimę, zaś puder ryżowy schowam i będę czekała na jego używanie podczas następnych wakacji. Na szczęście ma długi okres ważności, bo aż 24 miesiące, więc bez problemu może sobie grzecznie leżeć i czekać.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...