Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pharmaceris. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Pharmaceris. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 listopada 2014

Podkład apteczny, który okazał się bublem - Pharmaceris delikatny podkład intensywnie kryjący


Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj niestety post dotyczący produktu, który mi się wcale nie sprawdziła a mowa podkładzie intensywnie kryjącym od Pharmaceris. Z tego, co pamiętam to jest to chyba mój pierwszy apteczny podkład i ooo tuaj wielka klapa... Czy odważę się teraz na zakup innego tego typu podkładu? Sama nie wiem, ale wątpię. Produkt kupiłam rok temu, przed wyjazdem na wakacje. W tamtym czasie miałam jeszcze trochę problemów ze skórą twarzy, więc kierując się nazwą podkładu, czyli "delikatny fluid intensywnie kryjący" postanowiłam go kupić i zabrać ze sobą w ciepłe kraje. Byłam pewna, że jeżeli jest to podkład intensywnie kryjący to jest przeznaczony dla cery trądzikowej, czyli jednym z jego głównych zadań będzie matowienie i super się sprawdzi podczas upałów, ale cóż pomyliłam się... 



Podkład zamknięty jest w plastikowym 30 ml opakowaniu z wygodną pompką typu airless. Pompka na wielki plus, ponieważ zużyjemy na pewno podkład do samego końca, bez pchania tam paluchów i jakich kolwiek bakterii itd. Opakowanie także solidne, nie ma obawy, że zniszczymy je podczas podróży bądź upadku na ziemię. Posiada spf 20. Mi to nie robi czy podkład posiada czy nie, ponieważ i tak zawszę nakładam swój oddzielny produkt z filtrem, ale jeżeli osoba, która nie ma pojęcia jak ważna jest ochrona przeciwsłoneczna kupi ten produkt, chociaż na jakiś czas będzie delikatnie chroniona. Rozprowadzając podkład mam wrażenie, że ma dosyć bogatą konsystencję a zarazem nie jest gęstym produktem. Do rozprowadzenia go po całej twarzy wystarczy mi połowa pompki. Rzeczywiście intensywnie kryje, ale nie jest to krycie, jakie daje np. Revlon czy Estee Lauder, czyli krycie od średniego do bardzo dobrego nie uzyskamy nim pełnego krycia chyba, że chcemy zrobić sobie ciasto na twarzy. Podkład aplikuję jedynie dłońmi, ponieważ nakładany pędzlem do podkładu robi straszne smugi, zacieki, nie wtapia się w cerę oraz waży się od razu po nałożeniu a efekt maski mamy murowany. Beauty Blenderem uzyskuje podobny efekt, czego nigdy bym się nie spodziewała! Aplikacja jest bardzo uciążliwa z tego względu, że na początku musimy go dobrze rozsmarować a na koniec wklepać w skórę. Na twarzy nie daje matowego efektu jest to efekt satynowy. Przed przypudrowaniem strasznie się lepi i aby doprowadzić go do stanu gdzie będę mogła spokojnie aplikować bronzer, róż, itd. aby nie narobić sobie plam nie dość, że muszę kilka minut odczekać to jeszcze porządnie go przypudrować.  Tuż po aplikacji i około godziny, góra dwóch podkład na prawdę wygląda ładnie zaś później zaczyna się zabawa. Podkład zaczyna się niemiłosiernie błyszczeć, ale nie jest to tylko nadmiar sebum w strefie T tylko na całej twarzy: na skroniach, policzkach a nawet na szyi gdzie nim przeciągałam, aby się nie odcinał. Zaczyna się strasznie ważyć i robi się nam brzydkie ciasto, a do tego się utlenia i zmienia kolor różu oraz bronzera. Strasznie brudzi ubranie, rozmazuje się po twarzy, a kiedy rozmawiam przez telefon mój cały policzek zostaje na ekranie telefonu. Bardzo łatwo uzyskać nim efekt maski. 
Nie zapycha. 

Mój odcień to 02 - kolor, który wpada delikatnie w róż (kolejny jego minus) 

Zostało mi go już bardzo niewiele i na siłę go kończę, ponieważ szkoda mi wyrzucać produkty, który sama kupiłam. Męczę go i nakładam jedynie na bardzo krótkie wyjścia. 


Używałyście???
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...