czwartek, 18 grudnia 2014

Sławna pasta Angel on Bare Skin! O tym jak sprawdziła się w mojej pielęgnacji...


O produktach marki, Lush słyszałam już od bardzo dawna, niestety nie miałam do niej dostępu przez kilka ładnych lat aż do momentu, kiedy mój mąż musiał jechać za granicę i ja oczywiście musiałam wyszukać czy sklepu, których nie ma w Polsce lub te, do których mam utrudniony dostęp będą tam na miejscu. Lush był jednym z nich! Jak na kosmetykomaniaczke przystało zrobiłam króciutką wishlistę i wszystko z niej dało się kupić a do tego produkty sprawdzają mi się znakomicie. Przy jego następnym wyjeździe pewnie znowu kilka produktów wpadnie w moje ręce, więc możecie spodziewać się recenzji Lush-owych produktów na moim blogu. 


 Pasta Angel on Bare Skin była jedną z najbardziej popularnych i przeze mnie pożądanych produktów tej firmy i dlatego postawiłam właśnie na nią, na całe szczęście był to dobry wybór, ma kilka swoich technicznych wad, ale już przed zakupem mogłam się tego spodziewać. Największą wadą produktów Lush jest i krótki termin ważności z tego względu, że są to produkty naturalne, a przez ten czas trzeba naprawdę się starać, aby je wykończyć, ponieważ są mega wydajne, mimo to, że przy ich stosowaniu nakładam ich odrobinę za dużo w porównaniu do tego ile by wystarczyło. Moje opakowanie pasty zawiera 100g produktu i kosztowało około 10 euro. Jest to dosyć sporo, zaś biorąc pod uwagę wydajność, produkt powinien mi wystarczyć na 3 miesiące codziennego stosowania i tyle właśnie wynosi jego data ważności. I miedzy innymi to jest jeden z minusów tych produktów, z tego względu, że zaraz po ich zakupie musimy zacząć ich używać, aby nam się nie zmarnowały, a tego bardzo bym nie chciała! Pasta zapakowana jest w czarny, plastikowy, zakręcany "słoiczek" bardzo schludnie i prosto wygląda w łazience. Oprócz naklejki z nazwą na opakowaniu znajduje się jeszcze skład produktu, data ważności oraz grafiką, na której jest zdjęcie i imię osoby, która wykonała nam ten produkt. Przechodząc do środka, to już po otwarciu przywitał mnie dosyć intensywny, ale o dziwo przyjemny lawendowy zapach. Pasta jest w kolorze jasnego brązu a w niej zatopione są małe migdały, dzięki którym podczas mycia twarzy mamy dodatkowo wykonywany delikatny, peeling. Czyścik jest delikatny i dzięki temu mogę go stosować codziennie i tak właśnie go używam - codziennie wieczorem po wcześniejszym demakijażu płynem micelarnym, myję twarz dzięki paście, którą przetrzymuję jeszcze chwilę na buzi. Jedyną wadę w produkcie oprócz jak wcześnie wspominałam krótkiego terminu ważności jest jej używanie. Pasta w opakowaniu jest dosyć plastyczna, ale trochę sucha i aby ją móc zaaplikować na twarz musimy niewielką ilość produktu zmieszać na dłoni z wodą, co trochę może potrwać. Taką właśnie papkę dopiero nakładamy na skórę i masujemy chwilkę. Przy jej stosowaniu nasz demakijaż będzie trał trochę dłużej, co nie dla każdego może przypaść do gustu. Mi to za bardzo nie przeszkadza, ponieważ dzięki takiej aplikacji, zapachowi i konsystencji produktu możemy poczuć się jak w SPA. Zapach działa na mnie zdecydowanie uspokajająco i relaksujące! W tym momencie odstawiłam swoją szczoteczkę Clarisonic, z tego względu, że szczoteczka także ma właściwości peelingujące a jak wiemy, co za dużo to nie zdrowo. Pewnie teraz zastanawiacie się, po co ją trzymam na buzi??? A to, dlatego że dzięki olejkom zawartym w produkcie nasza cera jest delikatnie nawilżona i po dokładnym zmyciu nie zauważyłam ani razu efektu ściągnięcia, co nie raz przy innych produktach miało miejsce. Czyścik posiada w swoim składzie glicerynę, więc po przeczytaniu składu bałam się, że składnik ten może mnie zapach, ale na całe szczęście nic takiego nie miało miejsca. Moja skóra bardzo dobrze zareagowała na tą pastę do mycia buzi. Produkt nie podrażnia, nie wysusza ani nie zapycha mimo codziennego jednorazowego stosowania. Wręcz przeciwnie, moja skóra po oczyszczeniu jest gładka, miękka, nawilżona i doskonale czysta. Po opłukaniu buzi, zostaje na niej delikatny film, który jest zasługą olejków. Moim zdaniem pasta jest na tyle delikatna, że sprawdzi się u dziewczyn ze skórą wrażliwą czy suchą, ale także u osób ze skórą tłustą, mieszaną - nie trądzikową ze względu na właściwości peelingujące. Podsumowując pasta jest produktem dosyć dobrym i przyjemnym w stosowaniu, jest ona miłą zmianą przy stosowaniu żeli oczyszczających. Na jej miejsce, kiedy będę miała możliwość na pewno kupię jakiś inny produkt tego typu, z marki Lush. 


poniedziałek, 15 grudnia 2014

Beglossy Grudzień!



Pudełko grudniowe nie miało się wcale pojawić w moich rękach! W dzień, kiedy było rozsyłane dostałam sms-a od firmy kurierskiej, że została do mnie wysłana przesyłka i że zostanie dzisiaj dostarczona, była zdezorientowana, ponieważ wiedziałam, że nic nie zamawiałam. Weszłam na moje konto bankowe i w historii transakcji zobaczyłam, że kilka dni wcześniej beglossy pobrał ode mnie pieniądze właśnie na te pudełko! Nie miałam pojęcia, że będą pobierać je, co miesiąc, więc po przeszukaniu informacji w internecie dowiedziałam się, że muszę anulować subskrypcję mimo to, że zamawiając moje pierwsze zamówiłam tylko jedno pudełko. No, ale trudno... może mój błąd... nie doczytałam czy coś... Kiedy już miałam je odebrać nie powiem byłam mega podekscytowana z tego względu, że już kompletnie miała być to niespodzianka ;) Zaś, kiedy je otrzymałam i obejrzałam nie byłam już tak radosna. Nie jest to może jakieś najgorsze pudełko w tym roku, ale jak na pudełko grudniowe świąteczne spodziewałam się petardy, ekskluzywnych kosmetyków, miłego prezentu itd. Jak możecie zobaczyć niżej pudełko jest dosyć spore i znajdują się tam pełnowymiarowe produkty, ale czy są to produkty ekskluzywnych marek??? Nivea, Vaseline czy Bell???
Pozostałe produkty, czyli SO SUSAN czy LAMBRE może i tak, ale nie są to dla mnie znane produkty, więc na ten temat nie mogę się wypowiedzieć. Za pralinkę mają delikatnego plusa, ale spodziewałam się jakiegoś gadżetu albo akcesoria kosmetycznego zamiast czekoladki, którą zjemy i nic nam po niej nie zostanie ;) Takie małe słodkości mogą wsadzać, ale w pudełkach w ciągu roku a nie w pudełko świąteczne, w którym wymagamy nieco więcej.

Żel micelarny i balsam do ciała na pewno zużyję mimo tego, że zapach przypomina mi kosmetyki, które zazwyczaj można było kupić w dzieciństwie w zestawach z kosmetykami dla małych dziewczynek. Ale nie powiem jest miły i przypomina bardzo beztroskie czasy. Lakier do paznokci? Zupełnie nietrafiony, z tego względu, że nie używam takich kolorów... ale cały czas mam nadzieję, że się do niego przekonam. Z błyszczykiem do ust jest taka sama historia z tego względu, że kolor nietrafiony, ale może... jest zima a takich ciemnych kolorów w swojej kolekcji nie mam. Róż zaś, z którego bardzo się cieszę, cena zabija, ale właśnie takich produktów mimo to oczekujemy (przynajmniej ja) poleci, jako dodatek do prezentu dla mojej mamy, ponieważ w mojej toaletce mam już kilka róży i kolejnego nie chcę już tam chomikować a wiem, że mamie się już kończy! ;)



A Wy co o tym myślicie??? ;)

sobota, 13 grudnia 2014

Podkłady długotrwałe!


Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj przyszedł w końcu czas na to abym pokazała Wam podkłady długotrwałe, które posiadam w swojej toaletce. Zbliżają się święta, sylwester oraz studniówki, więc pewnie wiele z Was szuka idealnego podkładu na takiego typu okazje. Wszystkie produkty posiadają cechę, którą kieruję się zazwyczaj podczas zakupu lub wyszukiwania kolejnego nowego podkładu dla siebie czyli - długotrwałość jest dla mnie bardzo ważna z tego względu, że posiadam cerę mieszaną i skłonną do zmian trądzikowym i w ciągu dnia nie mam czasu i nie myślę o tym, aby latać, co jakiś czas do łazienki i go poprawiać, więc kupno takiego podkładu jest dla mnie sprawą priorytetową. Podkłady, o których dzisiaj wspomnę bądź podsunę Wam tylko linki do recenzji, ponieważ dwa z nich już zadebiutowały w oddzielnych i pozytywnych postach na blogu, mają jeszcze jedną super cechę a mam na myśli idealne krycie! Wszystkie te podkłady są produktami z wyższej półki, oprócz oczywiście Revlonu zaś w porównaniu do innych, które możemy kupić w zwykłej drogerii wypada on z niej najdrożej. 



Pierwszy podkład górno półkowy, który miałam zaszczyt nosić na buzi, czyli Bobbi Brown, Long-Wear Even Finish Foundation - recenzja tutaj 





Podkład, który aktualnie jest non stop w użyciu i uważam go za podkład "prawie" idealny, czyli Mac, Studio Fix - recenzja tutaj 



Mac, Pro Longwear produkt, którego stosowałam najkrócej do tej pory, ale to tylko z tego względu, że zamawiałam go przez Internet i zamówiłam zbyt jasny kolor, a że miało to miejsce przed wakacjami to mogłam cieszyć się nim tylko kilka naście dni. Podkład długotrwały, ale konsystencją nie jest podobny do Revlonu, jest dużo lżejszy i nie ma obawy, że bardzo szybko zrobimy nim efekt maski. Utrzymuje długo mat i nie gryzie się z żadnym pudrem do twarzy, który posiadam a obecnie kilka ich jest,  więc pod tym kątem sprawdził się bardzo dobrze. Przyszły miesiące zimowe, jestem już dosyć blada więc w końcu mogłam do niego wrócić, jeszcze jakiś czas a na pewno pojawi się oddzielna dokładna recenzja. Ale już teraz mogę Wam powiedzieć że jest na prawdę bardzo dobry! 


I ostatni, czyli Revlon Color Stay, podkład, którego znają wszyscy, ponieważ wątpię, że jest jakaś osoba, która nigdy o nim nie słyszała! Od razu na wstępie powiem, że jest to podkład, którego najmniej lubię z tych wszystkich, ale jest to pierwszy podkład o tak mocnym kryciu, który kupiłam i używałam. Jest bardzo gęsty, i ciężko się go rozprowadza na twarzy, jest ciężki i wyczuwalny podczas noszenia. Utrzymuje długo mat, ale moim zdaniem ma tendencje do ważenia się oraz ciemnienia w ciągu dnia. Bardzo łatwo zrobić nim efekt maski i należy nauczyć się i bardzo delikatnie go nakładać i stopniować krycie, czyli lepiej się nim pobawić i nałożyć kilka bardzo cieniuteńkich warstw niż jedną grubą maskę! Nie jest odpowiedni dla osób, które dopiero zaczynają swoją przygodę z makijażem, ponieważ na swoim przykładzie mogę powiedzieć, że nie raz musiałam chodzić z nim na twarzy, po tym jak przy szybkim szykowaniu się zrobiłam sobie na prawdę nie złą tapetę. Aplikuję go tylko i wyłącznie gąbeczką i wtedy wiem, że efekt będzie bardzo delikatny a zarazem kryjący, pędzle oraz dłonie w moim przypadku całkowicie odpadają. Cena około 60 złotych w drogerii, zaś na promocji możemy go kupić nawet za 35 złotych, a za taką cenę właśnie spotykamy go na stronach internetowych, więc uważam, że lepiej poczekać i kupić go w drogerii na promocji po wcześniejszym dobraniu koloru. Mam dwie buteleczki - kolor, (który widzicie na zdjęciu) 150 oraz 320 - zazwyczaj mieszam je ze sobą. Kiedy mi się skończą z pewnością do niego nie wrócę, ponieważ w drogeriach jak i perfumeriach czeka na mnie jeszcze kilka podkładów długotrwałych, które bardzo chciałabym wypróbować ;) 


Miałyście te produkty???

poniedziałek, 8 grudnia 2014

Ratunek w razie przesuszeń

Kontynuując temat zimowej przemiany moje skóry, tym razem pokaże Wam produkty, które pomagają mi przy przesuszeniach spowodowanych kwasami, które mają taki skutek uboczny. Niektóre z tych produktów są już nie pierwszy raz w mojej ratunkowej apteczce zaś pozostałe na pewno kupię ponownie i polecam Wam je jak najbardziej właśnie w tym okresie jesienno-zimowym.


Dwa podstawowe produkty to Żel Aloesowy oraz krem regenerujący antybakteryjne z Avene Cicalfate. Są to kosmetyki po które sięgam najczęsciej! Pierwszy z nich czyli żel aloesowy stosuję już ponad pół roku i coś mi się wydaje że starczy mi na jeszcze kilka ładnych miesięcy, a warto wspomnieć że stosuję go praktycznie codziennie. Zaczęłam go stosować już wiosną oraz był jedynym nawilżaczem, oprócz kremu nawilżającego pod makijaż, którego stosowałam w okresie letnim, ze względu na jego lekką konsystencję. Jest idealny na lato, ze wzgledu na to że szybko się wchłania i nie lepi się na twarzy, kiedy mamy wysoką temperaturę na zewnątrz. Na zimę jest zdecydowanie za lekki i za mało nawilżający po stosowaniu kwasów i maści antytrądzikowych więc w okresie grzewczym w małej ilości nakładam go praktycznie codziennie na skórę twarzy, na noc bądź kiedy zostaję w domu wmasowuję go odrobinę po zastosowaniu serum. Natomiast drugi krem czyli Cicalfate, Avene idealnie sprawdza się po zastosowaniu kwasów oraz dwa trzy dni po ich zastosowaniu. Dzięki niemu skóra szybko wraca do odpowiedniego poziomu nawilżenia. Nie jest już taka ściągnieta i sucha. Na okres letni jest zdecydowanie za ciężki, ponieważ jest zbity, gęsty i nie wchłania się automatycznie w skórę, tylko pozostaje po nim delikatnie błyszcząca warstwa, co po zastosowaniu kwasów jest dla niej wybawieniem. Nawet kiedy przetrę twarz tonikiem z kwasem BHA 2% po 20 minutach, wsmarowuję jego cieniutką warstwę w skórę. Krem posiada w swoim składzie parafine i na początku bałam się go stosować, ponieważ wystrzegam się strasznie tego składnika, zaś po kilku zastosowaniach zauważyłam że mnie nie zapycha i zachwycona jego działaniem pokochałam go!
Kolejnymi wybawcami są produkty z Biochemii Urody, Olej tamanu oraz potrójny żel hialuronowy, które są już w mojej kosmetyczce po raz drugi i raczej nie ostatni. Zrobiłam sobie od nich dwu letnią przerwę, tylko z tego względu że chciałam przetestować także inne produkty o podobnym działaniu zaś nic nie sprawdziło się tak jak te oto gwiazdy, że nie robiłam zakupów na tej stronie po prostu o nich na trochę zapomniałam, ale koniec z tym! A więc produkty te często dodaję do kremów powyżej i ich działanie jest jeszcze mocniejsze i bogatsze. Olej tamanu działa przeciwzapalnie i ma niesamowite właściwości gojące. Dodatkowo, ma silne właściwości antybakteryjne, antywirusowe i antygrzybiczne. Często stosuję go na gojace się wypryski oraz na podrażnioną twarz, jak wyżej wspomniałam dodając go kilka kropel do innych produktów. Nie dodaję go jedynie do kremu, którego używam pod makijaż. Dobrze miesza się także z żelem hialuronowym, który jest produktem bardzo dobrze nawilżającym. I w porównaniu do oleju tamanu, kiedy moja skóra jest mocno ściągnieta dodaję go odrobinę do kremu pod makijaż. 



A wy po co sięgacie w takich sytuacjach??? 


czwartek, 4 grudnia 2014

Lakiery na jesień i zimę ;)

Cześć Dziewczyny!

Tym razem chciałabym pokazać Wam lakiery, które mam w swojej moim zdaniem nie tak wielkiej kolekcji lakierów te, które lubię używać podczas zimowych i chłodnych miesięcy! Tak jak u nas wszystkich mój gust lakierowy kiedy nadchodzi jesień drametrialnie się zmieni i z jasnych, pastelowych i kolorowych lakierów przechodzę na te o wiele ciemniejsze, zazwyczaj w kolorach czerni i zieleni. Zaś kolorem, który nadużywam w okolicy Świąt jest kolor czerwony i jest to chyba jedyny taki żywy kolor, który noszę podczas tych dwóch pór roku. W tym poście chciałabym jedynie Wam pokazać kolory tych lakierów! Nie jest to ich recenzja i wątpie że taka zbiorowa się pojawi, z tego względu że na wszystkie lakiery nakładam top coat. Wcześniej był to Seche Vite i byłam bardzo zadowolona, zużyłam kilka opakowań zaś teraz chciałam spróbować czegoś nowego i od dosłownie kilku zmian lakieru nakładam już na nie top coat z Sally Hansen!


  • Golden Rose, RICH COLOR 102
  • Golden Rose, matte 11
  • Rimmel,SALON PRO 711  Punk Rock


  • Catrice, Ultimate 840 Genius in the bottle
  • Essence, nail art magnetics 04 mystic wish!
  • Artdeco, Ceramic nail lacquer 272


  • Miss sporty, lasting color 470
  • Miss sporty, lasting color  505


  • Essie, russian roulette
  • Inglot, nail enamel 176

poniedziałek, 1 grudnia 2014

Nowości kosmetyczne Mintishop i Sephora


Z kosmetykami do makijażu także zaszalałam i powiększyłam swoją kolekcję a przede wszystkim jest to kolekcja paletek do cieni!! Na bloga dodaję posty trochę z opóźnieniem, więc jeżeli chcecie być ze mną na bieżąco zapraszam Was na mojego instagrama tutaj. A więc miałam imieniny, więc nie dość, że mój mąż mi zrobił niespodziankę to i kupiłam sobie prezenty  "od siebie dla siebie". Wy też tak robicie??? Czy tylko ja jestem taką wariatką... Przechodząc do produktu, który mnie najbardziej ucieszył to był to prezent imieninowy od mojego męża, całkowicie się go niespodziewałam i nigdy nie miałam go nawet na oku, a mowa o Paletce Smashbox Full Exposure, paletka z neutralnymi cieniami, które możecie zobaczyć na zdjęciu. Jest naprawdę piękna! Nie spodziewałam się, że tych kolorów tak na prawdę mi brakuje w codziennym makijażu. Dzięki niej mój codzienny makijaż oczu trwa dosłownie chwilę! Czy mój mąż miał właśnie taki zamiar??? Wątpię, ale udało mu się, chociaż trochę mnie pośpieszyć ;) W internetowym sklepie mintishop także zaszalałam, zaś zrobiłam to zamówienie jeszcze nie wiedząc o prezencie, jaki dostanę i tutaj także zamówiłam kilka paletek oraz dodałam jeszcze do zamówienia cztery pędzelki z Zoeva, ponieważ słysząc tyle pochlebnych recenzji byłam ich bardzo ciekawa i mnie nie rozczarowały. A więc co dokładnie znalazło się w moim zamówieniu:

  • The Balm, Nude tude paletka cieni
  • Makeup Revolution Iconic 3 paletka cieni
  • Makeup Revolution Death by Chocolate paletka cieni
  • Makeup Revolution Sugar and spice paletka róży 
  • Zoeva 234 pędzel do oczu
  • Zoeva 227 pędzel do oczu
  • Zoeva 230 pędzel do oczu
  • Zoeva 221 pedzle do oczu


czwartek, 27 listopada 2014

Peelingi ze Starej Mydlarni, jeden Hit drugi Kit!



Cześć Dziewczyny! 

Tym właśnie postem chciałabym też pokazać Wam, że w każdej firmie kosmetycznej znaleźć można produkty, które są dosłownie bublami i nie wiadomo, dlaczego weszły do sprzedaży a z drugiej strony w swoim asortymencie posiadają takie produkty, do których się wraca i kupuje jedno po drugim. Tak właśnie u mnie zdarzyło się podczas spotkania z dwoma peelingami ze Starej Mydlarni. Dwa lata temu miałam kilka produktów od nich i bardzo mi się sprawdziły, więc kiedy po raz pierwszy użyłam peelingu, którego nawet nie nazwałabym peelingiem byłam w szoku! Ale dzięki temu, że mam jeden, peeling, którego uwielbiam i wcześniej miałam produkty, które także nie źle się sprawdzały na pewno się nie odwrócę od ich produktów. Miesiąc temu będą w sklepie, zobaczyłam ich produkty na półce i przypomniałam sobie, że mój peeling starczy mi już zaledwie na kilka użyć, więc od razu zaczęłam szukać takiego samego, niestety o tym zapachu, którego ja mam nie było, został tylko jeden zaś ten zapach mi się nie spodobał, więc postanowiłam go szybko odłożyć. I w tym momencie zobaczyłam peeling także ze Starej Mydlarni zaś w dużo większym opakowaniu, a po spojrzeniu na cenę była także dosyć niska w porównaniu go wielkości opakowania. Otworzyłam go i mimo zabezpieczeniu i tak było czuć delikatny owocowy zapach, więc już się rozpłynęłam i nie było wyjścia. Biorę! Kiedy wieczorem wróciłam do domu, poszłam pod prysznic i zaczęłam rozsmarowywać go po ciele mój zachwyt minął bardzo szybko a później to już było tylko gorzej. A więc w tym poście głównymi bohaterami będą Peeling solny Lemongrass & Pineapple i Peeling do ciała na bazie soli z Morza Martwego PITAHAYA & OPUNCJA. 



Może na początek zacznę od tego produktu, do którego będę wracać non stop, ponieważ jest najlepszym, peelingiem jaki do tej pory miałam! I jest to ten peeling solny z Lemongrass & Pineapple, kosztuje około 30 złotych za 250 ml. Cena jest dosyć wysoka jak na peeling, zaś jest on bardzo wydajny, ponieważ przy stosowaniu raz na dwa tygodnie, podczas wakacji stosowałam go trochę częściej starczył mi na prawie pół roku. Na prawdę nie trzeba go dużo, aby dobrze "złuścić" naskórek. Opakowanie produktu do ponad połowy wypełniony jest solą zaś reszta opakowania zawiera olejki. Na początku używania peelingu jest z nim trochę zabawy z tego względu, że musimy uważać, aby nie wydobyć z pojemniczka więcej olejku niż peelingu, więc najlepiej trochę odsączyć nad opakowaniem a później nakładać tą papkę na skórę i masować. Duża ilość olejków i tak zostanie nie dość, że na dłoniach to jeszcze pomiędzy drobinkami, peelingującymi. Produktu w tej chwili zostało mi zaledwie na kilka zastosować, mimo tego, że olejek już nie pływa oddzielony od reszty tak jak to jest na początku to i tak jest tam jeszcze jego sporo i podczas peelingu odczuwa się go na ciele. Przechodzą do działania to jest to najlepiej złuszczający peeling, jakiego miała! Posiada duże drobinki, delikatne, które na pewno nie zrobią nam krzywdy, o ile same do tego nie doprowadzimy ;) Dzięki olejkom pozostawia skórę delikatną, nawilżoną i pięknie pachnącą! Ach ten zapach! Niesamowity... Owocowy, intensywny a zarazem delikatny, w łazience unosi się przez kilka godzin a na ciele czuć go aż do następnego dnia. Powłoka, jaką pozostawiają olejki jest bardzo delikatna i w żadnym wypadku nie potrzebna jest nam aplikacja balsamu do ciała. Jest moim numerem 1!


I teraz niestety przyszedł czas na tego, którego nawet nie chcę patrzeć. Zużyję go, ponieważ szkoda mi wyrzucać produktów, chyba, że do twarzy, jeżeli robią mi krzywdę, ale produkty do ciała jak ten zużyję, nie chętnie, ale zużyję. Ten produkt w porównaniu do poprzedniego wychodzi o wiele taniej mimo tego, że kosztuję tyle samo, czyli około 30 złotych to pojemność  jest dwa razy większa i wynosi 500ml. Produkt ma straszną konsystencję, podczas wydobywania go z opakowania i rozsmarowywania po skórze mam wrażenie jakbym rozsmarowywała margarynę! Przykleja się dosłownie do skóry a podczas spłukiwania jest problem, aby zszedł i się spłukał. Gruba jego warstwa pozostaje na skórze i całe ciało się klei. Co do peelingowania to prawie w ogóle nie ma w sobie drobinek i aby odczuć to, że coś zrobiłam ze skórą muszę stać pod prysznicem i dłuższą chwilę trzeć i rozsmarowywać a i tak dla mnie efekt nie jest zadowalający. Po pierwszej aplikacji, kiedy wytarłam się i założyłam piżamę, cała się lepiła do skóry a w miejscach gdzie nie miałam kontaktu z tkaniną wyglądałam jakbym była pokryta tłuszczem, błyszczałam się i lepiłam! Nie był to efekt delikatnego nawilżenia jak w poprzednim produkcie. Wszystko za sprawą PARAFINY! Produkt posiada w swoim składzie parafinę, ale żeby to aż taką ilość?? Peeling z Perfecty wymiękł przy nim i nie pozostawia tak strasznie grubej powłoki. Jest to strasznie irytujące, niewygodne i czuję się jakbym była dalej brudna! Przy następnej kąpieli postanowiłam najpierw wykonać peeling a później umyć się żelem do mycia ciała. Wyobraźcie sobie, że nawet płyn miał problem, aby zmyć tą tłustą warstwę ze skóry. Jak wcześniej mówiłam zużyję produkt do końca, ale będę używać go właśnie w tej drugi sposób. Co do zapachu to jest dosyć ładny, delikatny, słodki i jest to jedyny pozytywny aspekt tego produktu. 


poniedziałek, 24 listopada 2014

Wynagrodzenie rozłąki - LUSH i MAC



Jak już wcześniej Wam wspominałam w poście z moją Wish Listą, mój mąż pojechał na dwa tygodnie za granice do pracy i w związku z tym poprosiłam go aby kupił mi kilka rzeczy! Głównym punktem był sklep Lush. Miałam chęć na więcej produktów ale ze wzgledu na ich krótki termin ważności postawiłam tylko na trzy. Mój wybór padł na: Pastę do mycia twarzy Angel on bare skin, maskę oczyszczającą do twarzy Mask of Magnaminty oraz peeling do ust Baiser souffle. 
Tuż przed jego powrotem do domu, weszłam na stronę Mac i zobaczyłam ich nową kolekcję Holiday. Najbardziej spodobały mi się pudełeczka w których zamieszczone były pigmenty, a kiedy już zobaczyłam zdjęcie i kolory na innych blogach postanowiłam je kupić. Niestety na stronie internetowej Mac wyprzedano ten produkt, więc pomyślałam że może w sklepie stacjonarnym za granicą on jednak będzie... I był!!! A więc w moje rączki trafiło Objects of Affection Gold + Beige, Pigments + Glitter. 


piątek, 21 listopada 2014

Zmiekczający krem do szorstkiej skóry Iwonicznka


Cześć!

Tym razem pielęgnacja stóp, może nie stricte o produkcie, który jest przeznaczony tylko do pielęgnacji stóp, ale w moim przypadku tylko do tego najlepiej się sprawdził! A więc "gościem" dzisiejszego wpisu jest Krem do szorstkiej skóry skóry dłoni, łokci i pięt z leczniczą solą iwonicką, Medilanem i alantoiną z Uzdrowiska Iwoniczanka. Punktem w pielęgnacji, od którego najczęściej uciekam i którego w ogóle nie lubię jest właśnie pielęgnacja moich stóp, zazwyczaj zabieram się za to już w taki sposób dokładny w ostatniej chwili, czyli późną wiosną, kiedy trzeba już z powodu wysokich temperatur zmieniać buty na bardziej odkryte. Jest to spowodowane tym, że jeżeli chciałabym, aby moje stopy były w idealnym stanie cały rok, musiałabym siedzieć nad nimi codziennie po kilkanaście minut, ponieważ bardzo szybko odczuwam zgrubiałą skórę, co mnie strasznie irytuje, więc zimą tylko od czasu do czasu poświęcam na nie dłuższą chwilę i to skutkuje to tylko na krótki okres czasu. Kiedy otrzymałam ten krem do testów postanowiłam, że trudno poświęcę się i będę starała się, chociaż wsmarowywać produkt ten kilka razy w tygodniu, więc postawiłam go na półce przy samym łóżku żebym nie miała później wymówek, że mi się nie chcę po niego iść.
Krem ma swoje plusy jak i minusy, jest to przeznaczony na różne partie ciała, zaś po kilku zastosowaniach zdałam sobie sprawę, że tylko sprawdza mi się na stopach i właśnie tam używałam go przez ostatni okres czasu, a było spowodowane to właśnie tym, że ma kilka swoich minusów i na innych partiach ciała jego obecność była dla mnie wielkim dyskomfortem. Przechodząc do spraw technicznych krem zamknięty jest w plastikowej, dodam, że w miękkiej tubce z resztą jak wszystkie produkty tego typu. Opakowanie 150 ml, więc dosyć duże, i wydaje mi się, że jest pierwszym produktem do stóp, który miałam w tak dużej pojemności. Jego cena jak za taką pojemność jest także godna uwagi, ponieważ produkt kosztuje dokładnie 13.90 zł, więc moim zdaniem jest jednym z tańszych. Zapach ma bardzo delikatny wyczuwam nutkę mentolu, szybko się ulatnia. Co do składu, to tutaj niestety już tak kolorowo nie jest... Krem już na drugim miejscu w składzie ma parafinę i podczas aplikacji i kiedy produkt jest na stopach jej obecność jest wyczuwalna strasznie. Poniżej zamieszczę skład produktu. Od parafiny uciekam, ale tylko w produktach do pielęgnacji twarzy, ponieważ w tym rejonie wywołuje u mnie straszny wysyp! W pielęgnacji ciała nie zwracam na nią tak uwagę, nie lubię, kiedy jest ona w balsamach czy masłach do ciała, ale kiedy miałam peeling do ciała nie przeszkadzała mi ona tak strasznie. Dodam też, że takich produktów, używam tylko zimą, latem wystrzegam się jej nawet w produktach do pielęgnacji ciała. Kiedy dostałam produkt był to okres wakacyjny, ale pomyślałam stopy to stopy, więc i tak będę używać. Że skórę całego ciała mam zazwyczaj w dobrej kondycji, czyli stopień nawilżenia jest utrzymany na poziomie takim, jakim powinien pierwsza aplikacja produktu poleciała w stronę stóp, po kilku dniach postanowiłam posmarować miejsca, które rekomenduje producent, czyli łokcie i dłonie zaś tam produkt się nie sprawdził, ale nie ze względu na działanie tylko moje samopoczucie. A więc posmarowałam łokcie a później rozsmarowałam produkt na dłonie, krem w ogóle nie chciał się wchłonąć na rękach oraz na łokciach był ten sam efekt, dłonie były całe mokre i śliskie czułam się jakby mi się pociły aż zaczęłam wycierać ten produkt o ręcznik zaś to nic nie dało i efekt jakby coś było na dłoniach i efekt śliskości i mokrości powstawał dalej. Aplikację powtórzyłam jeszcze kilka razy w ciągu tygodnia, za każdym razem było tak samo, więc odstawiłam go i przestałam używać w tych miejscach. Co do stóp to w tym rejonie efekt był i jest podobny, po aplikacji produktu na stopy, mija dobrych kilka naście minut dopóki produkt, chociaż trochę wchłonie się w skórę stóp, odczuwamy, że są one pokryte dużą ilości parafiny, są mega wygładzone, miękkie i śliskie. Na początku irytowało mnie to strasznie zaś teraz już sie przyzwyczaiłam i dzięki efektowi, jaki uzyskuje rano jestem skłonna mu to wybaczyć i przeleżeć trochę i przeczekać ten czas dopóki będę mogła się ruszyć, aby nie zostawić całego produktu na pościeli. Pomyślicie sobie teraz "a dlaczego nie nałożysz skarpetek?" Ponieważ nie cierpię spać w skarpetach i nic mnie do tego nie zmusi a po za tym wątpię, że bym się uspała, więc i tak w końcu zniknęłyby z moich stóp. Jak już wspomniałam działanie kremu jest na prawdę bardzo dobre, czego się wcale nie spodziewałam! Krem na początku aplikowałam codziennie zaś teraz wystarczy, że dwa razy w tygodniu nałożę go na stopy. Przechodząc już do efektów to stopy są mega mięciutkie, delikatne i miękkie a efekt zmiękczenia jest rzeczywiście mega wyczuwalny! Polubiłam się z tym kremem i to bardzo a do tego jest wydajny, więc do następnych wakacji na pewno mi starczy, przynajmniej mam taką nadzieję.
Podsumowując produkt polecam tylko do pielęgnacji stóp i osobiście uważam, że jest kremem godnym polecenia tylko do tej partii ciała, jeżeli nie lubicie tracić czasu na doprowadzanie swoich stóp do porządku będzie produktem idealnym z tego względu, że efekty są rzeczywiście widoczne.



Od producenta:
Zmiękczający krem do szorstkiej skóry dłoni, łokci i pięt z leczniczą solą iwonicką, Medilanem® i alantoiną.
Specjalistyczny krem zmiękczający zalecany do codziennej pielęgnacji skóry z problemem nadmiernej szorstkości i skłonności do łuszczenia i pękania.Zawiera leczniczą sól iwonicką bogatą w cenne dla skóry minerały, które pobudzają odnowę naskórka, oraz dodatkowo Medilan®, alantoinę i witaminę E, składniki o działaniu łagodzącym, nawilżającym i zmiękczającym.
Regularne stosowanie kremu łagodzi podrażnienia oraz zapobiega pękaniu i łuszczeniu naskórka. Krem przyjemnie natłuszcza i wygładza skórę.

Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Isopropyl Myristate, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Polysorbate, Stearic Acid, Canola Oil, Petrolatum, Iodobromic Iwonicz Salt, Dimethicone, Lanolin, Glyceryl Stearate, Cetyl Alcohol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Parfum, Acrylates C10-C30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Disodium Edta, Sodium Hydroxide, Bha, Hexyl Cinnamal, Buthylphenyl Methylpropional, Limonene, Linalool, Citronellol, Geraniol, Hydroxycitronellal, Eugenol.

środa, 19 listopada 2014

Beglossy - listopad 2014!


 Cześć Dziewczyny!

Wczoraj dostałam swojego pierwszego Beglossy! Jest to moje pierwsze pudełko tego typu, które postanowiłam zamówić. Długo zwlekałam i myślałam czy zamówić, czy to się opłaca itd. Ale tym razem już złożyłam zamówienie i w końcu przyszło. Przekonałam się sama na własnej skórze, że bardzo przyjemna jest chwila, kiedy otrzymujemy pudełeczko, nie wiedząc, co jest w środku! Na szczęście w tym miesiącu trafiło mi się jedno z lepszych pudełek, które już widziałam kiedyś u innych dziewczyn. I teraz zastanawiam się czy nie zamówić kilku miesięcznej subskrypcji.

A jak Wam się podoba??? 


poniedziałek, 17 listopada 2014

Nowa pielęgnacja cery z Biochemią Urody! Walczymy z przebarwieniami....


Przyszła jesień, więc czas na zmiany... nie dość, że garderoby to i pielęgnacji włosów oraz koniecznie twarzy! W końcu mogę zacząć używać produktów z kwasami, ale co za tym idzie czas na zmianę kremów, podczas takich kuracji oraz silnych i zimnych wiatrów na zewnątrz moja skóra potrzebuje dobrego nawilżenia, więc konieczny był zakup kilku produktów oraz wyjęcie pozostałych z moich zapasów ;) Postanowiłam się zaopatrzyć w kilka nowych produktów, więc postawiłam w tym roku na Biochemię Urody. Walka z przebarwieniami i czasami wyskakującymi wypryskami dalej trwa, więc produkty, które wybrałam z ich asortymentu czytając ich opis (mam nadzieję) na pewno się sprawdzą!

Jeżeli miałyście te kosmetyki to koniecznie piszcie.


piątek, 14 listopada 2014

Podkład apteczny, który okazał się bublem - Pharmaceris delikatny podkład intensywnie kryjący


Cześć Dziewczyny!

Dzisiaj niestety post dotyczący produktu, który mi się wcale nie sprawdziła a mowa podkładzie intensywnie kryjącym od Pharmaceris. Z tego, co pamiętam to jest to chyba mój pierwszy apteczny podkład i ooo tuaj wielka klapa... Czy odważę się teraz na zakup innego tego typu podkładu? Sama nie wiem, ale wątpię. Produkt kupiłam rok temu, przed wyjazdem na wakacje. W tamtym czasie miałam jeszcze trochę problemów ze skórą twarzy, więc kierując się nazwą podkładu, czyli "delikatny fluid intensywnie kryjący" postanowiłam go kupić i zabrać ze sobą w ciepłe kraje. Byłam pewna, że jeżeli jest to podkład intensywnie kryjący to jest przeznaczony dla cery trądzikowej, czyli jednym z jego głównych zadań będzie matowienie i super się sprawdzi podczas upałów, ale cóż pomyliłam się... 



Podkład zamknięty jest w plastikowym 30 ml opakowaniu z wygodną pompką typu airless. Pompka na wielki plus, ponieważ zużyjemy na pewno podkład do samego końca, bez pchania tam paluchów i jakich kolwiek bakterii itd. Opakowanie także solidne, nie ma obawy, że zniszczymy je podczas podróży bądź upadku na ziemię. Posiada spf 20. Mi to nie robi czy podkład posiada czy nie, ponieważ i tak zawszę nakładam swój oddzielny produkt z filtrem, ale jeżeli osoba, która nie ma pojęcia jak ważna jest ochrona przeciwsłoneczna kupi ten produkt, chociaż na jakiś czas będzie delikatnie chroniona. Rozprowadzając podkład mam wrażenie, że ma dosyć bogatą konsystencję a zarazem nie jest gęstym produktem. Do rozprowadzenia go po całej twarzy wystarczy mi połowa pompki. Rzeczywiście intensywnie kryje, ale nie jest to krycie, jakie daje np. Revlon czy Estee Lauder, czyli krycie od średniego do bardzo dobrego nie uzyskamy nim pełnego krycia chyba, że chcemy zrobić sobie ciasto na twarzy. Podkład aplikuję jedynie dłońmi, ponieważ nakładany pędzlem do podkładu robi straszne smugi, zacieki, nie wtapia się w cerę oraz waży się od razu po nałożeniu a efekt maski mamy murowany. Beauty Blenderem uzyskuje podobny efekt, czego nigdy bym się nie spodziewała! Aplikacja jest bardzo uciążliwa z tego względu, że na początku musimy go dobrze rozsmarować a na koniec wklepać w skórę. Na twarzy nie daje matowego efektu jest to efekt satynowy. Przed przypudrowaniem strasznie się lepi i aby doprowadzić go do stanu gdzie będę mogła spokojnie aplikować bronzer, róż, itd. aby nie narobić sobie plam nie dość, że muszę kilka minut odczekać to jeszcze porządnie go przypudrować.  Tuż po aplikacji i około godziny, góra dwóch podkład na prawdę wygląda ładnie zaś później zaczyna się zabawa. Podkład zaczyna się niemiłosiernie błyszczeć, ale nie jest to tylko nadmiar sebum w strefie T tylko na całej twarzy: na skroniach, policzkach a nawet na szyi gdzie nim przeciągałam, aby się nie odcinał. Zaczyna się strasznie ważyć i robi się nam brzydkie ciasto, a do tego się utlenia i zmienia kolor różu oraz bronzera. Strasznie brudzi ubranie, rozmazuje się po twarzy, a kiedy rozmawiam przez telefon mój cały policzek zostaje na ekranie telefonu. Bardzo łatwo uzyskać nim efekt maski. 
Nie zapycha. 

Mój odcień to 02 - kolor, który wpada delikatnie w róż (kolejny jego minus) 

Zostało mi go już bardzo niewiele i na siłę go kończę, ponieważ szkoda mi wyrzucać produkty, który sama kupiłam. Męczę go i nakładam jedynie na bardzo krótkie wyjścia. 


Używałyście???

poniedziałek, 10 listopada 2014

Wish list

A dzisiaj kolejna dawka moich kosmetycznych zachcianek, ostatnie nie wszystkie zrealizowałam zaś mam nadzieję że w najbliższym czasie razem z tymi dojdą do skutku ;) Jedna z lepszych paletek na rynku czyli The Balm NUDE tude, zamierzam zamówić ją  tutaj razem z dwoma paletkami z Makeup Revolution, a dokładnie to:
  • Makeup Revolution Paleta cieni DEATH BY CHOCOLATE
  • Makeup Revolution Paleta 32 cieni LIKE ANGELS
Jakiś czas temu kupiłam trzy pędzelki do makijażu twarzy GlamShop ale zamierzam powiększych moją rodzinkę pędzelków jeszcze bardziej i kupić tym razem pędzle do oczy z firmy Zoeva. Stawiam na:
  • Zoeva - Soft Definer 227  
  • Zoeva - Pencil 230 
  • Zoeva - Smoky Shader 234 
  • Zoeva - Luxe Soft Crease 221 

Mój mąż pojedzie za jakiś czas za granicę więc już zrobiłam sobie listę produtków do których nie mam dostępu i jest to międzyinnymi właśnie LUSH, jeżeli miałyście coś co się dobrze sprawdzało to napiszcie w komentarzach. W tym momencie chciałabym wypróbować:
  • pastę do mycia twarzy Angel on bare skin 
  • maskę nawilżającą Oatfix
  • peeling do ust Bubblegum


Jeżeli miałyście, któryś z tych produktów koniecznie napiszcie czy warte są zakupu ;)

środa, 5 listopada 2014

Pure Collagen - suplement diety



Dzisiaj kilka słów na temat suplementu diety, który miałam przyjemność przetestować, czyli Pure Collagen, który otrzymałam od Nobel Medica. Na moim blogu nie mogłyście za często widywać tego typu recenzji z tego względu, że bardzo ciężko mi jest być systematyczną i pamiętać o spożywaniu codziennie tabletek tego typu. Nie raz kupowałam jakieś dodatki, zaś nigdy nie widziałam efektów i pewnie była to też w dużej mierze moja wina z tego względu, że nie stosowałam się do zaleceń producenta i do codziennego ich stosowania. Tym razem było inaczej! Postawiłam opakowanie w bardzo widocznym miejscu, więc cały czas praktycznie miałam na nie oko, więc nie było mowy abym opuściła, chociaż jeden dzień bez ich zażycia. 

Producent zaleca, aby spożywać dziennie aż cztery tabletki, dwa razy dziennie, więc ja spożywałam dwie po śniadaniu oraz dwie po kolacji. Skład mają bardzo naturalny, co od razu było dla mnie mega pozytywnym zaskoczeniem! Niestety ich zapach może odrzucać, ponieważ strasznie cuchnie rybami identyczny zapach jak w przypadku spiruliny, która kiedyś była moją ulubioną maseczką na twarzy. Ale kiedy już na drugim miejscu w składzie mamy kolagen rybi to mogłam się tego jak najbardziej spodziewać - więc ten mały minus i tak jest wybaczony. Na początku bardzo ciężko było mi połykać, ponieważ są dosyć duże oraz strasznie cuchną, zapach już był mocno wyczuwalny podczas otwarcia opakowania, więc odrzucał od razu, zaś po pewnym czasie już się przyzwyczaiłam i teraz nie mam problemu żeby je spożywać. W opakowaniu znajduje się 100 tabletek, więc starcza nam to prawie na miesiąc stosowania. Dużym minusem jest fakt, że tabletki kosztuję dosyć dużo, ponieważ 59 złotych czy warto??? I tak i nie... Moim zdaniem, aby uzyskać rewelacyjne efekty trzeba spożywać je trochę dłużej niż ja, zaś i tak jest to jeden z nielicznych suplementów, po którym zauważyłam efekty. 

Jak podziałały na mnie??

- poziom nawilżenia skóry znacznie się poprawił, jakiś czas temu zaczęłam stosować kwasy na twarz, więc podczas poprzedniej kuracji na początku wiosny tego roku moja skóra była mega wysuszona, tym razem już tak mocnego efektu nie zauważyłam. Skóra jest delikatnie wysuszona i podrażniona, ale bardzo szybko wraca jej prawidłowy poziom nawilżenia, na co wcześniej musiałam trochę poczekać
- elastyczność skóry oraz jędrność - wcześniej podczas rozsmarowywania kremu czy podkładu nie odczuwałam takiego efektu na mojej skórze twarzy
- nawilżenie, elastyczność i jędrność jeszcze bardziej są widoczne na skórze całego ciała, po kąpieli czy po kilku dniach bez balsamu do ciała - nie widać, aby jakoś strasznie tego potrzebowała
- wzmocnienie paznokci - ja takiego efektu nie zauważyłam, łamią się i rozdwajają w taki sam sposób jak wcześniej
- włosy - efekt także zerowy
- suplement nie wywołał u mnie wysypu, co przy innych często było pierwszym objawem ich zażywania
- skóra stała się bardziej promienna i to jest właśnie zasługa witaminy C w składzie produktu
koloryt także delikatnie się wyrównał


Wszystkie efekty, które zauważyłam może nie wywołał stricte tylko ten suplement diety, z tego względu, że zaczęłam stosować kwasy a jak wiem z poprzedniej kuracji działają na mnie fenomenalnie, zaś na pewno te produkty współgrają ze sobą i dają od siebie wszystko, co najlepsze! 



Inforamcje ze strony producenta:
Pure Collagen jest produktem ECO: tabletki są naturalne czyli pozbawione barwników i otoczki (niepowlekane), ich naturalny zapach rybi gwarantuje pochodzenie kolagenu (brak obróbki chemicznej pozbycia się naturalnej woni, by zachować jak najbardziej naturalny surowiec - zapach nie jest wyczuwalny po spożyciu). Jest produktem hipoalergicznym, składniki tabletki pozbawione są substancji alergizujących.
Każde opakowanie wyposażone jest w osuszacz w wieczku, który gwarantuje zachowanie jakości produktu. Dzięki niemu przy częstym otwieraniu i zamykaniu opakowania nie dochodzi do utleniania witamin i kolagenu.
Pure Collagen przeznaczony jest dla kobiet i mężczyzn w każdym wieku ceniących sobie zdrowy i młody wygląd.
Tak dobrany skład suplementu diety Pure Collagen (wzbogacenie o witaminy C i E oraz ekstrakt z pestek czerwonych winogron) pozwala na uzyskanie widocznych efektów już po zastosowaniu 1-2 opakowań w zależności od kondycji skóry, wieku oraz masy ciała.

Działanie surowców i składników dodatkowych użytych w formule Pure Collagen:


KOLAGEN użyty w produkcie pozyskiwany jest ze skór ryb morskich (głębinowych) żyjących w niezanieczyszczonych akwenach wodnych. Kolagen pozyskiwany z ryb z rodziny dorszowatych i flądrowatych żyjących w niskich temperaturach nie traci swoich właściwości podczas przetwarzania w warunkach niskich temperatur.
Składa się z kolagenu i oligopeptydów elastyny, w takiej samej proporcji jak w skórze (czyli - odpowiednio 94 % i 6% wszystkich białek).
Surowiec wolny jest od składników, dodatków, substancji pomocniczych wytworzonych lub uzyskanych od żywności genetycznie modyfikowanej (GMO).

WITAMINA C jest niezbędna do prawidłowej biosyntezy kolagenu. Tak więc jeżeli odpowiednia ilość witaminy C jest dostarczana z kolagenem następuje wytwarzanie odpowiednio silnych wiązań, które pełnią najważniejszą rolę w prawidłowej budowie potrójnej helisy.
Witamina C jest silnym antyoksydantem, pomaga chronić przed stresem oksydacyjnym.
Do prawidłowej biosyntezy kolagenu niezbędna jest odpowiednia ilość witaminy C. Zapewnia ona, że kolagen wytwarza prawidłowe i odpowiednio silne wiązania, które pełnią najważniejszą rolę w prawidłowej budowie potrójnej helisy.
Jak działa witamina C:
Witamina C ma wpływ na tworzenie kolagenu, pomaga w prawidłowej produkcji kolagenu w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania naczyń krwionośnych
Witamina C pomaga w prawidłowej produkcji kolagenu w celu zapewnienia prawidłowego funkcjonowania kości i chrząstki
Witamina C pomaga w regeneracji zredukowanej formy witaminy E
Witamina C pomaga w ochronie komórek przed stresem oksydacyjnym
Tylko suplementy kolagenowe zawierające w swoim składzie witaminę C gwarantują satysfakcjonujące efekty

WITAMINA E to silny antyoksydant, hamuje działanie wolnych rodników, nie bez przyczyny nazywana jest „witaminą młodości”.
Witamina E ma zdolność neutralizowania wolnych rodników, szczególnie w połączeniu z witaminą C oraz chroni przed komórki przed stresem oksydacyjnym

EKSTRAKT Z PESTEK WINOGRON - dla zachowania najlepszej jakości suplementu diety został użyty ekstrakt z pestek winogron – oczyszczony i standaryzowany na minimum 95%-ową zawartość proantocyjanidyn.
Surowiec dostarcza te same substancje, które zawiera czerwone wino i jego główną substancję resweratrol.
Ekstrakt zawiera tzw. OPC – oligoproantocyjanidyny czyli oligomeryczne proantocyjanidyny, kompleks około 40 różnych biflawonoidów.
Proantocyjanidyny są jednym z bardziej aktywnych biologicznie, naturalnych przeciwutleniaczy, około 50 razy silniejszym niż witamina E i 18 krotnie niż witamina C.
Jak działa ekstrakt z pestek winogron:
Chroni DNA, białka i lipidy w organizmie przed uszkodzeniem oksydacyjnym akumulującym się z wiekiem
Wykazuje aktywność antyoksydacyjną
Zawiera antyoksydanty, które usuwają z komórek uszkodzone cząsteczki i szkodliwe substancje powstałe wskutek działania wolnych rodników

wtorek, 4 listopada 2014

Konkurs!! Został już tylko jeden dzień! ;)

Cześć Dziewczyny!! 

Już jutro kończy się konkurs, który organizuję ze sklepem internetowym forever-young.pl, więc te, które nie wzięły jeszcze udziału zaprszam!!! ;) Konkurs odbywa się na Facebook! 


sobota, 1 listopada 2014

ONYX - przyśpieszacz opalania Miami



Dzisiaj kolejna odsłona przyśpieszaczy do opalania w solarium firmy ONYX . Tym razem otrzymałam przyśpieszacz MIAMI, zaś nie jest to taki przyśpieszacz jak wcześniej (recenzja tutaj) jest to tym razem przyśpieszacz brązujący, który ma nadawać mam jeszcze głębszą opaleniznę. 


Od producenta: 
Przyśpieszacze brązujące nie dość, że przyśpieszają proces opalania się, to również pogłębiają jej odcień, nadając skórze pikantny, czekoladowy kolor. Przyśpieszacze są doskonałym rozwiązaniem dla tych, którzy nie chcą tracić czasu na długotrwałe opalanie się na słońcu lub częste wizyty w solarium. Nasze przyśpieszacze brązujące dają satysfakcje już po jednej wizycie w solarium. Przyśpieszacze są przeznaczone dla profesjonalistów w opalaniu, dla tych, którzy mają wysokie wymagania, co do koloru i jakości opalenizny. 

Przyśpieszacz brązujący MIAMI:
Niezwykle silny przyśpieszacz opalenizny. Zawiera kwas hialuronowy, który zapewnia profesjonalne nawilżenie, sprężystość oraz jędrność skóry. Dodatkowo obecność olejku z konopi i masła Shea sprawi, że Twoja skóra na długo pozostanie nie tylko pięknie opalona, ale też głęboko nawilżona i odżywiona. 
  • kwas hialuronowy - odpowiednie nawilżenie i ujędrnienie skóry
  • olejek z konopi i masło Shea - dodatkowe nawilżenie i odżywienie skóry 



Osobiście profesjonalistą nie jestem i zbyt często nie odwiedzam solarium, w ostatnim czasie było to spowodowane tylko testami produktów właśnie tej firmy. I zastanawiam się właśnie, dlaczego wcześniej ich nie stosowałam! O moim poglądzie, który się zmienił w ostatnim czasie do produktów przyśpieszających opalanie możecie poczytać tutaj,nie będę się powtarzać w kolejnym poście ;) Produkt, o którym dzisiaj mowa pachnie fenomenalnie, jak otworzyłam opakowanie to aż zamarłam, ponieważ balsam pachnie jak jakieś ekskluzywne perfumy z górnej półki a do tego utrzymuje się na skórze do samej kąpieli. Któregoś razu skoczyłam na solarium około godziny 10, tuż po otwarciu i cały dzień siedziałam w domu, więc nie zmywałam produktu tuż po powrocie, wieczorem, kiedy szłam pod prysznic moja skóra jeszcze pachniała tym produktem, a zapachu spalonej skóry, jaki odczuwamy zazwyczaj po opalaniu w ogóle nie występowało. Każdą saszetkę miałam na dwa razy! Ciało rzeczywiście było mega nawilżone a opalenizna już po dwóch wizytach była taka intensywna że na kolejną musiałam sporo czasu odczekać.

Ostatniej zimy byłam strasznie blada, ale nie chcę już tej zimy być taka blada, więc na pewno ratunku będę szukała w bronzerach lub trudno od czasu do czasu może odwiedzę solarium. To się jeszcze zobaczy...

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...