poniedziałek, 23 listopada 2015

Korres - kosmetyki, które przywiozłam z wakacji!

Cześć Dziewczyny!

Na początku października z moim mężem wybraliśmy się na długo wyczekiwane wakacje, a naszym kierunkiem okazała się KRETA. Jeszcze na wiosnę i podczas szukania ofert wakacyjnych planowaliśmy wyjazd do Egiptu, ale po zdarzeniach, jakie miały tam miejsce szybko z tego zrezygnowaliśmy i po długich przemyśleniach zarezerwowaliśmy w końcu wakacje, których nie mogłam się doczekać! Byłam już kilka razy za granicą, wiele pięknych miejsc widziałam i jeszcze pewnie wiele pięknych przede mną, ale Kretę z całego serducha Wam polecam! :) Już w planach mamy inną wyspę Grecką, ale to dopiero (mam nadzieję) za rok. Na moim Instargamie możecie zobaczyć trochę zdjęć z wakacji, więc serdecznie Was tam zapraszam! 
Na wyspie możemy kupić bardzo wiele tamtejszych kosmetyków o bardzo dobrym składzie zaś ja już przygotowana wybrałam się z listą, jakie kosmetyki chciałabym dla siebie kupić i przywieść ze sobą. Postawiłam na markę Korres, którą możemy dostać u nas w kraju w perfumerii Sephora. Produkty te różnią się u nas tym, że są dosyć drogie a tam kupiłam je ponad połowę taniej, co tym bardziej skusiło mnie do zakupu. Nie chciałam wracać z masą kosmetyków z tego względu, że są to kosmetyki naturalne i mają krótką datę ważności a po drugie nigdy nie testowałam ich produktów a nigdy nie wiadomo jak na nie zareaguje moja skóra. Ale teraz już wiem, że w przyszłości, kiedy będę miała kolejny raz okazję, aby kupić je w tak niskiej cenie skuszę się na coś więcej. Nie chce w tym momencie za dużo pisać o ich właściwościach z tego względu, że chcę je jeszcze potestować, ale na pewno za jakieś dwa miesiące pojawi się ich pełna recenzja! 
Na mojej liście znalazł się nawilżający krem do twarzy z wyciągiem z granatu dedykowany dla skóry tłustej, serum do twarzy z wyciągiem z dzikiem róży z tego, co pisze producent ma niwelować drobne zmarszczki i przebarwienia oraz produkt z tej samej serii rozjaśniająca maska na noc -  myślę, że są to dobre produkty jak na początek ;)

Jeżeli stosowałyście produkty Korres koniecznie piszcie, co polecacie a od czego trzymać się z daleka??? 

Pozdrawiam JusteMoiS





wtorek, 4 sierpnia 2015

Nowe torebki Michael Kors w mojej garderobie!

Cześć Dziewczyny!! 

Często zdarza się tak że zakup pewnej rzeczy chodzi nam po głowie przez kilka tygodni, miesięcy a czasem nawet lat! Tak bywało już kilka razy w moim przypadku na całe szczęście wcześniej czy później to co chciałam trafiało w moje łapki... 
Lepiej później niż wcale, prawda??? 
O torebkach Michael Kors-a dużo mówić nie trzeba, jedni je kochają drudzy uważają że się już przejadły i stały się przereklamowane mimo ich wysokich cen i jakości. Moim zdaniem są eleganckie, dobrze wykonane i mają w sobie to coś co mnie do nich ciągnie. Nie są to wszystkie zalety jakie w nich widzę ale na ich temat mogłabym się chyba rozpływać godzinami! Więc może Wam tego zaoszczędzę... ;) 

Pierwszą torebkę MK kupiłam kilka miesięcy temu w salonie Michael Kors w Warszawie w Złotych Tarasach. Kupił mi ją mój mąż od tak, wiedział że już od wielu miesięcy mi się podoba a że kiedyś mi obiecał że będę ją miała postanowił że nadszedł w końcu ten moment w którym przy kasie będzie prawie płakał <haha>. Całą drogę myślałam właśnie o modelu SELMA w rozmiarze Medium Saffiano Leather Messenger i kolorze LUGGAGE, zaś kiedy weszłam oszalałam i nie wiedziałam już sama czego chce! Zaś po długim zastanowieniu postanowiłam że wezmę tą którą już od dawna chciałam mieć. I nie żałuję ani złotówki, którą na nią wydałam! Kilka tygodni temu kiedy zbliżały się moje urodziny oraz nasza pierwsza rocznica ślubu chodziło mi po głowie kilka prezentów jakie chciałabym dostać od mojego kochanego. Na takie okazje nie robimy sobie prezentów niespodzianek tylko wolimy kupić sobie rzeczy o których już od dawna myśleliśmy. Niespodzianki zostawiamy sobie na mniejsze okazje, które wymagają mniejszych nakładów finansowych. W razie czego gdyby któreś nie trafiło jest to mniej szkodliwe dla naszego rachunku bankowego. Wiem że zawsze można dana rzecz zwrócić zaś bawić się w takie sytuacje nie mamy czasu ani chęci z tego względu że nie zawsze te zwroty są mile widziane przez sprzedających i w niektórych przypadkach kończy się to ostrą wymianą zdań. A więc po co nam to?? ;) Kontynuując dalej moja historię związana z prezentem, przypadkiem dowiedziałam się że na Zalando są dosyć duże przeceny więc natychmiast wpadłam i zaczęłam buszować po stronie. Moim oczom ukazały się torebki MK, które były przecenione od 20 do nawet 50 %. Od razu w moje oczy wpadły mi dwie, które teraz mam i patrzę się na nie z daleka, zaś w tamtym momencie widziałam tylko napis "brak w magazynie". Na całe szczęście drugiego dnia w nocy około godziny jedenastej kiedy weszłam na stronę internetową jedna z nich była już dostępna i to ostatnia a był to model HAMILTON TRAVELER w kolorze navy. Po kilku dniach ciągłego odświeżania strony znowu trafiłam na chwilę w której dodano jedną z moich dwóch upatrzonych wcześniej torebek i była to biała wersja małej torebki HAMILTON TRAVELER. Każdą z nich kupiłam ze zniżką -50% i dlatego miałam okazję kupić dwie a nie jedną! 




Tym sposobem przyszły do mnie prezenty urodzinowo-rocznicowe, na które czekałam kilka dni z wielką niecierpliwością. 
Jak Wam się podobają??


poniedziałek, 27 lipca 2015

Pielęgnacja ciała i włosów - projekt denko

Hej Dziewczyny!!

Wróciłam!!! Mam nadzieję, że już na dobre i w końcu wezmę się za siebie i zacznę dodawać posty regularnie. Powiem Wam, że trochę się za tym stęskniłam :))  Zdjęcia do tego postu przygotowałam już spory czas temu, opakowań także się wtedy pozbyłam ze względu na to, że zawalały mi całą szafkę a zaglądając do niej dzisiaj, aż trochę się przeraziłam, ponieważ znowu się tego nazbierało. No, ale cóż ja poradzę, smarować się trzeba <haha>. W tej części pokaże Wam szybko produkty do pielęgnacji ciała i włosów a w kolejnych całą resztę. Z tego względu, że mam tego sporo nie będę się rozwodzić a z drugiej strony minęło już tyle czasu od ich zużycia, więc już pewnie wiele z czasów ich używania nie pamiętam.

A więc na pierwszy odstrzał idzie serum łopianowe  z elfaPharm, jak dobrze wiecie śledząc mojego bloga wszystkie takie wcierki kupuję tylko z tego względu, aby ruszyły w końcu moje cebulki włosowe do działania i do szybszego wzrostu moich włosów, czasami działają czasami nie. W tym przypadku podziałała, ale nie był to, jakich spektakularny wynik. Serum przeznaczone jest głównie, jako produkt przeciw wypadaniu włosów i tutaj jak najbardziej spełnił swoje zadanie, zaś producent zapewniał także to, czego zawsze oczekuję i wypadł średnio, jeżeli nie będę miała na oku nic nowego do przetestowania to pewnie do niego kiedyś wrócę. Odżywka w sprayu Planeta Siberica, którą kupiłam tylko ze względu na jej skład, czyli że jest produktem organicznym i to jedynym w takiej postaci jaki widziałam. Uwielbiam odżywki w sprayu! Dotąd moją łazienkę nie opuszczały produkty z GlissKur, więc postanowiłam to na jakiś czas zmienić właśnie poprzez zakup i wypróbowanie tego oto produktu. Była dosyć przyjemna w użytkowaniu, miała ładny delikatny zapach oraz spełniała moje oczekiwania zaś jej cena nie jest zbyt niska, ponieważ kosztuje około 30 zł a już po kilku zastosowaniach zauważyłam, że opakowanie zaczęło się buntować i trochę przeciekało. Raczej do niej nie wrócę. Olejek do włosów IHTT9 recenzja tutaj. Kolejny zużyty olejek to Velona, mieszanka olejków, które kupiła mi mama w przeciwieństwie do poprzedniego miał ładny zapach i nadał się do nakładania na całą długość włosów. Po jego użyciu nie miałam problemu z rozczesywaniem włosów. W moim przypadku większość dobrych olejków działa tak samo, a więc nawilżają, wygładzają i nabłyszczają włosy. Produkty Balea nie zachwyciły mnie praktycznie żadne produkty, które kupiłam rok temu na wakacjach w drogerii DM, wszystkie są dosyć średnie. Odżywki nie rozczesują włosów w taki sposób, w jaki bym chciała, nie odżywiają za specjalnie i nie nawilżają a w  naszych drogeriach możemy kupić produkty o wiele lepszym działaniu. Love2mixOrganics szampon oraz maska do włosów z efektem laminowania, które uwielbiałam używać. Super nawilżały i wygładzały włosy. Szampon dobrze zmywał oleje oraz suchy szampon z włosów, na pewno do nich kiedyś wrócę.






Olejek do końcówek Schwarzkopf GLISS KUR jeden z lepszych olejków, który możemy dostać w drogeriach. Produkt jest bardzo wydajny, stosowany, co dziennie starczył mi prawie na rok, jego wydajność wynika także z tego, że stosowany w dużej ilości może pozostawić końcówki tłuste, po czym wyglądają tak strasznie, że  nadają się tylko do mycia. Kilka razy zdarzyło mi się z nim przesadzić, nie miałam już czasu na kolejne umycie włosów, więc musiałam to przecierpieć! Wygładza i nawilża włosy, doprowadza końcówki do porządku, ale tylko po zastosowaniu go w małej ilości. Olejek-serum do włosów Macadamia (recenzjatutaj). Regenerum serum do włosów - włosy dobrze się po nim rozczesują, ale nic więcej nie mogę o nim napisać. Bardzo średni produkt a mało nie kosztuje. Szampon do włosów Alterra, uwielbiam te szampony i zawsze będę je kupować. Dobrze się pienią, super rozczesują się po nich włosy i są tanie, szczególnie w promocji, kiedy kosztują około 6 zł i zawsze wtedy staram się je kupować. Suche szampony Batiste także produkty, które zawsze muszę mieć w zapasie. Nie bielą tak bardzo włosów jak inne suche szampony, włosy są trochę matowe, ale taki urok tych produktów. Antyperspirant Vichy - najlepszy, jaki używałam! Gdyby był tańczy na pewno używałabym tylko jego, natomiast drugi produkt, który zużyłam to antyperspirant z Nivea, który sprawdzał się u mnie kiedyś dosyć dobrze, zaś obecnie nie robi zupełnie nic. Balsamy do ciała Le Petit Marseilliais oraz Vasilenie, oba produkty bardzo polubiłam ze względu na ich delikatne zapachy, działanie oraz wydajność. Perfumy 2in1 Calvin Klein bardzo ładny zapach i przez wiele kobiet bardzo lubiany, w moim przypadku raz go uwielbiam  a raz mi przeszkadza i muszę od niego odpocząć. Długo utrzymuje się na ciele oraz na ubraniach a w ciągu dnia rozwija się i cały czas jest wyczuwalny dla innych osób. 

Mam nadzieję że pomogłam Wam chociaż trochę podjąć decyzję jeżeli zastanawiałyście się nad którymś z tych produktów. 
Kiedy widzę ile jeszcze mam tych pustych opakowań to aż mi słabo <hahaha> mam nadzieję że w najbliższych tygodniach obrobię je na blogu i będę mogła się ich pozbyć. 


Miłego dnia! Buziaki :) 




poniedziałek, 1 czerwca 2015

Warszawski haul!




Cześć Dziewczyny!!

Jeżeli mieszkacie w małej miejscowości i do wielu produktów kosmetycznych jak i sklepów nie macie dostępu to pewnie wiece jakie to uczucie raz na jakiś czas odwiedzić Warszawę aby w wiele produktów się zaopatrzyć oraz odwiedzić kilka sklepów do których tylko w naszej stolicy mamy dostęp, a do tego jeszcze jeżeli wiele blogerek zachwyca się nad jakimś produktem a my niestety nie możemy go mieć! W ostatnim czasie zdarzyło się tak że mogłam gościć w Warszawie aż dwa razy, zrobił wielkie zakupy... Nie tylko kosmetyczne ale także ubraniowe. A do tego kupiłam coś o czym marzyłam już od kilku lat ale to pokażę Wam w następnym poście, zaś jeżeli jesteście bardzo ciekawe co to jest to zajrzyjcie na mojego Instagrama - tam jestem na bieżąco. Pierwszym sklepem który zawsze odwiedzam jest BathAndBodyWorks oraz Mac i tym razem było tak samo. A Bath kupiłam dwa balsamy do ciała oraz żel pod prysznic, tego typu produkty z tego sklepu mam pierwszy raz i byłam ciekawa ich jakości. Rok temu kiedy pierwszy raz odwiedziłam ten sklep kupiłam trzy mgiełki do ciała, którymi jestem zachwycona i jeszcze nie zdąrzyłam ich zużyć mimo częstego używania w letnie dni - takie produkty lubię używać tylko podczas wakacji więc na zbliżające się mam już mały zapas. Idąc dalej weszłam do Maca i tak zaopatrzymał sie w mój ulubiony podkład Mac Studio Fix w kolorze NC 15 teraz jest idealny zaś kiedy stopniowo będę przybierała trochę koloru zamierzam mieszać go z NC 25 której pozostało mi jeszcze trochę po zeszłorocznych wakacjach. W moje rączki wpadł także "kamuflaż" Studio Finish Concealer, powiem Wam że zaczynam go lubić tak samo jak podkład, niestety jedyną wpadką okazał się Paint Pot, którego wszyscy używają jako bazy pod cienie. Moja przyjaciółka kupiła go kilka miesięcy temu i także piała za nim z zachwytu zaś u mnie w ogóle się nie sprawdza, wiem, wiem że nie jest to typowa baza pod ciebie i nie mogę go za to obwiniać ale bardzo chciałam używać tego produktu w ten sam sposób jak inne kobietki, ale niestety. Na zbliżające upały - które mam nadzieję że niedługo zagoszczą zaopatrzymał się już w Lotnio Oil Control - krem pod makijaż przeznaczony dla cery tłustej. Na razie go używać nie będę z tego względu że mam jeszcze jeden produkt do wykorzystania. I w końcu postanowiłam zajrzeć po raz pierwszy do Victoria Secret's i na szczęście trafiłam na promocje  i dzięki temu kupiłam trzy produkty: dwie mgiełki, które zachwyciły mnie swoim zapachem oraz masło do ciała. Zapachy mają niesamowite, moim zdaniem bardziej zmysłowe i kobiece niż w BathAndBodyWorks ale i tak bardzo lubię jedne jak i drugie. Kolejnym tego typu sklepem który w ostanim czasie odwiedziłam jest The Body Shop w którym przedewszystkich kupiłam produkty do pielęgnacji twarzy a produkty do ciała dostałam po jednym groszu ze względy na uzyskanie pieczątek z programu lojalnościowego. W mojej pielęgnacji twarzy w najbliższym czasie zagoszczą takie produkty jak: miodowa maseczka do twarzy(nawilżająca, delikatnie złuszczająca oraz oczyszczająca), maseczka oczyszczająca, krem matujący oraz serum zwężające pory. Produkty jakie wybrałam sobie jako dodatkowe to żel do mycia ciała oraz balsam zapachy słodkie i typowo wakacyjne. Maziać i pryskać w najbliższych miesiącach mam się czym, wybierać i przebierać mogę jak tylko chcę do woli.








Zakupy ubraniowe także okazały się bardzo udane! Za kilka dni mam wesele więc wymyśliłam sobie że potrzebuję nowej sukienki.... Każda okazja jest dobra na zakup kolejnej <haha> Weszłam do New Look-a i tak ujżałam  zwykłą, delikatna i zwiewną sukienkę w pięknym kolorze zgniłej zieleni, od dawna chciałam kupić coś w takim kolorze i w końcu trafiłam. Zmierzyłam i wszyscy namawiali mnie abym ją brała, więc jak mogłam się oprzeć! Idąc do kasy skręciłam jeszcze na dział z biżuterią więc i tam skusiłam się na dwa dosyć pokaźne naszyjniki. Kiedy ja już kupiłam sukienkę dla siebie, musiałyśmy jeszcze znaleść coś moje mamie więc pomyślałam że zajrzymy jeszcze do Zary, a tam nie dość że mama kupiła sobie ładna sukienkę to jeszcze ja znalazłam drugą która bardzo mi przypadła do gustu i po zmierzeniu jej miałam mały dylemat czy przypadkiem nie oddać z powrotem tamtej, którą kupiłam kilka minut wcześniej. Po kilku minutach kręcenia się przy lusterku i wkurzania ludzi którzy czekali w długiej kolejce do przymierzalni (żeby nie było jak też wcześniej trochę w niej postałam więc należało mi się troche pomarudzić i spędzić czas na zastanawianiu się nad zakupem, a co!) mój kochany mąż stwierdził że obie są ładne i godne zakupu więc muszę kupić tą takża. A więc od tego momentu stałam się posiadaczką dwóch bardzo ładnych sukienek. Podczas drugiego wyjazdu postanowiłam zaopatrzyć się w dwie pary butów. W Stradivariusie kupiłam już od dawna przeze mnie wypatrzone pudrowo-różowe szpilki a w Wrangler znalazłam białe trampki, które ostatnio nakładam do prawie wszystkie i nie dość ze jest mi w nich mega wygodnie to jeszcze pasują mi do wszystkiego.





czwartek, 28 maja 2015

Olejowanie włosów - czego akutalnie używam??

Cześć Dziewczyny!! 

Olejowanie włosów, czyli najważniejszy krok w pielęgnacji, który fenomenalnie wpływa na ich kondycję i który polecam każdej z Was. Wcześniej używałam tylko gotowych mieszanek, które mogłam zakupić w sklepach z naturalnym kosmetykami zaś od jakiegoś czasu zauważyłam, że stosowanie pojedynczych olei dużo lepiej wpływa na ich nawilżenie. Po zakupie książki Anwen dowiedziałam się już dokładnie, jakie oleje będą nadawać się do moich włosów, więc spisałam je wszystkie w notatnik w telefonie i z nim od tamtej pory robię zakupy podczas wybierania tych sprzyjających dla mnie. W tym momencie w moje rączki wpadły trzy oleje i staram się używać ich na zmianę, a są to: olej awokado, olej lniany i olej ze słodkich migdałów. Wszystkie są bardzo dobrze zaś największe nawilżenie zauważyłam po stosowaniu oleju lnianego, więc z pewnością od tej pory będę miała go cały czas w moich produktach do olejowania. Na mojej liście mam jeszcze kilka do wypróbowania, więc zapewne, za jakich czas w mojej pielęgnacji pojawią się także inni godni zastępcy aktualnych. 



poniedziałek, 18 maja 2015

Maska Macadamia Natural Oil! Czy okazała się taka fenomenalna???

Cześć Dziewczyny!!!

Dzisiaj przyszedł w końcu czas na zamieszczenie recenzji maski do włosów Macadamia Natural Oil, której nawet nie spodziewałam się że będę mogła używać ze względu na jej cenę oraz dostępność. Nie wiecie jaka radość mnie opętała kiedy podczas wakacji w Bułgarii w zwykłej aptece zauważyłam szafę z produktami tej firmy a już kiedy po szybkim przeliczeniu pieniędzy okazało się że kosztuje połowę ceny za jaką możemy dostać ją Polsce byłam już podwójnie zachwycona. Przy okazji kupiłam także olejek na końcówki z tej samej serii co maska, zaś on okazał się już wielkim nie wypałem i zadowolona jestem że wzięłam najmniejsze  i tym samym najtańsze opakowanie.  Maska ma działać głównie nawilżająco i odżywczo na nasze włosy. Czy to robi?? O tym dowiecie się czytając dalej. Produkt tej już od kilku lat jest bardzo wychwalany nie dość że za granicą to jeszcze wiele naszych blogerek testowało ją i recenzowało z jak najlepszej strony. Kiedyś myślałam nad jej zakupem ale niestety cena cały czas odpychała mnie od jej zakupu i odciągała to w czasie zaś kiedy spotkałam się z nią stacjonarnie nie mogłam już tej okazji zaprzepaścić.


Maska zamknięta jest w plastikowym okrągłym opakowaniu, solidne i miłe dla oka. Moje opakowanie zawiera 250 ml produktu i po 7 miesięcznym używaniu jej raz w tygodniu zostało mi jeszcze na pół opakowania. Nie powiem że nie szkoda mi jej i aplikując ją staram się nakładać jej jak najmniej i dawkować ją tak aby na jak dłużej mi wystarczyła ale mimo to i tak uważam że jest bardzo wydajna. Plusem który sprzyja jej wydajności jest fakt że w swojej konsystencji jest bardzo tłusta co powoduje że idealnie rozprowadza się po włosach. Producent sugeruje że powinniśmy stosować ją raz w tygodniu i z tym się zgadzam ponieważ stosując ją dwa razy w tygodniu włosy całkiem inaczej zaczęły na nią reagować, spuszyły mi się delikatnie co przeze mnie nie jest efektem którego oczekuję. Zaś co do długości trzymania jej na włosach nie stosuję się wcale i przetrzymuję ją około 30 minut i do tego owijam głowę ręcznikiem. I teraz przejdę do tego czego najbardziej byłam ciekawa to jej działanie na włosy.... A więc już podczas spłukiwania widać jej dobroczynne działanie na włosy, zmywa się z włosów pozostawiając na niej delikatny pod palcami czuć oleisty film na włosach który w ogóle nie powoduje ich przetłuszczenia ani obciążenia. Włosy przeczesują się już między palcami podczas spłukiwania co u mnie jest bardzo rzadkim przypadkiem. Rozczesywanie ich już na sucho także nie sprawia mi większego problemu.  Działanie nawilżające, odżywcze i regenerujące widać od razu po jej użyciu. Nie jest to efekt jakiś oszałamiający bo nic nie jest w stanie zregenerować przesuszonych włosów ale ona doprowadza je do porządku i dyscyplinuje i to porządnie. Lubię ją używać w weekendy kiedy wychodzę gdzieś indziej niż tylko do pracy, z tego powodu że włosy wyglądają na gęstsze i są uniesione u nasady. Dziwne co nie?? Maska mocno nawilżająca, która nie przetłuszcza włosów a dodatkowo je unosi, także nie spodziewałam się takiego efektu. Na moje lekko przesuszone końce działa zbawiennie, z tego względu że efekt przesuszenia znika jak ręką odjął. Włosy z jednej strony są uniesione u nasady i gęste w objętości a z drugiej dociążone i wygładzone na końcach. Ostatnią kwestią o jakiej należy wspomnieć to jej zapach, który jest dosyć intensywny ale na szczęście bardzo przyjemny i oryginalny i długo utrzymuję na włosach. Podsumowując produkt jest fenomenalny zaś przed kolejnym jej zakupem wzbrania mnie tylko jej cena, moim zdaniem jest za bardzo wygórowana i bez problemu maskę o podobnym działaniu możemy znaleźć już za około 30 zł.

Krótko wspomnę jeszcze o olejku tej samej firmy, który w ogóle mi się nie sprawdził! Produkt jest bardzo gęsty i jest to najgęstsze serum do końcówek, jakie miałam. Mimo to nie jest wydajny i aby wygładzić nim włosy i uzyskać oczekiwany przeze mnie efekt musiałam dosyć sporo jego zaaplikować. Nie przetłuszcza włosów nawet kiedy z nim trochę przesadzimy. Zapach jeszcze bardziej intensywny niż maski i tym samym dłużej utrzymujący co dla niektórych mogłoby być wielkim minusem, z tego względu że nakładając go rano zapach chodził za mną cały dzień. Serum działało tylko dobrze na moje włosy tuż po nałożeniu zaś kiedy nie umyłam już włosów na drugi dzień i wstałam rano końcówki były mega spuszone jak szczota, wyglądały na przeszuszone, zniszczone szorstkie i tępę! Widok straszny!!! Przy używaniu tego produktu aby zapobiec temu efektowi musiałam myć włosy codziennie. Nie zauważyłam aby ani trochę poprawił stan moich włosów a wręcz przeciwnie robił z nimi coś okropnego. A więc jak same możecie ocenić nie polecam a między działaniem maski dzieli ich milion lat świetlnych, porównując oba produkty mam wrażenie że mają całkiem oddzielnych producentów.

A Wam jak sprawdzają się produkty tej marki?? 

środa, 29 kwietnia 2015

Projekt denko - pielęgnacja twarzy

Cześć Dziewczyny!!

Ostatnio wszystko zaczęło mi się zużywać w jednym czasie i to w takich ilościach że post z denkami musiałam podzielić na trzy części. Dzisiaj pokażę Wam produkty do pielęgnacji twarzy a później do ciała i włosów razem zaś na końcu kilka produktów do makijażu. Wszystkie posty postaram się przeplatać innymi aby was nie zanudzić. W ostatni weekend byłam w Warszawie i kupiłam sobie bardzo dużo produktów a w tym także rzecz z garderoby o której już dawno marzyłam! Jestem mega zadowolona mimo to że jutro czeka mnie bardzo ciężki dzień w pracy, zresztą ostatnie wszystkie moje dni są ciężkie i będą przez najbliższy czas z tego względu że uczę się cały czas nowych rzeczy, które nie są takie proste a wydaje mi się że taka tępa nie jestem <hahaha> Piszcie co tam u Was? :) 



  • Bourjois płyn micelarny - Moim zdaniem jest to jeden z lepszych płynów na rynku, który możemy dostać w każej drogerii. Nie podrażnia nie, nie wysusza ani skóry pod oczami ani cery. Bez problemu zmywa makijaż oczu bez pocierania, wystarczy chwilkę przytrzymać wacik i bez problemu schodzi wszystko. Kosztuje około 13 złotych. 
  • Ziaja, żel do mycia twarzy - był w moich ulubieńcach roku, więc to już mówi samo za siebie.
  • Mydło Aleppo - lubię i nie lubię... dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia skóry i nie wysusza zaś posiada dwa wielkie minusy przez które go więcej nie kupię a więc po dostaniu się produktu do oczy strasznie szczypie oraz po umyciu twarzy skóra jest tak oczyszczona że aż poszczy... mi ten efekt nie odpowiada, mimo że jej nie wysusza po takim efekcie na buzi mam takie wrażenie


  • Babuszka Agaffi oczyszczająca maska do twarzy - uwielbiam ją! Kosztuje 6.50 zł a opakowanie starczyło mi na 3 miesiące używania. Maskę nakładałam dwa razy w tygodniu na około 20 minut. Nie wysuszała mi skóry twarzy, oszczała i to widocznie oczyszczała... Po jej zmyciu cera jest uspokojona, zmatowiona i bardzo gładka. Za taką cenę polecam koniecznie ją wypróbować. 
  • Gorvita, żel Aloesowy - lubię go stosować w ciągu dnia lub nakładać pod krem na noc. Nawilża skórę i goi świeże ranki. Także mało kosztuje i warto mieć go cały czas w swojej kosmetyczce. Na pewno kupię go ponownie. 
  • Ziaja, krem nawilżająco-matujący - to już moje 3 opakowanie i na pewno pojawi się kolejne. Recenzja tutaj 
  • Tisane, balsam do ust - obok masełka do ust z Nivea oraz Carmex jeden z lepszych produktów nawilżających do ust na naszym rynku. Jest to już moje kolejne opakowanie i na pewno pojawią się kolejne, szczególnie w okresach zimowych sprawdza się znakomicie. Nawilża, regeneruje i odżywia usta podczas niskich temperatur. Używam takich produktów szczególnie na noc, po czym rano usta są już całkowicie w innej - oczywiście dużo lepszej formie. 
  • Yasumi krem pod oczy - produkt dobry zaś nie za cenę którą kosztuje, nawilża dosyć dobrze, nie zbiera się oraz nie waży się na nim korektor. I to chyba wszystko czego oczekuję od kremu pod oczy. 


wtorek, 21 kwietnia 2015

Nowości kosmetyczne

Hej Dziewczyny!!

Tym razem chciałabym szybko pokazać Wam moje ostatnie małe zakupy oraz produkty które dostałam do testów. W ostatnim czasie wiele produktów zdążyłam zużyć więc musiałam zakupić kolejne na ich miejsce, zużyć jest tak dużo że musiałam post rozdzielić na trzy części! A więc do pielęgnacji twarzy kupiłam słynną ostatnio emulsje do mycia twarzy z Alterry. Zamierzam stosować ją tylko podczas porannego mycia buzi z tego względu że jest bardzo delikatna i wątpie że byłaby w stanie zmyć mój makijaż mimo tego że pierwszym krokiem w demakijażu jest jeszcze zmycie pierwszej warstwy płynem micelarnym. Dzięki mojej przyjaciółce w moje ręce wpadły kolejne produkty z Lush i niestety są to kolejne które polubiłam a w szczególności maska do twarzy, kolejny hit oczyszczający tej marki. Niech otworzą w końcu sklep w Polsce! Sauve qui peau inna nazwa tej maski do Cupcake, kolejny produkt to po prostu pasta oczyszczająca Aqua Marina. Pozostałymi kosmetykami pielegnacyjnymi są produkty od firmy Synchroline, krem antytrądzikowy, matujący a zarazem nawilżający oraz emulsja do mycia twarzy. Kolejną paczkę otrzymałam z dwoma żelami antybakteryjnymi do mycia rąk od Carex. Nie mam pojęcia dlaczego ale ostatnio wszystkie maskary dosyć szybko mi zasychają więc musiałam dokupić dwie kolejne, na szczęście w SuperPharm była na nie promocja i zapłaciłam około 20 zł za każdą. Od dawna chciałam kupić bronzer, zastanawiałam się nad dwoma i mój wybór padł bronzer Sahara Sand Kobo. Mam już dwa bronzery, które bardzo lubię zaś ten jest dużo jaśniejszy od tamtych a za 20 zł które kosztuje postanowiłam się w niego zaopatrzyć. Wszystko kupuję teraz na bieżącą i zauważyłam że to bardzo sprzyja mojemu portfelowi i mojemu samopoczuciu także... więc wy też oszczędzajcie! ;) 
















środa, 15 kwietnia 2015

Pierre Rene - Skin Balance podkład!

Cześć Dziewczyny!!

Dawno nie było recenzji jakiegoś podkładu, więc dzisiaj przychodzę do Was z produktem z niższej półki a dokładnie z podkładem marki Pierre Rene - Skin Balance. Podkład wychwalany i polecany ze względu na jego wysokie krycie oraz niską cenę. Jak to ze mną bywa produkty właśnie tego typu, które u reszty osób sprawdzają się super i są na językach całej blogosfery u mnie wywołują całkiem inne emocje i działanie. Producenta jak zwykle poniosło i kupując możemy przeczytać o wielu jego zaletach zaś moim zdaniem żadna do niego nie pasuje ;)


Opakowanie dosyć ładne i estetyczne. Wielkim plusem jest oczywiście dobrze działająca pompka, która już po jednym naciśnięciu wydobywa odpowiednią ilość produktu. Szklane, wykonane z grubego szkła  i niestety przez to trochę ciężkie, co nie jest dobre podczas podróżowania, zaś jestem pewna, że nawet po upadku na ziemię raczej ciężko by było, aby się zbiło.
Cena także przystępna, jeżeli tylko sprawdziłby mi się i mogłabym używać go codziennie do pracy tak jak zamierzałam, niestety po jakimś miesiącu używania i testowania w różny sposób miałam już dosyć eksperymentowania i zmieniania to pudru to kremu i dogadzania mu, aby tylko się sprawdził i skończyć go do samego końca.  Wydziwianie z nim nie wyszło mi, więc będę musiała się go pozbyć. Już od pierwszego użycia nie podpasował mi pod względem koloru z tego względu, że wpada w różowe tony, co przy mojej dosyć żółtawej karnacji bardzo było widać i odznaczało się, kiedy nie rozsmarowałam go delikatnie na szyi, efekt maxymalnego odznaczenia delikatnie znikał zaś tylko delikatnie. Jak z naszymi drogeriami wiadomo, mimo że sprawdzałam go z innymi podkładami oraz nakładałam na szyję nie było widać jego świnkowych tonów. Co do konsystencji to jest bardzo gęsty i kilka minut po aplikacji bardzo widoczny, po przypudrowaniu go, tworzy maskę zaś kilka minut później scala się ładnie ze skórą, ale i tak nie jest to efekt, którego oczekuję. Wiem, wiem jest to podkład "mocno kryjący" (mimo to ja tak nie myślę), mimo to nie powinien aż tak się odznaczać, mam porównaniu z innymi tego typu produktami. Przez pierwsze 4 godziny wygląda na skórze bardzo ładnie... A później zaczyna się już cyrk na twarzy. Podkład masakrycznie się waży i świeci na skórze, w ogóle nie matuje jej na dłuższy czas. Widać go już z kilometra... ;) Nie ważne, czym go nałożę, czy pędzlem, czy palcami, mokrą gąbeczką a nawet oryginalnym Beauty Blenderem i tak efekt jest taki sam. Bardzo chciałam go zużyć, bo nawet tych 20 zł, które kosztuje szkoda mi było i zaplanowałam go używać, na co dzień do pracy zaś nie jestem w stanie z nim walczyć i denerwować się po każdym przyjściu do domu - patrząc w lusterko! Czy mocno kryje??? Nie sądzę! Miałam już w swojej karierze podkładowej kilka podkładów mocno kryjących i on wypada dosyć blado w porównaniu do pozostałych. Moim zdaniem, aby zakrył w takim stopniu, w jakim oczekuję musiałabym go nałożyć dużo za dużo, tamtych wystarczyła odrobina ;) 
Przy dłuższym stosowaniu zauważyłam, że mnie delikatnie zapycha, więc jest to kolejny dosyć mocny minus na jego koncie abym go dalej używałam. 


Podsumowując nie sprawdził mi się w ogóle, więc nigdy więcej już na niego nie spojrzę. 


piątek, 13 marca 2015

Serum rozjaśniające z Biochemii Urody! Moje odkrycie!!

W ostatnich kilku miesiącach, kiedy myślę o pielęgnacji twarzy strasznie ekscytuje mnie ten temat z tego względu, że wszystkie nowe produkty, które wprowadzam mega mi się sprawdzają i do tego poprawiają stan mojej skóry i po każdym ich zastosowaniu widzę różnicę! Z biegiem czasu recenzje każdego z nich będą się pojawiać na blogu i może dodatkowo przygotuję aktualizację pielęgnacji twarzy z tego względu, że ze wszystkich produktów jestem zadowolona i do tego moja zimowa pielęgnacja różni się delikatnie od tej w ciepłe dni. A więc przechodząc do dzisiejszego produktu, który jest gwiazdą i zaskoczył mnie już po dosłownie pierwszym użyciu jest serum rozjaśniające z Biochemii Urody! Jak wiecie już, śledząc mojego bloga i po obserwacji moich wcześniejszych recenzji czy aktualizacji pielęgnacji twarzy, cały czas zmagam się z przebarwieniami po trądziku, który około roku temu jeszcze w znacznych ilościach pokrywał moją twarz! W tym momencie w ciągu miesiąca pojawia mi się kilka nie przyjaciół zaś długo pozostają one na twarzy i zostają po nich intensywne przebarwienia. I dlatego serum to znalazło się w moim zamówieniu ze sklepu.



Przechodząc do produktu to przychodzi do nas jak prawie wszystkie produkty z Biochemii Urody, w oddzielnym woreczku gdzie znajdują się wszystkie składniki/półprodukty, które później ze sobą mieszamy i tak tworzymy same nasz produkt pielęgnacyjny. O dziwo, wszystko jest dziecinnie proste, wystarczy na stronie sklepu włączyć instrukcje wykonania i tam wszystko mamy dokładnie, krok po kroku opisane. Serum po wymieszaniu jest bardzo rzadkie, dosłownie jak woda. Kolor z tego względu, że wygląda jak mleko, czyli białe i rzadkie. Zapach ma bardzo a to bardzo delikatny, wyczuwam cytrynę. Po wykonaniu produktu kosmetyku miałam wrażenie, że będzie niewydajny, ze względu na jego rzadka konsystencje zaś pomyliłam się, jest wydajny i patrząc na to ile mi go jeszcze zostało to zostanie mi go na jeszcze dwa miesiące. Czyli cały produkt przy codziennym stosowaniu wystarczy mi na cztery miesiące używania. Serum nakładam codziennie pod makijaż, zaś, kiedy go nie wykonują po prostu na oczyszczoną skórę twarzy i działa na niej tak cały dzień. Po wykonaniu produktu uzyskujemy około 40 ml gotowego serum, które jest ważne przez 6 miesięcy. Kosmetyk przechowujemy w dwóch buteleczkach. Jedna część z opakowaniu z pipetą jest pojemnościowo znacznie mniejsza i jest to porcja, którą możemy trzymać np. w łazience, w miejscu gdzie będzie nam wygodnie i blisko podczas codziennego stosowania. Druga część serum znajduje się w ciemnym plastikowym opakowaniu, którą przechowuję w zimnym, ciemnym miejscu i czeka na swoją kolej. Jest to szklane ciemne opakowanie z wygodną pipeta.

Cena serum to 35 złotych.



Po pierwszym tygodniu stosowania, kiedy przez te dni nie widziałam się z moimi dziadkami, zauważyli, że coś jest ze mną nie tak! Kiedy rano weszłam do kuchni usłyszałam "a co ty taka blada jesteś??" I już wszystko było pewne, bo to właśnie to serum tak działa! Kiedy ja obserwowałam moją twarz już po trzecim dniu także zauważyłam lekkie jej rozjaśnienie zaś po krótkie chwili pomyślałam, że to nie możliwe i że sama sobie to wmawiam, a jednak nie! Serum działa i to rewelacyjnie!


Przechodząc już do sedna sprawy i do dokładnych właściwości produktu, mimo działania rozjaśniającego produkt w żadnym wypadku nie wysusza skóry, a wręcz przeciwnie delikatnie ją jeszcze nawilża. Już przy tak krótkim półtora miesięcznym używaniu zauważyłam rozjaśnienie moich wcześniejszych przebarwień. Nie pozbyłam się ich, w 100% ale widoczne jest ich rozjaśnienie. W przerwie pisania postu weszłam na stronę Biochemii Urody i przeczytałam o działaniu produktu, i zgadzam się prawie we wszystkim, więc po prostu Wam to wszystko skopiuję!
 "» Serum rozjaśniające EXTRA to kompleksowa kuracja wspomagająca walkę z przebarwieniami skóry, jednocześnie zapewniająca poprawę stopnia nawilżenia skóry i działanie regenerujące oraz przeciwzmarszczkowe.
» Redukuje przebarwienia pigmentacyjne skóry (szaro-brązowe plamy).
» Ujednolica i rozjaśnia nierównomierny i poszarzały koloryt skóry.
» Spłyca drobne zmarszczki powierzchniowe skóry, uelastycznia i wygładza.
» Wpływa na wzrost nawilżenia i poprawia barierę lipidową skóry.
» Łagodzi podrażnienia i stany zapalne. 
» Działa antyoksydacyjnie, zwalcza wolne rodniki powodujące przedwczesne starzenie skóry oraz hamuje i regeneruje zniszczenia skóry powodowane promieniowaniem UV." 
Czyż nie jest idealnym serum???


Kiedy produkt mi się skończy kupię kolejne tego typu serum i postanowiłam, że będzie to także kosmetyk z BU, tylko, że tym razem zamówię Serum antyoksydacyjne flavoC15. 



poniedziałek, 2 marca 2015

Zużycia ostatnich miesięcy!

Cześć Dziewczyny!!

I znowu mnie nie było prawie cały luty... Pojawił się tylko jeden post mimo że miałam kilka pomysłów oraz kilka rzeczy chciałam Wam pokazać, nie miałam czasu aby usiąść i coś napisać. Sesja, praca trochę domowych obowiązków i znowu brak czasu. W ciągu tego czasu nazbierałam trochę pustych opakowań i dzisiaj chciałabym je Wam pokazać i w końcu się ich pozbyć ponieważ zajmują trochę miejsca. Dzisiaj postanowiłam sobie że się wezmę za to więc szybko Wam opiszę moje zużyte denka.
 Pielęgnacji jak zawsze jest dużo, zaś z kolorówki także coś się znalazło! 


1. Zestaw IHT 9 szampon i odżywka recenzja tutaj

2. Suchy szampon Batiste - suchych szamponów zużywam dosyć sporo z tego względu, że włosy bardzo często mi się przetłuszczają i zmuszona jestem myć je rano z tego względu, że gdybym umyła je na wieczór nadawałyby się tylko do kolejnego mycia. Więc nie raz najlepszym rozwiązaniem dla mnie jest po prostu spryskanie ich szamponem Batiste. Używałam ich dużo i do tej pory najlepiej sprawdzały się właśnie te szampony. Nie dość, że najdłużej działały, dawały fajny efekt uniesienia a także ładnie pachną, zapach czuć przez cały dzień.

3. Olej z korzenia łopianu z ziołami -  w praktycznie wszystkich olejach do włosów jestem zakochana z tego względu, że dobrze działają na moje włosy poprzez ich mega właściwości nawilżające, czego moje włosy a konkretnie końcówki potrzebują cały czas. Ten konkretny olejek kupiłam przede wszystkich do stosowania na skórę głowy z tego względu, że boję się aplikować produkty, które posiadają zioła w swoim składzie z tego powodu, że mogą je przesuszyć poprzez swoje właściwości. Po stosowaniu olejku zauważyłam delikatnie szybszy wzrost oraz pojawienie się niewielkiej ilości nowych baby hair.

4. Olejek z bawełny - stosowałam go na końcówki, nie zauważyłam jakiegoś rewelacyjnego efektu nawilżenia i zabezpieczenia końcówek przed kolejnym rozdwajaniem i przesuszeniem. Musiałam bardzo z nim uważać, ponieważ już bardzo mała jego ilość powodowała, że w całości nie wchłaniał się we włosy i pozostawały one tłuste. Raczej więcej go nie kupię!


5. Macrovita, masło do ciała recenzja tutaj

6. Love me Green, balsam do ciała  - znalazłam go w GlossyBox-ie, zapach mi strasznie nie pasował, zaś jego działanie było bardzo fajne. Wcześniej miałam już balsam tej firmy i tamten mnie zachwycił! Jego recenzje możecie przeczytać tutaj

7. Stara Mydlarnia, peeling do ciała - recenzja tutaj

8. Woda szungitowa - nawilżający spray do twarzy, który stosowałam zamiast toniku. Bardzo fajnie nawilża i odświeża, moim zdaniem jest jeszcze lepsza niż woda różana. Posiada także właściwości bakteriobójcze. Bezzapachowa. Na pewno kupię ją ponownie.

9. Bobbi Brown - krem nawilżający, od razu wspomnę, że fenomenalny! Miałam małą próbeczkę, która dostałam przy zakupie podkładu matki Bobbi Brown. Próbka 10ml wystarczyła mi na około 3 miesiące codziennego stosowania. Super nawilża, ładnie łączy się z podkładem, nie waży się na nim oraz nie zmazuje. Najlepiej współgra z podkładem tej samej marki. Nawilżenie czuć przez cały dzień noszenia makijażu na buzi. Stosowałam go jedynie pod podkład, w bardzo małej ilości z tego względu, że mała jego ilość wystarczyła do idealnego poziomu nawilżenia, jakie natychmiast dawał. Kosztuje dużo, zaś jest mega wydajny - przypuszczam, że pełnowymiarowe opakowanie starczyłoby mi na rok codziennego używania! Cały czas zastanawiam się nad jego zakupem.

10. Bourjois, nawilżający korektor, który używałam tylko skórę pod oczami. Mega wydajny, to trzeba mu przyznać, ponieważ używałam go ponad rok przy prawie codziennym aplikowaniu na skórę. Jest drogi (cena około 50 zł) zaś biorąc pod uwagę wydajność i porównując do innych tańszych korektorów wcale nie jest taki drogi a wręcz przeciwnie jego zakup jest bardzo opłacalny. Ładnie wygląda pod oczami, nie wchodzi w zmarszczki, dobrze kryje a zarazem rozświetla, nie waży się i utrzymuje na skórze przez cały dzień. 

11. Catrice, bezbarwny żel do brwi - mam już kolejne opakowanie i będę kupowała go przez cały czas. Jest tani (cena około 12 zł w drogerii Natura), dobrze utrzymuje włoski przez cały dzień na miejscu i jest wydajny. Czego mi więcej trzeba???

12. Paese, puder bambusowy recenzja tutaj


poniedziałek, 9 lutego 2015

Lush Mask of Magnamenty - jedna z lepszych masek oczyszczających ever!!


Dzisiaj produkt, o którym Wam wspominałam w ulubieńcach roku, czyli maska oczyszczająca marki Lush. Jest ona stworzona dla osób z problematyczną cerą, czyli tłustą, mieszaną bądź trądzikową. Pokochałam ją od pierwszego użycia dzięki jej działaniu i efektom, jakie uzyskuje po jej zastosowaniu. 

Maskę mam w opakowaniu 250 ml i kosztowała około 16 euro. Jak wszystkie produkty marki Lush znajduje się w czarnym, matowym, plastikowym opakowaniu z nakrętką a na niej znajdują się naklejki z najważniejszymi informacjami. Produkt ważny jest tylko przez trzy miesiące od daty wykonania, termin dosyć krótki z resztą jak wszystkie produkty tej marki, więc od samego jej zakupu spinam się bardzo i nakładam ją na skórę twarzy dwa razy w tygodniu, co odpowiada jej jak najbardziej. Mimo to, że stosuję ją regularnie, nakładam ją w znacznych ilościach to i tak jest wydajna, żeby nie ten termin ważności używałabym jej przez 6 miesięcy a nie przez 3 miesiące, które narzuca producent. Po dokładnym oczyszczeniu twarzy należy nałożyć ją na 5-10 minut, zaś ja i tak często ja przetrzymuję nieco dłużej, co wcale nie prowadzi do jakiś skutków ubocznych jej stosowania. Maska nie wysusza skóry, czego na początku się obawiałam. Po zmyciu jest nawilżona, rozjaśniona i doskonale oczyszczona. Po pierwszym użyciu, przez dłuższy czas stałam przyglądałam się i dotykałam moją buzię! Nie mogłam się nadziwić, co widzę lusterku. Pory oczyszczone, wągry, które zalegają dosyć głęboko były nieco rozjaśnione tak samo jak cała twarz. Rozjaśniona po prostu rozpromieniona jakbym dopiero, co wstała, wyspana i mega szczęśliwa. Nie odczuwam po jej zmyciu ściągnięcia a wręcz przeciwnie jest delikatnie nawilżona, mięciutka i gładziutka. Co do zapachu i koloru to produkt po otwarciu pudełka bije nas po nosie intensywnym zapachem mięty a kolor także ma intensywny zielony. Po jej nałożeniu i zmyciu aż robi nam się trochę chłodno! Konsystencja maski podchodzi dla mnie pod konsystencje grudkowatego musu. Dzięki, któremu podczas zmywania możemy wykonać delikatny peeling. Czyż nie jest to produkt idealny?? Jest!

Żeby nie było... zdjęcia były robione po pierwszym jej użyciu... obecnie maska jest już na wykończeniu :) 

Oprócz jednego minusu, który posiadają wszystkie produkty Lush, czyli dostępność! Nie mam pojęcia, dlaczego jeszcze sklepy Lush-a nie zawitały do Polski.


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...